Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Błonianka – Oskar made by wagon pierwszy.

17.3.18, IV liga mazowiecka, grupa południe, Błonianka Błonie – Oskar Przysucha 2:0. Mecz rozegrano w Warszawie.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

15 (w jedną stronę). Oczywiście samochodem. Mimo niezbyt dalekiej odległości i wyglądającej na sensowną alternatywy w postaci komunikacji publicznej nawet jej nie rozważaliśmy. Podczas temperatur zbliżonych do zera stopni Celsjusza kochamy nasze coraz bardziej sędziwe już autko jeszcze bardziej niż zwykle. A że w dodatku przy okazji wyprawy na mecz opędzlowaliśmy dwa dobre uczynki, podwożąc w drodze na małżonkę do pracy, a w drodze z pewnego zaprzyjaźnionego redaktora do domu – nie dostrzegamy żadnych minusów obranego rozwiązania.

 

BILETY:

Niezmotoryzowani kibice nie płacą, za to wygodniccy, którzy wybrali taką jak my formę transportu, do kosztów podróży muszą doliczyć dwa złote za wjazd na parking Bemowskiego Ośrodka Piłki Nożnej. To nowatorskie w tym miejscu rozwiązanie (jesienią wjazd był jeszcze za darmoszkę) zmusiło nas do zaciągnięcia długu u pana redaktora, gdyż nie dysponowaliśmy odpowiednimi zasobami bilonu.

Przy okazji pozdrawiamy dobrodzieja (choć wiemy, że i tak nas nie czyta).

 

SPIKER:

Starał się chłopina jak tylko umiał, ale ile umiał nie jesteśmy w stanie ocenić, bo nagłośnieniem dysponował katastrofalnym.

 

Z PIWEM NA STADION:

Tylko specjalnie się z tym nie afiszując. Jeden z najaktywniejszych na całym stadionie kibic w jasnych spodniach sportowych i błękitnej czapce dyskrecji zachować nie miał zamiaru i złocisty napój musiał zostawić przed wejściem.

 

CATERING:

Kiedyś w budynku z szatniami funkcjonował automat ze słodyczami i ciepłymi napitkami. Innym razem już nie. Według starej zasady „umiesz liczyć, licz na siebie” o zaopatrzenie zatroszczyliśmy się znacznie wcześniej. Podobnie jak brat bliźniak pana Waldemara.

 

WC:

Pod trybuną. Cieplutko i schludnie. Polecamy.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Owszem, ale nieczynna. Dobrze że chociaż wskazywała godzinę, dzięki czemu mogliśmy się przekonać, że mecz rozpoczął się z zaledwie 71-minutowym opóźnieniem. Cóż, zima zaskoczyła stadionowców. Ale przynajmniej wyścigi ciągników mogliśmy w oczekiwaniu na danie główne pooglądać.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Jeśli za takowy uznać dość powściągliwie okazywaną radość bo strzelonych golach, to tak. Zbyt wielu z przybyszów z Błonia nie było, więc fajerwerków się nie spodziewaliśmy. Generalnie mecze w roli gospodarza rozgrywane kilkadziesiąt kilometrów od faktycznego domu danej drużyny to paranoja, ale warunki były, jakie były i rozumiemy, że innej opcji na rozegranie spotkania nie było. Choć i tu wiele nie brakowało…

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Gole dla gości nie padły, więc i szans na powściągliwie okazywaną radość nie było. Mniej powściągliwie okazywanego wkurwu też jednak nie spostrzegliśmy.

 

TEKST MECZU:

– Stara kurwa do zdychania, Lech z Poznania!

Pan kibic w jasnych spodniach sportowych i błękitnej czapce to chyba był za Legią…

 

TEKST MECZU 2:

– Mogę panią przytulić? Wiem, że nie, ale bardzo chciałbym…

Okazało się, że pan kibic w jasnych spodniach sportowych i błękitnej czapce jest też zdolny do innego typu uniesień.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Kilka dni przed weekendem próbowaliśmy z panem redaktorem opracować sensowny plan na niego, ale pogoda miała inne zdanie na temat naszych zamierzeń i kolejne opcje padały jak muchy. Tu też wiele nie zabrakło. Mistrzowie logistyki zaczęli odśnieżanie piłkarskiej infrastruktury od bocznego boiska, niezatwierdzonego do rozgrywania na nim meczów IV ligi. Mijały minuty, kwadranse, a tu ciągle nic. W międzyczasie już zdążyła narodzić się plotka o walkowerze, przedstawiciel Błonianki zrugał na czym świat stoi nieudolnego gospodarza terenu. Ale w końcu zaczęli. I w takich okolicznościach już to wystarczy, by nie marudzić…