Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Atletico – Villarreal made by Wagon Trzeci.

25.4.17, Primeradivision (I poziom hiszpański) Atletico de MadridVillarreal CF 0:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

Około 2200 (w jedną stronę), z czego zdecydowana większość samolotem z Berlina. Podróż do najprzyjemniejszych nie należała – nocny przejazd tanimi liniami autobusowymi na berlińskie lotnisko na dwudniowym „zmęczeniu” po zwiedzaniu Lubelszczyzny z kartofliskowym redaktorem i kilka godzin koczowania na terminalu, odcisnęły swoje piętno na organizmie. Na szczęście porcja bacalado (smażonego, solonego dorsza) pochłonięta po przyjeździe wraz z kilkoma szklankami hiszpańskiego piwa oraz uno cafe solo postawiły mnie na nogi i spacer na stadion odbył się już na pełnej świeżości.

 

BILETY:

30 + 2 opłaty rezerwacyjnej + 2 za możliwość odebrania oryginalnego kartonika w dniu meczu, kupione przez internet jakieś trzy tygodnie wcześniej.

A to ci niespodzianka 😛

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 25 kwietnia 2017

Łyknąłem najtańsze co było, na samej górze trybuny Lateral, czyli niezadaszonej prostej – widoczność znakomita.

Perspektywa fenomenalna.

Wejściówkę odebrałem w „punkcie obsługi klienta” na stadionie kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem. Po wejściu otrzymałem numerek, a następnie czekałem na wezwanie do odpowiedniego okienka. Poszło dość szybko.

W dniu meczu też dałoby radę coś ogarnąć, bo kasy były otwarte, ale wolałem sam kliknąć krzesełko online, niż dogadywać się z bileterem.

 

SPIKER:

Stylem nie porwał a merytorycznie nie oceniam, bo z habla espanol to u mnie raczej słabo.

 

Z PIWEM NA STADION:

Nawet nie próbowałem, całą energię poświęciłem na szwendanie się po knajpach w okolicach stadionu. Było ich masę, a wszystkie oblężone, bo Hiszpanie lubią przed meczem zjeść i strzelić kawkę lub kilka piw. Zaczynają przy tym kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem.

Ja zacząłem tuż po odebraniu biletu w klubowym barze wbudowanym w trybunę i zmieniałem miejscówkę kilka razy.

Taki klimat lubię.

Bramki i trzepanie na wejściu prawie jak u nas.

 

CATERING:

Jeśli będziecie kiedyś na stadionie w Hiszpanii uważajcie, bo serwują tam truciznę znaną jako cerveza sin, czyli piwo bezalkoholowe, ewentualnie cytrynowego radlera – również bezwartościowego. Wszystko po 3 ojro. Kupiłem, wypiłem, jest mi wstyd… Liczyłem też na jakieś porządne bocadillo (charakterystyczna kanapka, 4 ), ale to, co kupiłem, za bardzo się do jedzenia nie nadawało, nie dziwiłem się już potem, że lokalsi przynieśli własny prowiant. A miało być tak pięknie…

A skubanie słonecznika występuje nie tylko na Śląsku.

 

WC:

W miarę czyste, ale przepustowość pozostawia wiele do życzenia i kolejka w przerwie powstaje w mgnieniu oka.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Dwa telebimy, które oprócz czasu i wyniku pokazują także składy, kartki etc. Tylko po co ja to piszę, jak na zdjęciu widać?

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Grupa ultras znana jako Frente Atletico to w tej chwili jedna z najbardziej represjonowanych grup kibicowskich w Europie. Po pamiętnej awanturze z kibolami Deportivo z Riazor Blues, zakończonej śmiercią jednego z uczestników, stracili miejsce na trybunach, nie mogą prowadzić dopingu i eksponować swoich barw. Pomimo tego na trybunie za jedną z bramek sformował się kilkusetosobowy młyn nieznanej proweniencji. Być może jest to ekipa w jakiś sposób koncesjonowana przez władze klubu, być może jakieś niedobitki dawnych ultras – nie mam pojęcia. Kimkolwiek by nie byli, śpiewali całkiem przyjemnie dla ucha przez pełne 90 minut, pomachali flagami na kijach i zaprezentowali kilka transparentów upamiętniających historię kultowego stadionu Vicente Calderon, obchodzącego niedawno 50. urodziny.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie było, nawet nie wiem, gdzie był sektor gości.

 

TEKST MECZU:

– Speak english?

– Little bit.

Jeśli ktoś was nakłania do nauki angielskiego argumentując, że dzięki temu dogadacie się z obcokrajowcami, na przykład na wakacjach, to się lekko z prawdą mija. Lepiej się migowego uczcie.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Cały kalendarz rundy wiosennej podporządkowałem zrealizowaniu jednego celu – zobaczyć mecz na Vicente Calderon, zanim zostanie on zburzony. Atleti od nowego sezonu przenoszą się na jakiś nowoczesny obiekt na przedmieściach, a w miejscu jednej z najwspanialszych perełek stadionowej architektury stanie pewnie jakieś osiedle mieszkaniowe. Nie będzie już spękanych schodów, trasy szybkiego ruchu pod trybuną i dziesiątek barów w pobliżu. 50 lat historii zostanie zastąpione przez coś takiego.

Pozostaną tylko zdjęcia.

Przy okazji załapałem się na naprawdę niesamowity pokaz futbolu, zresztą nawet jeśli z boiska wiałoby chujem i tak 90 minut rozrywki zapewniłby ten pan.

¡Señoras y señores! Telewizja śniadaniowa PdF przedstawia przydługi film dokumentalny o futbolowym ADHD pod tytułem "Cholismo". Ciekawe czy bohater ciągle jeździ sankami na treningu 😉

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 10 maja 2017

Żałujcie, że już tego nie doświadczycie.