Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu LKS – KS made by Wagon Trzeci.

23.4.17, Klasa A lubelska, grupa Lublin IV, LKS WierzchowiskaKS Ciecierzyn 4:4.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

20 (w jedna stronę) z miejsca noclegu. W założeniu jechaliśmy na mecz na 11, więc pobudka po wieczornej wycieczce krajoznawczej po Lublinie do najłatwiejszych nie należała, bo musicie wiedzieć, że nocne zwiedzanie miasta z redakcją kartofliska.pl to nie są kurwa wczasy w Saint Tropez. Na szczęście jakimś cudem udało się wstać, a forma była podejrzanie dobra. Na autobus typu pekaes wyrobiliśmy się w sumie rzutem na taśmę, ale całość logistycznie udała się perfekcyjnie. Z jednym małym wyjątkiem…

 

BILETY:

Nie dość, że nie było źródła dystrybucji, to i płacić nie było za co, bo jak na mecz rozgrywany o 11, boisko odkryte po spacerze przez pole golfowe, było podejrzanie puste.

Na szczęście napotkany tubylec uświadomił nam, że spotkanie rozpocznie się w samo południe, wskazał też drogę do sklepu, byśmy mogli w jakiś sposób zagospodarować niespodziewany nadmiar wolnego czasu. W tym momencie powinniśmy już zacząć podejrzewać, że coś tu kurwa nie gra, jednak nasze zmysły były chyba ciągle przytępione po wieczornym locie przez miasto.

 

SPIKER:

Chyba muszę sprawdzić, czy bukmacherzy przyjmują zakłady na prawdopodobieństwo usłyszenia mistrza mikrofonu w siódmej lub ósmej lidze, chociaż pewnie kursy nie należałyby do specjalnie korzystnych. Tym razem na pewno bym wygrał, bo zgodnie z przewidywaniami spikera nie było.

 

Z PIWEM NA STADION/CATERING:

Jak już wiecie, zostaliśmy pokierowani do miejscowego źródła wszelkiej dobroci, gdyż na stadionie nie było się czego spodziewać. Przed dokonaniem niezbędnej aprowizacji zahaczyliśmy o odpustowe stragany, których asortyment nie zmienia się od 30 lat, w dalszym ciągu oferują plastikowe miecze i skaczące pająki.

Łupem pana redaktora musiały z tej okazji paść jakieś gadżety.

Czasu do meczu mieliśmy sporo, więc mogliśmy sprawdzić, czy asortyment lokalnego źródła wszelkiej dobroci nie jest aby przypadkiem przeterminowany. Degustacja szybko „znalazła się w internetach” wraz z podaniem lokalizacji oraz najbliższego planu i tylko dzięki temu odkryliśmy, że… pomyliliśmy miejscowości i wylądowaliśmy nie w tych Wierzchowiskach, w których zamierzaliśmy i wcale nie obejrzymy meczu Sprint Wierzchowiska – Bronowice Lublin. 60 kilometrów różnicy, każdemu może się zdarzyć…

A wracając do meritum – stadion był z gatunku tych, na których piło się, pije i w przyszłości z pewnością się to nie zmieni.

Nie ma to jak pomylić miejscowości o 12 w niedzielę, na szczęście tu też grają. LKS Wierzchowiska – KS Ciecierzyn i Wagon Trzeci. #meczing #stadioning

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 23 kwietnia 2017

Nawet pomimo obecności smutnych panów.

 

WC:

Murowane i z wyraźnymi oznaczeniami. Korzystano na własne ryzyko, w razie wystąpienia małej potrzeby lepszą opcją było jednak znalezienie drzewa lub krzaka, co specjalnie trudne nie było.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Przebieg meczu z pewnością spowodowałby przegrzanie styków w wersji elektronicznej i klasyczne nieogarnięcie operatora wersji analogowej. Na szczęście nie było żadnej.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Na trybunach zasiedli raczej koneserzy dobrego futbolu niż fanatycy, z których większość spierdoliła w dodatku przed lekkim gradobiciem w najlepszym stylu wagonu pierwszego.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie rozpoznano, ale ponieważ pierwotnie nie rozpoznano nawet miejsca rozgrywania meczu, to może lepiej nie będzie wypowiedzi w tym temacie.

 

TEKST MECZU:

–A teraz patrzcie, najlepszy klub!

Zakrzyknął jeden z fanów gospodarzy ,po czym założył wyciągniętą z torby czapkę z pomponem w barwach… warszawskiej Legii. Wyraz twarzy kartofliskowego redaktora bezcenny, a i swój chciałbym w tym momencie zobaczyć.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Pomylić miejscowości, godziny, ligi i zespoły a mimo to trafić na mecz, w którym gospodarze dokonali fenomenalnej remontady od stanu 1:4 i o mało nie wygrali. Warunki pogodowe też pomogły, bo nie często zdarza mi się trafić zawody przerwane przez sędziego po pięciuminutach z powodu gradobicia i konieczności uzupełnienia garderoby o czapki i rękawiczki.

Głupi to ma zawsze szczęście 😀