Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Dolcan – Pogoń made by wagon pierwszy.

11.3.17, IV liga mazowiecka, grupa północ, Dolcan ZąbkiPogoń Grodzisk Mazowiecki 2:4.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

17 (w jedną stronę). Tradycyjnie w roli kierowcy własnego środka transportu. Podróż na mecz bez wzruszeń, chyba że za takowe uważa ktoś sunięcie wśród setek (jeśli nie tysięcy) aut wiozących aspirującą klasę średnią na sobotnią ucztę konsumpcyjną do stojących jeden obok drugiego centrów handlowych. Z powrotem było już znacznie ciekawiej, bo przez większość trasy towarzyszył nam ten oto znany i lubiany przedstawiciel korpusu dyplomatycznego:

BILETY:

10 zł, co nie wszystkim obserwatorom meczu przypadło do gustu (o tym za chwilę). Nam spodobało się zwłaszcza błyskawiczne przystosowanie organizacyjne klubu z pierwszoligowych do czwartoligowych realiów.

 

SPIKER:

Bez większych zastrzeżeń. Z tych mniejszych – chwilami można było odnieść wrażenie, że czyta z kartki, co samo w sobie złe nie jest, ale jeśli już trzeba, to warto opanować tę umiejętność w takim stopniu, by wiedział o tym tylko sam zainteresowany. I oczywiście nie chodzi tu o składy. Tu zdecydowanie zawsze warto sięgnąć do notatek.

 

Z PIWEM NA STADION:

Kontrolerów przy wejściu interesował jedynie bilet, więc da radę. Nie wiemy jednak jak z ewentualną bezkarnością spożycia. Trybuna najeżona monitoringiem, ale czy choć pies z kulawą nogą śledzi to, co udaje się kamerom zarejestrować – trudno powiedzieć. Na wszelki wypadek Pan Ambasador oraz jego plecak postanowili nie ryzykować i zostali za ogrodzeniem. Tam jednak również nie zastali krainy mlekiem i piwem płynącej, bo nieopodal bezpieczeństwa swojego radiowozu strzegli mundurowi. Pan Ambasador – jak na człowieka bywałego na salonach – nieco się na tę okoliczność krępował, nie chcąc przypadkiem ryzykować oderwania ciężko pracujących panów od ich podstawowego zajęcia. W końcu jednak przekonał się do przyjaznego zakątka za opasłym słupem z jupiterami i – jak mawiał Jan Himilsbach – wprowadził element baśniowy do szarej rzeczywistości.

 

CATERING:

Jednym z głównych celów wyprawy do Ząbek było wrzucenie na ząbek takiego oto cuda:

Niestety, miejscowe hot-dogi, zdaniem wielu futbolowych smakoszy jedna z najlepszych meczowych przekąsek w naszym pięknym kraju, najwyraźniej po spadku drużyny z I do IV ligi zawiesiły kiełbasy na kołku. Dotychczasowy bar z zewnątrz nadal wygląda jak bar, lecz do środka zamiast przyrządów niezbędnych do przygotowania kulinarnej uczty wstawiono rowery stacjonarne. Granda w biały dzień. Wprawdzie pod trybuną funkcjonuje restauracja, ale nie jesteśmy pewni, czy aby się do niej dostać nie trzeba przypadkiem obejść całej trybuny. No i meczu stamtąd obejrzeć się nie da.
Miejscowa młodzież próbowała sobie jakoś radzić z powstałymi niedogodnościami.

Jak myślicie – sprzątnęli? :p

 

WC:

Tu nic się nie zmieniło. Toaleta przestronna, ciepła i czysta. Jeśli się uprzeć – śmiało można w niej urządzić imieniny.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Wszystko bez zarzutu.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Około 30 młodych osób, jedna flaga, bęben.

Arcydzieło sztuki kibicowskiej to to może nie było, ale każdemu czwartoligowemu klubowi życzymy takiej obsady w młynie podczas meczu na własnym stadionie.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Jak (nie) widać.

Także na trybunie głównej nie było słychać, by ktoś się cieszył z goli dla Pogoni, a były cztery okazje, by to stwierdzić. Z naszym słuchem jest wszystko w porządku, bo reakcje po trafieniach dla gospodarzy zarejestrowaliśmy.

 

TEKST MECZU:

– Nie dam 10 złotych za czwartą ligę. Za B-klasę to mogę dać, ale nie za czwartą ligę.

Pan Ambasador to człowiek z nienaruszalnymi zasadami.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

4/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Dobrze, że chociaż Pan Ambasador wpadł…