Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Goplania – Piast made by wagon pierwszy.

28.4.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Goplania Inowrocław – Piast Kołodziejewo 2:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

14 (w jedną stronę), odcinkiem drogi krajowej, który w życiu pokonaliśmy pewnie jakieś 500 razy, w dodatku akurat remontowanym i w deszczu. Coś fantastycznego :p Dodawać, że jak zwykle w charakterze szofera nie będziemy, za to o obecności coraz zagorzalszego konesera dobrego meczingu w osobie rodzonego brata już z pewnością godzi się napomknąć.

 

BILETY:

Aż się łezka w oku kręci na wspomnienie 10. odcinka cyklu „Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa”.

Tacy byliśmy wtedy młodzi, utalentowani i obiecujący (piękni pozostaliśmy). No i kasa działała. Tym razem wszystko szczelnie zabite płytami. Również pełniący służbę przy wejściu wąsaty pan porządkowy nie oczekiwał za przepuszczenie przez swój posterunek żadnej opłaty. Tak jak zawsze w podobnych okolicznościach jesteśmy cholernie rozczarowani, tak tym razem byliśmy rozczarowani kurewsko. Bo musicie wiedzieć, że brak biletu na Goplanię to niepowetowana strata nie tylko dla naszego poczucia estetyki, ale dla całego polskiego wzornictwa i grafiki.

To jedyny egzemplarz w naszej kolekcji:

Tym bardziej musimy na niego chuchać i dmuchać.

 

SPIKER:

Niestety, piękna budka pozostaje niezagospodarowana przez fachowca z mikrofonem…

Nie znaczy to jednak, że zupełnie stała odłogiem. Po meczu wynurzyło się z niej dwóch jegomości, przy czym jeden miał ogromne problemy z okiełznaniem tych przeklętych schodów. Z jego perspektywy zapewne ruchomych.

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez problemu, czego nieświadom braszka gulgał w pośpiechu w samochodzie pod stadionem to, co mu zostało z podróży. Przed drugą połową był już znacznie mądrzejszy. Innych amatorów jasnego z pianką bez względu na warunki atmosferyczne również na trybunie dostrzegliśmy.

 

CATERING:

Na stadionie oferta żadna, ale dwie minuty piechotą od wejścia na stadion godnie i w przystępnych cenach karmi przybytek o powodującej ślinotok nazwie „Kiełba i buła”. Tym razem nie byliśmy zainteresowani, ale kilkukrotnie sprawdzaliśmy już na własnych podniebieniach, żołądkach i portfelach.

 

WC:

Toi toi w stanie wzorowym. – Gdyby nie wał, śmiało można by z niego mecz oglądać – podsumował wizytę braszka, równie wielki fan deszczu podczas meczu jak my.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie ma. Przy okazji zapytamy starszych od nas lub po prostu lepiej zorientowanych – była kiedyś?

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Pojedyncze, solowe wyskoki, głównie pod adresem pana sędziego z chorągiewką, ale to i tak – biorąc pod uwagę bezlitosną nawet dla najbardziej zatwardziałych stadionowych bywalców pogodę – lepiej niż się spodziewaliśmy.

Może na zdjęciu nie wygląda to imponująco, ale gwarantujemy, że pod budką spikera zagęszczenie kibica na metr kwadratowy co najmniej równało się z tokijskim metrem w godzinach szczytu.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W klatce pusto.

W pozostałych częściach stadionu też nie zauważyliśmy nikogo sprzyjającego Piastunkom. Może gdyby goście strzelili gola, byłoby łatwiej.

 

TEKST MECZU:

– Jędras, jaki baran byłeś w graniu, taki jesteś tu.

Przewodniczący nieformalnego fanklubu do pana sędziego asystenta, za którym – jak mniemamy – błyskotliwa kariera piłkarska.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Na Goplanię zawsze chętnie. Przynajmniej do momentu przebudowy stadionu, a na tę się chyba nie zanosi. Chwała Bogu.