Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Brda – Piast made by wagon pierwszy.

2.9.17, liga okręgowa pomorska, grupa Słupsk, Brda PrzechlewoPiast Człuchów 2:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

32 (w jedną stronę), samotnie, w roli kierowcy. Piękna to okolica, w dodatku trasa bardzo pouczająca życiowo. Pamiętajcie – gdzie kończy się Wolność,

zaczyna się Babilon.

Przyjęliśmy odpowiedni zapas, nigdzie się nie śpieszyliśmy. Powoli, dostojnie, z poszanowaniem przepisów ruchu drogowego… Prawdziwy relaks.

 

BILETY:

No wreszcie! 4 złote supłaliśmy z portfela z największą przyjemnością.

Tym bardziej, że do transakcji odpowiednio nastroiła nas już uśmiechająca się z kilkudziesięciu metrów kasa.

Nasze poczucie stadionowej estetyki zostało pierwszorzędnie dopieszczone.

 

SPIKER:

Brak. Była urocza kasa, były bilety. Nie można mieć wszystkiego.

 

Z PIWEM NA STADION:

O dziwno – można.

O dziwo, bo przed wyruszeniem w drogę naczytaliśmy się trochę, co też się kilka lat temu na derbach powiatu człuchowskiego w Przechlewie wyrabiało i spodziewaliśmy się organizacyjnego spięcia pośladków. A tu niech żyje wolność, wolność i swoboda.

 

CATERING:

Oferty brak. Nie bardzo były też widoki na zaopatrzenie się w strawę lub napitek w najbliższej okolicy stadionu. Wszystkim, którzy jednak podjęli pieszą wyprawę w przerwie, nie zazdrościmy, ale i gratulujemy hardości. Pani chmura była bowiem łaskawa oberwać się niemal równo z gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, a poszła sobie w pizdu tuż przed rozpoczęciem drugiej.

 

WC:

Toi toi przy trybunie. Nawet schludny. Ambasadorem perfum Coco Chanel prawdopodobnie nigdy nie zostanie, ale na Przystanku Woodstock byłby pewnie prymusem.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Żadnej. A jakaś taka drewniana spod ręki miejscowej złotej rączki weszłaby między ławkami jak maślanka na kacu.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Ślady ultraski zostały już chyba tylko na oknie w kasie biletowej.

Z trybun dopingu nie prowadzono. Z żadnego innego miejsca też nie. Coś tam ktoś czasem krzyknął, ktoś pocisnął sędziemu, głośniej westchnął, gole spotkały się z oklaskami, ale liczyliśmy na więcej.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Tylko ci:

Trzy radiowozy oznakowane, trzy tajnos agentos. Wynudzili się chłopaki.

Innych grup zwartych i gotowych do dzialania nie zauważono. Sektor gości prezentował się tak.

 

TEKST MECZU:

– Skład składem, ale tu chodzi o granie, a nie o skład.

Otóż to. Pan koneser się trochę zna na piłeczce.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Apetyty mieliśmy rozbudzone i pewnie gdyby nie one, dalibyśmy wyższą ocenę. Bo stadion sympatyczny, bilet zawsze na propsie, kasa zrobiła robotę i na boisku też się bardziej działo niż nie. Ale przecież nie po to tu przyjechaliśmy…