Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Bednarska – GKP made by wagon pierwszy.

21.9.17, Tygodnik Piłkarskiego Niespokoju, dzień 4., Klasa B mazowiecka, grupa Warszawa III, Bednarska WarszawaGKP Targówek 0:3.

 

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

13 (w jedną stronę), za kierownicą auta. Podróż bez historii, co okazało się niestety prorocze dla reszty wieczoru.

 

BILETY:

Brak. To zdecydowanie pierwsza i bardzo prawdopodobne, że jedyna sytuacja w historii naszego włóczenia się po meczach pod szyldem Pociągu do Futbolu, w której bylibyśmy wkurwieni, gdyby kazano nam zapłacić za wejście na stadion i uczestnictwo w dziejących się na nim wydarzeniach.

 

SPIKER:

Brak. Z osób funkcyjnych występował tylko pan Waldemar, który jak zwykle trzymał rękę na pulsie nogę na piłce.

 

Z PIWEM NA STADION:

Owszem. Była nawet widziana jednostka, która skorzystała z takiej możliwości. Ale nie wszyscy zwolennicy umilenia sobie konsumpcji widowiska piłkarskiego poszli w tę stronę płynów. Kilku fanów ekipy z Targówka zdecydowanie postawiło na inhalację słodkawo pachnącym dymem i nie robili z tego wielkiej tajemnicy. To się nazywa praktyczne podejście do tematu. Melo i piro w jednym! Co więcej – niczego sobie obciąć nie damy, ale zdaje nam się, że z minikuracji rozluźniającej skorzystał też ktoś z rezerwowych. Chyba trzeba chłopakom wytłumaczyć, że ze spalonym to niekoniecznie o to chodzi.

Prawie zapomnieliśmy – nas nie poczęstowano.

 

CATERING:

Brak. Ale panowie z Targówka byli na taki obrót sprawy przygotowani i wzięli ze sobą czipsy. My nie sprawdzaliśmy, ale myślimy, że w centrum Warszawy jest szansa znaleźć jakiś sklep spożywczy.

 

WC:

Brak. Można szukać szczęścia w budynku z szatniami, znacząco wachlarz możliwości zwiększyła też pora rozgrywania meczu (początek o 20.30) w połączeniu z sąsiedztwem boiska (park).

 

TABLICA WYNIKÓW:

Ani śladu.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Na trybunie tłumy.

Na szczęście honoru spektakularnym piro postanowiła bronić pani specjalizująca się w udzielaniu pierwszej pomocy medycznej.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Z ogarnięciem przedmeczowego piro poradzili sobie pierwszorzędnie, ale na tym ich aktywność kibicowska się zakończyła. Trochę zrozumiałych w tych okolicznościach śmichów-chichów, kilka okrzyków i do domu.

 

TEKST MECZU:

– Co to się stało?

– Naciągłem.

Schodzący z kontuzją pan piłkarz GKP. Mieliśmy na studiach kolegę, który permanentnie mówił „szłem” zamiast „szedłem”, a gdy go poprawialiśmy, to się śmiał, że mówi tak, bo szybko szedł. Najwidoczniej pan piłkarz szybko naciągnął.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

2/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Ujowe boisko, ujowa pogoda, ujowy mecz. Szczere mówiąc, nie pamiętamy, kiedy bawiliśmy się gorzej. Do pełni nieszczęścia zabrakło chyba tylko wpierdolu.