Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Burza – Unia made by wagon pierwszy feat. Wagonik.

10.6.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Burza Nowa Wieś Wielka – Unia Gniewkowo 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

29 (w jedną stronę) – zgodnie z researchem przeprowadzonym przez Wagonik do jego podsumowania. Wierzymy na słowo. Choć znów na mecz pociąg dotarł samochodem, to jednak sensacyjnie nie swoim i w roli pasażera. W jedną stronę prowadził właściciel wehikułu, z powrotem ekipę szczęśliwie dowiozła głowa wagonowej rodziny. No tak to możemy podróżować!

 

BILETY:

Brak dystrybucji. Dobrowolnych datków też nikt nie wymuszał.

 

SPIKER:

Tylko przywieziony z Gniewkowa (ale nie przez nas). Jak na profesjonalistę przystało – pracował nawet w delegacji.

Z PIWEM NA STADION:

Zdecydowanie. Tym samym jeśli ktoś zastanawiał się, skąd tak nietypowa jak na nas podróż na mecz – oto przygotowana metodą paparazzi odpowiedź autorstwa pana Wagonika.

Dobre było.

Perełka zawsze na propsie i piszemy to całkowicie z własnej, nieprzymuszonej i nieprzekupionej woli. Choć oczywiście regularnie dostarczaną zgrzeweczką na pewno byśmy nie pogardzili i bardzo sensownie ją zagospodarowali.

 

CATERING:

Na stadionie brak możliwości posilenia się i uzupełnienia zapasów. Do sklepu teoretycznie niedaleko, ale warto zagęszczać ruchy, o czym na własnych oczach przekonała wyprawa ekspedycyjna w osobach naszego towarzysza od osuszania butelek oraz skuszonego możliwością spałaszowania kolejnego tego dnia loda pana Wagonika. Trochę ociągali się z wyjściem i najciekawszy fragment meczu

oglądali z dalszej odległości.

 

WC:

Ogólnego dostępu nie stwierdziliśmy, ale wobec sporej ilości zieleni wokół boiska i wszelkiego rodzaju zakamarków, w których można się zaszyć na chwilę zapomnienia, da się tę niedogodność przeżyć. My skorzystaliśmy z jeszcze innego rozwiązania – dzięki rozległym znajomościom w obozie Unii otworem stanęła przed nami muszla w szatni gości. Pałac w Wersalu to to nie był, ale w porównaniu z wieloma innymi przybytkami, które już w karierze widzieliśmy, nie ma na co narzekać.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Brak, ale zupełnie niezauważalny. Nawet po trzech Perłach.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Zero. Jedyne, co zaprezentowali gospodarze, to delikatne zaczepki w kierunku głośno komentującego przebieg boiskowych wydarzeń pana spikera na uchodźstwie.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Około 15 osób z flagą, bębnem i dobrym humorem.

Najbardziej efektowny popis już widzieliście. Kilka mniejszych też było godnych uwagi.

 

TEKST MECZU:

Pijany w rowie leżę.

Pan spiker na uchodźstwie po odebraniu telefonu, prawdopodobnie w odpowiedzi na pytanie „co robisz?” lub „gdzie jesteś?”. Dodajmy, że siedział i wyglądał całkiem świeżo.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Mecz jak mecz, raczej nikogo nie porwał, ale tego można się było spodziewać. Fajnie, że na trybunach się coś podziało. Najbardziej jednak żałujemy, że nie byliśmy na trzeciej połowie, już w Gniewkowie, gdzie wieczorem na uroczystym bankiecie oficjalnie świętowano awans do okręgówki. I to w miejscu, skąd do rowu było bardzo blisko.