Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Arka – Legia made by Wagon Trzeci.

11.2.17, Ekstraklasa, Arka GdyniaLegia Warszawa 0:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

190 (w jedną stronę) z czego większość autobusem tanich, czerwonych linii dalekobieżnych.

 

BILETY:

31 PLN, kupione online kilka dni wcześniej i wydrukowane we własnym zakresie.

 

SPIKER:

Trochę się chłop napracował, gdyż co kilka chwil odczytywał komunikaty o przedmiotach zgubionych na trybunach lub apelował o kulturalny doping i zaprzestanie rzucania śnieżkami w zawodników stołecznej drużyny.

 

Z PIWEM NA STADION:

Na mój sektor można by wnieść wszystko co da się ukryć pod ubraniem, bo macanki nie było absolutnie żadnej, zapowiadanej kontroli dokumentów też nie. Przypuszczam, że parę poręcznych butelek z napojami o zawartości alkoholu powyżej 40% zawitało tego dnia na stadion, bo temperatura zdecydowanie zachęcała do rozgrzewania organizmu metodą odśrodkową. Dla brzydzących się przemytem przewidziano możliwość przeprowadzenia #beerforemeczingu w pobliskich barach i restauracjach. Zazwyczaj z takich możliwości korzystam, tak też było i tym razem.

 

CATERING:

Piwo 7, kiełbasa 10 PLN. Przed meczem kolejka idzie w miarę sprawnie, w przerwie okazuje się, że sposób funkcjonowania punktów dystrybucji to kpina. Z początkiem pauzy na elektrycznym grillu piekły się 4 (sic!) kiełbasy, w dodatku wrzucone przed chwilą, jakby obsługa nie spodziewała się, że za moment nastąpi oblężenie. Celowo zamówiłem jedną z nich, żeby obserwować rozwój sytuacji. Warto było – kiełbę dostałem ledwo ciepłą, a kolejka rosła błyskawicznie, razem z wkurwieniem oczekujących w niej ludzi. Dobrze, że chociaż piwo było zimne, ale to chyba bardziej zasługa ujemnej temperatury

 

WC:

W przerwie nawet nie próbowałem się dostać, bo zasada wynikająca z dostępności jest prosta: albo żarcie, albo szczanie.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Kolorowe telebimy w narożnikach.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Widok sektorówki, stroboskopów (słabej jakości), świec dymnych i klasycznych rac miło mnie zaskoczył. Doping głośny i przez całe spotkanie, ze sporą ilością antylegijnych bluzgów, tak charakterystycznych dla większości polskich stadionów. Frekwencja bardzo dobra. Była nawet jednoosobowa inwazja na boisko, zakończona małą przepychanką z ławką rezerwowych warszawskiej drużyny – reakcja ochrony wyjątkowo anemiczna, ale ostatecznie krewki kibic skończył na glebie.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Okrągłe zero w sektorze, ale to wciąż wynik reperkusji po jesiennych derbach Trójmiasta. Szkoda, bo kilka setek Legionistów zdecydowanie podgrzałoby temperaturę tego mroźnego dnia. Piłka nożna dla kibiców!

 

TEKST MECZU:

– Co, czytniki zamarzają?
– Eeee nie, za dużo ludzi – czytniki biletów trochę zamulały, co według pana ochroniarza było spowodowane przybyciem niemalże kompletu publiczności.

 

TEKST MECZU 2:

– Kucharczyk, słaby to ty jesteś!
– Słabyyy, ty chuju!
Michał Kucharczyk po pamiętnej wypowiedzi przed kamerą ma mnóstwo fanów w całym kraju, a że rozgrzewał się tuż przed moim sektorem to mogłem zarejestrować, jakiego wsparcia udzielali mu ci zamieszkujący Gdynię. Jeden nawet przeskoczył przez płot, ale ochroniarze po krótkiej szarpaninie uniemożliwili mu zrobienie wspólnego zdjęcia.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Dwie pary skarpet, podwójne kalesony, dwa longsleevy, flanelowa koszula, bluza z kapturem, polar i amerykańska, kontraktowa kurtka z kapturem typu alaska – trochę mi pomogły, ale i tak zmarzłem. Może trzeba było pić gorącą herbatę zamiast kilku piw? Może też wyda się Wam to dziwne, ale ja uwielbiam mecze w takich warunkach, gdyż każde meteorologiczne ekstremum (z wyjątkiem upałów, których nienawidzę) zdecydowanie podnosi atrakcyjność meczu piłki nożnej.