Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Czarni-Góral – LKS made by wagon pierwszy (feat. wagon trzeci).

21.4.18, liga okręgowa śląska (grupa Bielsko-Biała), Czarni-Góral Żywiec – LKS 99 Pruchna 5:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

21 (w jedną stronę), oczywiście w roli kierowcy pociągowego wehikułu, który tradycyjnie w sytuacji, gdy jest ona najbardziej potrzebna, odmawia udzielenia nam skorzystania z dobrodziejstwa klimatyzacji. Na pokładzie cała wycieczka, czyli poza kierowcą także jego domownicy oraz tak zwany przyjaciel rodziny.

Przemierzaliśmy podczas weekendu w Beskidach bardziej urokliwe zakątki, ale zgrzeszylibyśmy, gdybyśmy narzekali. Jesteśmy skłonni zrozumieć tych, którzy są zakochani w tym skrawku Polski.

Stadion położony trochę na uboczu, co akurat postrzegamy jako jego zaletę, ale kolejny raz byliśmy wdzięczni, że akurat telefon dobrodziejstwa skorzystania z nawigacji nam z zasady nie odmawia.

 

BILETY:

5 zł.

Sprzedawane z klimatycznej kasy (wciąż łudzimy się, że znów zaczniemy publikować w cyklu „Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa”, więc na razie nie pokażemy). Od panów pracujących przy wejściu doświadczyliśmy sympatycznej uprzejmości i odnieśliśmy wrażenie, że nie była to uprzejmość wymuszona. Pozdrawiamy panów. Może ktoś im doniesie.

Co do samych biletów jeszcze – kobiety i dzieci nie płacą.

 

SPIKER:

Nie pracował.

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez żadnych przeszkód. Wielu pijących nie spostrzegliśmy. Także wagon trzeci nie uzupełnił należycie zaopatrzenia i siedział mocno niepocieszony.

Ślady jednoznacznie wskazujące na to, w jakim mieście się znajdujemy, zostały jednak namierzone.

 

CATERING:

Brak, co w wagonie trzecim jeszcze spotęgowało syndrom niepocieszenia. Cwaniaczek w ciemno założył, że na stadionie będą karmić i postanowił wcześniej nie zagracać żołądka. Piszący te słowa – jak na kierowcę przystało – także w temacie gastronomii kieruje się zasadą ograniczonego zaufania i przed meczem co nieco kalorie uzupełnił. I to w jakim stylu! Podczas krótkiego przedmeczowego rekonesansu po mieście, dostrzegliśmy przed jednym z lokali gastronomicznych informację, że oferuje on między innymi bułki z pieczarkami. Jako że jesteśmy już stare – nomem omen – grzyby, pamiętamy, że kiedyś był to podstawowy punkt w menu każdej szanującej się budki oferującej fast food (choć wtedy jeszcze mało kto w Polsce znał taką nazwę). Informacja dla młodszego pokolenia: nie chodzi o zapiekankę, czyli pieczarki na bułce, ale coś jakby substytut hot-doga, tylko że zamiast parówki mamy pieczarki. Nie mogliśmy więc odmówić sobie ponownego skosztowania smaku dzieciństwa, tym bardziej że kosztowało nas to całe 3,9 zł. Znakomite.

Ale na przyszłość poprosimy jednak, by organizatorzy zrobili użytek z tego oto pełniącego wyłącznie funkcje ozdobne urządzenia, stojącego za bramką.

 

WC:

Problematyczny temat. Żeby skorzystać z cywilizowanych warunków (a i co do tego nie mamy gwarancji), trzeba z Sektora Janosika, gdzie zasiadaliśmy, ruszyć na wycieczkę krajoznawczą dookoła stadionu, bo radykalnie skracające dystans przejście było zamknięte. W dodatku choć pięknej zieleni wokół trybun i boiska było pod dostatkiem, to już ustronnych miejsc zdecydowanie mniej.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Całkiem pokaźna, ale nieczynna.

Wygląda na to, że służy tylko podczas meczów ekstraklasy płci pięknej, której mecze są rozgrywane na tym samym stadionie.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Zapowiadało się na ciszę w eterze, ale mniej więcej po 10 minutach meczu na stadion wkroczył około 30-osobowa grupa młodzieńców.

Kibicowską robotę wykonywali całkiem rzetelnie. Jak na realia ligi okręgowej to nawet znakomicie.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Prawdopodobnie brak takowych. Ewentualnie śladowe ilości, nieujawniające swoich sympatii. Z całą pewnością w klatce pusto.

 

TEKST MECZU:

– Na pewno nie było spalonego.

– Na pewno to umrzesz.

Pan kibic przypomniał panu piłkarzowi, że są sprawy ważniejsze niż futbol.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Pięknie położony stadion. Zwłaszcza widok z Sektora Janosika urzekający, szczególnie o tj porze roku, gdy wszystko skąpane jest w zieleni. Zdjęcie nie oddaje nawet połowy klimatu.

No i ta stara drewniana trybuna – miodzio.

Gdy ktoś będzie w okolicy, polecamy z czystym sumieniem.