Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Athletic – Betis made by Wagon Trzeci.

27.4.17, Primeradivision (I poziom hiszpański), Athletic BilbaoBetis Sevilla 2:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

450 (w jedną stronę, koleją z miejsca noclegu w Madrycie. Bilet na pociąg ogarnąłem znacznie wcześniej przez internet, w jakiejś promocji, więc wyszło niewiele drożej niż w Polsce. Poszło bardzo sprawnie i w miarę komfortowo, a miłym bonusem okazały się widoki zza szyby, zwłaszcza w drugiej części podróży.

 

BILETY:

40 €, kupione kilka godzin przed meczem. W zasadzie wartość nominalna to 30, dychę przytulił konik, bo nie chciało mi się czekać na otwarcie kas, a miał akurat miejsce, które chciałem. Niby mogłem to załatwić jeszcze w domu przez internet, ale jedyną opcją odbioru był wydruk we własnym zakresie, a ja jednak wolę mieć kartonik do kolekcji.

Koń zarobił 10 €, ale nie ma co czekać na otwarcie kas 😉

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 27 kwietnia 2017

 

SPIKER:

Sytuacja analogiczna do tej opisywanej tu i tu.

 

Z PIWEM NA STADION:

Kontrola tylko werbalna, przynajmniej dla obcokrajowców.

Zamiast macania jest ostrzeganie o potencjalnych karach, na przykład za palenie na obiekcie przyklejają mandat 3 tysiące ojro. Jak głupi uwierzyłem, ale wychodząc przekonałem się, że miejscowi się specjalnie nie pierdolą – w okolicach schodów walało się sporo petów oraz… pustych puszek po wniesionym z zewnątrz piwie. Ja o przemycie nie myślałem, za to podobnie jak w Madrycie i Leganes łyknąłem co nieco w plenerze.

Odwiedziłem też kilka barów, żeby złapać trochę atmosfery i wrzucić coś na ruszt. Tym razem wybór padł na świński ryj i świńskie ucho.

 

CATERING:

Dramat – piwo znów bez alkoholu, a bocadillos nie było w ogóle. Dobrze, że wcześniej podjadłem tej świniny.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Dwa kolorowe telebimy, wyświetlanie wyniku przeplatane jest niestety całą masą reklam.

 

WC:

Nowoczesne i przestronne.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Kartofliskowy redaktor ostrzegał mnie kilka dni wcześniej, że nie spodoba mi się klimat trybun nowego San Mames i niestety nie pomylił się. Stadion jest sterylny i atmosfera też. Istnieje wprawdzie kilkusetosobowy sektor dopingujący, ale jakości tam za wiele nie ma. Na domiar złego fani Athleticu mocno akcentują swoje poglądy polityczne, i o ile nie mam nic do baskijskiego separatyzmu, o tyle okraszanie go flagą z podobizną Józefa Stalina powoduje u mnie odruch wymiotny.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Dwie niezależne grupy. Pierwsza o charakterze piknikowym, będąca chyba jakaś peñą Betisu w Bilbao była obecna na sektorze gości od początku meczu.

Druga  pojawiła się około dwudziestej minuty meczu i od razu poprawiła senną atmosferę trybun, na sektor wparowało bowiem 40 przedstawicieli uchodzącej za nacjonalistyczną i skrajnie prawicową grupy Supportes Gol Sur 86, wymachując hiszpańską flagą. W Basków jakby strzelił w tym momencie piorun, cały stadion się na chwilę zagotował, skacząc w rytm przyśpiewki „kto nie skacze, jest Hiszpanem”. Jak dla mnie uratowali wrażenie ogólne.

 

TEKST MECZU:

Ola Beticos, Polaco, Wojciech Kowalczyk!

– Aaaa, Kolachik!

Fani Betisu rezydowali nie tylko w sektorze gości, ale byli rozsiani także na pozostałych trybunach. Musiałem sprawdzić, czy pamiętają autora bon motu o tym, że „dobry piłkarz pije”. Pamiętali.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

W czasach, gdy jeszcze oglądałem ligi zagraniczne w telewizji, bardzo chciałem pojechać na stary stadion San Mames. Niestety nie zdążyłem, a nowa wersja w niczym nie przypomina atmosfery słynnego La Catedral, przynajmniej takiej, jaką ja sobie wyobrażałem. Niby otoczenie ma klimat, bo stadion wyrasta z tkanki miejskiej, i nawet pasuje do niej architektonicznie, ale wszystko w środku jest jakieś sterylne.

No i ten jebany Józef Stalin…