Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Chełmianka – Hetman made by wagon pierwszy.

17.6.17, IV liga lubelska, Chełmianka ChełmHetman Zamość 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

67 (w jedną stronę), znów w roli kierowcy. Trasa równie malownicza jak dwa dni wcześniej podczas wyprawy do Rożdżałowa (w części się nawet pokrywała), ale niestety pogoda odwróciła się o 180 stopni i percepcja pięknych okoliczności przyrody nie była już tak rozkoszna jak wtedy. Kilka perełek turystyczno-krajoznawczych jednak wychwyciliśmy, jak choćby lotnisko w Depułtyczach Królewskich z wyeksponowanymi przy drodze starymi samolotami i pojazdami obsługi naziemnej czy nietypowo zaaranżowane na potrzeby mieszkalne świątynie. Wybaczcie, ale tak lało, że darowaliśmy sobie fotografowanie.

 

BILETY:

10 zł.

Derby, impreza masowa, przedsprzedaż i ogólne przedmeczowe rozwolnienie zmobilizowały nas do nieco wcześniejszego pojawienia się pod stadionem i kasą. Dotarliśmy mniej więcej 40 minut przed meczem, zaparkowaliśmy jak lordy niemal przy samej bramie i wejściówkę – po wcześniejszym okazaniu dowodu osobistego i zanotowaniu przez panią z okienka naszych danych w kajecie oraz na odwrocie biletu – nabyliśmy od ręki. Później się trochę zagęściło, ale też bez przesady. Pogoda i fakt, że wynik dla pewnej już awansu do III ligi Chełmianki matematycznie nie miał żadnego znaczenia pewnie spowodowały, że kilka osób zdecydowało się inaczej spędzić sobotnie późne popołudnie. Ignoranci.

 

SPIKER:

Bez błysku, bez wtopy. Niezmiennie podziwiamy za konsekwencję w próbach wypierdalania wulgaryzmów ze stadionów. Chyba sam chłopina nie wierzy w to, co mówi. Cóż, taka robota. Regulamin jest regulamin.

 

Z PIWEM NA STADION:

Przy wejściu trochę spinki i klepania.

Z piwem mogłoby się nie udać, ale już prowadzący jakże chwalebny fanpejdż Setunie na trybunie mogliby liczyć na świeży towar.

 

CATERING:

Na mecz przyszliśmy zaopatrzeni w mieszankę studencką zakupioną podczas spacerku między kupnem biletu a wejściem na stadion (10 minut w jedną stronę). Na miejscu też można jednak uzupełnić kalorie oraz zwilżyć gardziołko i to w cenach mocno konkurencyjnych.

Herbata za 1,50 zł? Nic, tylko pić. Zwłaszcza, że niezła, a sympatyczne panie obsługujące bufet cukru nie żałują.

Chętnych nie brakowało.

Dostanie się do wodopoju i jadłodajni wcale nie było jednak proste. Znajdowała się ona przy trybunie położonej naprzeciwko tej, na którą sprzedano bilet nam i zdecydowanej większości obecnych na stadionie. Organizacyjne rozwolnienie kazało komuś na łuku ustawić kilku smutnych panów odblaskowych kamizelkach i wydać im polecenie nieprzepuszczania żywej duszy. OK, gdyby w klatce siedzieli kibice gości, miałoby to swoje uzasadnienie. Ale klatka prezentowała się tak:

Na nic zdawały się prośby, a potem nawet już groźby kilku chcących zmienić lokalizację koneserów. Nie i chuj, w myśl zasady: „Kazali mie tu stać, to stoję. Nie płacą mie tu za myślenie”. Pod koniec pierwszej połowy któryś z koneserów dodzwonił się do prezesa, a ten pośpieszył przemówić twardogłowym do rozsądku. Z czego i my, nieco już zziębnięci, skrzętnie skorzystaliśmy.

 

WC:

Służbowo zajrzeliśmy do toi toia stojącego przy klatce i nie mamy mu nic do zarzucenia. Nawet trzy rolki papieru czekały na gości. Wprawdzie bardziej ściernego niż toaletowego, ale podejrzewamy, że w sytuacji podbramkowej raczej nikt grymasić nie będzie.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Jest. Całkiem spoko.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

W młynie około stu osób. Jedna flaga i jeden ideologiczny transparent (słusznej zresztą treści).

Doping równy i urozmaicony przez cały mecz. Oprawy brak. Szkoda, bo po wizycie na meczu tych drużyn jesienią w Zamościu liczyliśmy na solidne pierdolnięcie. Wtedy było tak:

Mimo wszystko – na plus. Zresztą, małą próbkę już pewnie widzieliście.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Pustą klatkę już widzieliście… Gdzieś czytaliśmy, że za taki stan rzeczy odpowiadają gospodarze, którzy akurat pilnie musieli remontować stadion. Ciekawe, bo nawet szpadla nie widzieliśmy. Piłka nożna dla kibiców!

Na otarcie łez – tak było jesienią:

Wprawdzie za speca od Polski Kibolskiej robi u nas wagon trzeci, ale pierwszy zdaje się też odróżnia dobrą robotę od…

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 14 listopada 2016

 

TEKST MECZU:

– No i co, cwaniaczki?!

Radość panów koneserów po pokojowych przedarciu się przez kordon ochroniarzy – bezcenna.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

4,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Apetyt był ogromny, ale ze stadionu wyszliśmy głodni. Chcieliśmy napisać, że z dużej chmury mały deszcz, ale przypomniał nam się gnój w butach, z jakim wróciliśmy na bazę, więc byłoby to dalece niefortunne sformułowanie. Daj jednak panie Boże na każdym meczu IV ligi taką atmosferę, to na pewno nie będziemy się gniewać.

Chełmiance gratulujemy awansu!