Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Drukarz – Mazovia made by wagon pierwszy.

12.5.18, IV liga mazowiecka, grupa północ, Drukarz Warszawa – Mazovia Mińsk Mazowiecki 0:3.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

15,5 (w jedną stronę). Tym razem rowerem. Choć właściwie nie do końca. Na stadion zajechaliśmy niezawodnie, ale gdy po spotkaniu usiedliśmy na naszym dwukołowym rumaku, okazało się, że po drodze zgubiliśmy trochę powietrza z tylnego koła… Desperackie próby uzupełniania braków przy pomocy posiadanej na szczęście pompki pozwoliły jedynie bez strat w ludziach i sprzęcie dokulać się najbliższego przystanku, skąd mieliśmy – na szczęście – bezpośredni autobus do domu.

 

BILETY:

Brak. Praktyka daaawno (a może nawet w ogóle) na Drukarzu niepraktykowana. A szkoda, bo mecz był pierwszym akcentem wydarzenia, które umownie nazwano „zlotem groundhopperów”, a to środowisko szczególnie łase na tego typu gadżety jak bilety.

 

SPIKER:

Na załączonym obrazku.

Niestety, w otchłani pamięci ani w notatkach, których rzecz jasna nie sporządziliśmy, nie znajdujemy nic, co mogłoby naprowadzić nas na trop prowadzący do sporządzenia pobieżnej choćby oceny możliwości oraz ich wykorzystania maestro z mikrofonem.

Poddajemy się.

Może to wskazywać, że występ był nieco bezbarwny.

 

Z PIWEM NA STADION:

Dało radę, choć trzeba było uważać, bo przy wejściu na stadion przycupnęło kilkoro jednolicie ubranych młodych osób, na groundhopperów absolutnie niewyglądających. W końcu doczekali się swoich pięciu minut, ale o tym za chwilę.

 

CATERING:

Tym razem nie sprawdzaliśmy, czy czynny był wyszynk w budynku klubowym, z którego dobrodziejstw zdarzało nam się onegdaj korzystać.

Czynny był za to przenośny wyszynk zorganizowany przez dwóch stadionowych turystów, przygotowanych – jak doświadczonych życiowo jegomości (o czym świadczyć może siwa skroń) przystało –  na każdą ewentualność.

Przygotowywane naprędce kanapeczki z pasztetem wchodziły jak złoto.

Za to kawa tylko dla wybranych.

 

WC:

W budynku klubowym. Przełom późnego Gierka i wczesnego Jaruzelskiego. Ale wiadomo, że bywają chwile, gdy nawet za możliwość skorzystania ze 128 razy gorszych warunków z uśmiechem na ustach zostawiłoby się stówkę napiwku. Na szczęście tym razem nie musieliśmy się o tym przekonywać.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Brak.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Pojedyncze przebłyski. Nie ma o czym mówić.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Około 15 młodzieńców. Początek spokojny, ale potem dali popalić.

Zaprezentowana wiązanka słowno-artystyczna wyraźnie zmobilizowała zasiadających przy wejściu na stadion, przywołanych już tu jednakowo ubranych niegroundhopperów, którzy koniecznie chcieli uwiecznić sobie ten występ na pamiątkę.

To może jednak groundhopperzy?

 

TEKST MECZU:

– Weź no pożycz mi ten rower. Na lewej obronie dzisiaj gram…

Zawodnik zespołu Kartofliska.pl, którego mecz za kilka godzin miał być drugim przystankiem dla żądnej stadionowych wrażeń gawiedzi. Niestety, tam już nie dotarliśmy, dlatego nie wiemy, jak wielbiciel braci Jana i Jindrzicha Pospiszilów poradził sobie bez naszego sprzętu. A my pożałowaliśmy nieszczęśnikowi, więc za karę też już za wiele tego dnia nie pojeździliśmy. Karma wraca…

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Drukarz ze względu na walory przyrodnicze zawsze na propsie. A że teraz w bonusie doszły walory kibicowskie i towarzyskie (pozdrawiamy wszystkich stadionowych bywalców, których tego dnia poznaliśmy) – zachwalamy tym bardziej.