Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Escola Varsovia – Bóbr made by wagon pierwszy.

13.8.17, liga okręgowa mazowiecka, grupa Warszawa I, Escola VarsoviaBóbr Tłuszcz 4:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

4 (w jedną stronę). Przy takiej odległości i pogodzie, jaka panowała w Warszawie w dniu meczu, niewybaczalną zbrodnią przeciwko ludzkości byłoby wybranie innego środka transportu niż ten oto niezawodny stalowy rumak.

 

BILETY:

To się nazywa tanio spędzić popołudnie. Nie dość, że na dojazd na stadion nie wydaliśmy złamanego grosza, to w dodatku za wejście na jego teren oraz obejrzenie niepowtarzalnego widowiska sportowego nikt nie oczekiwał nawet skromnej zapłaty. Choć oczywiście na pamiątkową wejściówkę byśmy się nie pogniewali.

 

SPIKER:

Cisza w eterze.

 

Z PIWEM NA STADION & CATERING:

Przy wejściu na teren kompleksu po oczach bije tablica z napisem o całkowitym zakazie palenia na jego terenie. O napojach wyskokowych cisza, nikt też nie interesuje się zawartością kieszeni czy bagażu podręcznego przybyłych gości. Skrzętnie skorzystały z takich okoliczności dwie młode niewiasty o kształtach raczej rubensowskich niż Urszuli Radwańskiej, które – chcąc chyba pozostać niezauważonymi – przyczaiły się za naszym stalowym rumakiem i urządziły sobie piknik.

W menu, poza browarkami i – wbrew zakazowi – tytoniem była też chyba taczka panierowanego kurczaka, przywleczona z pobliskiego wyszynku typu fast food, specjalizującego się w serwowaniu tego typu paszy. Jadły dziewczęta i jadły. Następnie popiły, zapaliły i znowu jadły. A potem jeszcze odrobinę zjadły. Gratulujemy kondycji.

 

WC:

Przy trybunie stoi toi toi, pewnie można skorzystać z ustępu w budynku klubowym, ale to kawał drogi, bo trzeba jeszcze obejść boisko ze sztuczną murawą. Po stronie, z której konsumowaliśmy widowisko (czyli naprzeciwko trybuny), znacznie bardzie praktyczny wydaje się plener, choć trzeba uważać. Dość wysoki wał, porośnięty różnego rodzaju ustrojstwem nakazuje wzmóc czujność. Łatwo się gdzieś poślizgnąć, upaść i – jak mawiać słynny youtube’owy doktor nauk – sobie głupi ryj rozwalić.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Od naszej ostatniej wizyty zainwestowano w szykowną trybunkę,

ale na tablicę wyników trzeba jeszcze poczekać. I to bez gwarancji, że nie będzie to czekanie na Godota.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nie stwierdzono. Atmosfera mocno piknikowa. Trochę ożywienia próbował wnieść zasiadający obok nas słusznego wieku pan koneser, ale zapału starczyło mu na pierwszą połowę, bo w przerwie oddalił się w bliżej nam nieznanym kierunku i już nie wrócił.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Grupka młodzieży, ale gdyby nie fakt, że pan piłkarz gości opuścił obiekt w towarzystwie zasiadającej w tym gronie niewiasty, wzięlibyśmy ich za bezstronnych obserwatorów.

 

TEKST MECZU:

– Zaopiekujcie się.

Rzekł schodzący z niewiastą do szatni pan piłkarz gości do kolegów na trybunie, wskazując wzrokiem na pozostawioną towarzyszkę swojej wybranki. Tłumów jednak nie porwał.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

3,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Piknik. Dobrze chociaż, że przy ładnej pogodzie i na naturalnym boisku.