Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Anprel – Rozwój made by wagon pierwszy.

11.11.17, Klasa A mazowiecka, grupa Warszawa III, Anprel Nowa WieśRozwój Warszawa 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

18 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Warszawie. Skład rozrósł się trzykrotnie, bo na drugą tego dnia dawkę wielkich piłkarskich emocji zdecydowali się także pan redaktor naczelny kartofliska.pl oraz znany i ceniony tamtejszy ekspert pan Adrian. Wobec powyższego zmieniliśmy pierwotny plan. W Nowej Wsi (a właściwie w Granicy, bo tam leży stadion) już kiedyś na meczu byliśmy, w dodatku w tak zwanym międzyczasie obiekt przeszedł kapitalny remont, podczas którego wyposażono go w naszą ukochaną sztuczną nawierzchnię, co działało na nas odpychająco. Chcieliśmy więc spenetrować dziewicze do tej pory dla nas piłkarskie rewiry. Mimo wrodzonej asertywności ulegliśmy jednak miękkim środkom perswazji naszych towarzyszy. I nie żałowaliśmy ani sekundy.

 

BILETY:

Brak. I teraz nam się przypomniało, że jednak czegoś żałujemy. Że plakatu z kontenera z szatniami nie zdjęliśmy i nie zabraliśmy na pamiątkę.

Niedorozwój z nas.

 

SPIKER:

Brak, ale to akurat żadna różnica. Pan Adrian i tak nie dopuściłby go do głosu.

 

Z PIWEM NA STADION:

Ogrodzenie wygląda groźnie.

Ale nie dajcie się zwieść pierwszemu wrażeniu.

W tym miejscu chcemy złożyć wyrazy najwyższego szacunku grupie trzymającej flaszkę. Dokładnych statystyk nie prowadziliśmy, ale co rusz do plecaka chowano opróżnione i wyciągano zeń nowe, pełne zbiorniki. Podejrzewamy, że gdybyśmy zasiedli do walki jak równy z równymi, obiekt opuszczalibyśmy wynoszeni jak worek ziemniaków przez czterech rosłych mężczyzn, w dodatku zarzygani i zaszczani. A panowie (może poza jednym, ale to na pewno wina słabszego dnia) wyglądali i zachowywali się jakby im się ledwo po zębach rozeszło. Pod koniec meczu przyszli jeszcze pstryknąć sobie z nami wspólne zdjęcie i wręczyć przybyłym znamienitym gościom klubowe pamiątki.

Mają zdrowie, skubaniutcy. Chapeau bas!

 

CATERING:

Na stadionie nie ma. Sklepu w najbliższej okolicy też nie namierzyliśmy, ale gdzieś być musi, bo zorganizowana w przerwie przez sąsiadów z trybuny wyprawa aprowizacyjna zakończyła się 40-procentowym sukcesem, a nie sądzimy, by mimo – na pierwszy rzut oka – doskonałej formy fizycznej, jechali gdziekolwiek samochodem.

 

WC:

Toi toi przy kontenerach z szatniami. Dawno nie byliśmy w równie czystym i pachnącym. I nawet papier był. Dwie rolki.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Najbliższa czynna prawdopodobnie w Pruszkowie. Nieczynna pewnie zresztą też.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nie myślcie sobie, że aktywność panów z sektora obok sprowadzała się wyłącznie do nawadniania organizmów. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem ogarnęli całkiem strojną oprawę.

By ograniczyć ryzyko i pozostać w zgodzie z przepisami BHP oraz ppoż., zatrudnili nawet strażaka.

Ale mimo szeroko zakrojonych środków zapobiegawczych, wiele nie brakowało, a po wiązance dymno-świetlnej konieczny byłby kolejny remont stadionu. Zawodnik gospodarzy z zimną krwią zażegnał jednak niebezpieczeństwo.

Na gola swoich ulubieńców panowie też byli należycie przygotowani.

Generalnie odnieśliśmy wrażenie, że byli przygotowani na wszystko. Podejrzewamy, że gdyby ktoś pilnie potrzebował akurat pożyczyć pół kilo mąki albo maszynkę do cięcia glazury, panowie natychmiast by coś poradzili.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Raczej nie.

 

TEKST MECZU:

Trzeba panu redaktorowi przyznać, że ma ucho nastawione na prawidłowe częstotliwości.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Warto było posłuchać bardziej doświadczonego redaktora. Co oczywiście absolutnie nie znaczy, że tam, gdzie pierwotnie mieliśmy zamiar pojechać, nie byłoby równie dobrze.