Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Drukarz – Dolcan made by wagon pierwszy.

7.10.17, IV liga mazowiecka, grupa Północ, Drukarz WarszawaDolcan Ząbki 0:3.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

14 (w jedną stronę), samochodem. Raczej bez historii, choć przejazd przez warszawską Pragę zawsze porusza w nas strunę odpowiedzialną za pozytywne postrzeganie świata. Zagrało i tym razem.

 

BILETY:

Brak. Jeśli nawet Drukarz nie drukuje wejściówek, to już zupełnie nie wiemy, na kogo możemy liczyć. Plus za to, że nikt się nas nie czepiał, gdy nasz biały pocisk zaparkowaliśmy mocno spontanicznie i z dużym pierwiastkiem improwizacji.

 

SPIKER:

Owszem.

Zdecydowanie bardziej weteran niż gołowąs i niestety sprzęt, który miał do dyspozycji też już swoje nagłośnił. Na trybunie na wysokości linii środkowej ledwo słyszalny, a nawet jeśli ktoś wysilił ucho, i tak w większości przypadków miał problemy ze zrozumieniem, o czym szanowny pan spiker do zebranych rozmawia. Bywały jednak epizody z lepszym odbiorem. Pewnie jakąś wtyczkę ktoś przez przypadek akurat docisnął albo nią poruszył.

 

Z PIWEM NA STADION:

Kwestia mocno problematyczna. Na widowisko wybrało się bowiem sporo jednakowo na granatowo ubranych kibiców, nie do końca wiadomo, po której ze stron się opowiadających.

Podobno mają jakąś dziwną fobię, która objawia się tym, że gdy widzą na meczu człowieka spożywającego alkohol, natychmiast do niego podchodzą, zagadują, koniecznie chcą wiedzieć jak się ten delikwent nazywa, po czym zapisują coś w niedużym bloczku papieru, proszą swojego nowego znajomego o podpis i na pamiątkę wręczają mu taką niedużą karteczkę z tego bloczka. Dziwni jacyś…

Ale w piłkę lubią pograć.

 

CATERING:

Klubowy bar, znany nam z kilku wcześniejszych wizyt na meczach w Parku Skaryszewskim, tym razem stał zamknięty na cztery spusty.

Ale nikt o suchym pysku lub pustym żołądku do domu wracać nie musiał. Przed budynkiem z dawnym barem, tuż przy wejściu na trybunę, swoje podwoje z napitkami i przekąskami otwarła bowiem ciekawa konstrukcja.

Byli też kibice do podstawowych kwestii bytowych podchodzący w myśl zasady „umiesz liczyć, licz na siebie”. Albo na mamę.

 

WC:

Ogólnodostępne w budynku klubowym. Z epoki pana spikera i jego sprzętu, ale można było załatwić wszystko bez odruchów wymiotnych.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety, choć może drukarki 3D są dla Drukarza szansą, jeśli chodzi o ten element stadionowej infrastruktury.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Licho. Aktywni byli właściwie tylko jeden pan, skupiający się jednak na trójce sprawiedliwych, oraz dwie panie. Jedna z nich głos oraz umiejętności jego użycia miała godne gniazda na chyba każdym ekstraklasowym stadionie, druga zaś wyróżniła się sprowokowaniem pyskówki z kibicami gości, ale szybciutko została zaorana.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Około dziesięciu młodzieńców.

Kilka razy chóralnie wychwalili swój klub, pozdrowili też Olimpię Warszawa. Do klatki było im jednak nie po drodze.

Ciekawe dlaczego?

Pewnie dlatego, że aby się tam dostać, trzeba chyba za przewodnika jakiegoś Beara Gryllsa albo innego Cejrowskiego zatrudnić.

 

TEKST MECZU:

– Panie sędzio, co pan pokazujesz, lamuchu kurwa! Zacznij sędziować!

Bardzo nam się spodobała ta błyskawiczna zmiana nastawienia do pana sędziego u pana kibica.

 

TEKST MECZU 2:

– Sędzia spotkania to stara bulwa z Poznania!

Komplementy od pana kibica też były 😛

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Druga połowa do strawienia, ale do przerwy sprawozdanie z miejsca, gdzie się nic nie dzieje. Dobrze, że przycupnęliśmy koło pana Waldemara, który pochwalił się, jak to dzień wcześniej wybrał się na mecz do Nowego Dworu Mazowieckiego, ale nie do końca dopiął temat logistycznie i ostatnich pięć kilometrów musiał pokonać z buta. Ale z takiego buta, to chyba sama przyjemność.