Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Goplania – Znicz made by wagon pierwszy.

27.5.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Goplania InowrocławZnicz Rojewo 4:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

20 (w jedną stronę). Wreszcie zdecydowanie ulubionym środkiem transportu.

Parę lat temu napisalibyśmy, że nie ma to jak poczuć wiatr we włosach w drodze na meczing, ale po pierwsze – do kasku podczas jazdy rowerem przyzwyczailiśmy się już do tego stopnia, że nieswojo czujemy się, gdy nie mamy go na centrali, a po drugie – nawet gdybyśmy go zdjęli i tak nie byłoby czego potargać. Starość nie radość.

Po drodze atrakcji nie brakowało.

Także piłkarskich.

Było coś dla ducha, ale oczywiście nie mogło zabraknąć też czegoś dla ciała.

W Ściborzu chlapnęliśmy coś zimnego w doborowym towarzystwie miejscowego podsklepowego establiszmentu, wymieniając spostrzeżenia na temat szeroko pojętego życia, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Również w lokalnym wydaniu.

Niestety, miejscowy Start kilka lat temu wyzionął ducha i na razie nie znalazł się chętny do wskrzeszenia umarlaka. Trzymamy kciuki, choć establiszment przyszłość futbolu w Ściborzu widzi raczej w ciemnych barwach. – Najlepi, panie, to podzielić to na działki budowlane i w pizdu sprzedać. Przynajmni porzundek bydzie – taką wizję zagospodarowania stadionu roztoczył jeden z naszych towarzyszy od butelki (ale – żeby była jasność – każdy miał swoją). My mamy jednak hołdujemy bardziej konserwatywnemu podejściu do tematu. Niech sobie stadion stoi i w spokoju czeka na lepsze czasy. Jeść nie woła.

 

BILETY:

Kasa zamknięta na cztery spusty.

Przy wejściu krzątało się wprawdzie dwóch jegomości w odblaskowych kamizelkach i tak się nam jakoś dziwnie przyglądali, aż pomyśleliśmy, że może od naszej ostatniej wizyty (mniej więcej miesiąc temu) coś się zmieniło i – ku naszej wielkiej radości – trzeba będzie wysupłać parę złotych za wejście. Niestety, gdy zapytaliśmy, czy coś płacimy, poczęstowali nas jeszcze bardziej zdezorientowanymi spojrzeniami. W sumie nie dziwimy się – przyjechał facet rowerem w kasku na łbie, robi zdjęcia zamkniętej kasie i jeszcze chce płacić za wejście na mecz Serie A. Debil.

 

SPIKER:

W pełnym wiosennym anturażu budka zdawała nam się jeszcze piękniejsza niż zwykle, ale co z tego? Nadal nie znalazł się kawaler chętny poskromić jej wdzięki.

 

Z PIWEM NA STADION:

Oczywiście, co na jednej sztuce pobieżnie przetestowaliśmy. Jak to zwykle bywa – po pierwszym naszła ochota na drugie, zwłaszcza biorąc pod uwagę przepiękne okoliczności przyrody, więc się skusiliśmy. Ale spokojnie, w drodze na drugi tego dnia akt meczingu ruszyliśmy trzeźwi jak niemowlę. Poza tym – na bocznych nie stoją :p

 

CATERING:

Bez szans. Do sklepu – z perspektywy spragnionego i wygłodniałego kibica poruszającego się per pedes – spory kawałek, trudny do pokonania w tę i z powrotem w czasie przerwy. Znacznie bliżej ze stadionu na konkretną wyżerkę w Kiełbie i Bule, zaraz obok jest też jeszcze jedna burgerownia.

 

WC:

Niestety, tylko sterylny i pozbawiony charakteru toi toi. A kiedyś to się na Goplanii sikało…

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie ma. Z ciekawości zapytamy kibiców nieco starszego niż my pokolenia (choć podobno ludzie tak długo nie żyją) albo dysponujących lepszą pamięcią – jak to drzewiej, choćby w trzecioligowych czasach, bywało?

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Umiarkowany. Prym wiodła zasiadająca po nasłonecznionej stronie trybun grupa młodzieży.

Nie było jednak zorganizowanych popisów. Jedynie pojedyncze siarczyste występki.

Również panowie, którzy – sądząc na pierwszy rzut oka – raczej nie zamieszkują w sąsiadujących ze stadionem starych kamienicach ograniczyli się do prezentowania barw po golach.

I to też tylko w pierwszej połowie. W drugiej uciekli w cień, czego – broń Boże – nie zamierzamy piętnować, bo sami zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie po mniej więcej siedmiu minutach.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Obecny na drugim krańcu trybuny wagon drugi (sensacyjnie bez aparatu) doniósł, że delegacja dotarła i było tam wesoło. Na głośne wsparcie swoich ulubieńców to się jednak nie przełożyło.

 

TEKST MECZU:

– W poniedziałek biorę na żądanie!

Rzekł kibic gospodarzy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Grunt to dobry plan. Zwłaszcza we wczesne sobotnie popołudnie.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Pewnie wiecie, że generalnie nie przepadamy za meczingiem w miejscach, w których już byliśmy. To znaczy – brzydzić to się może nie brzydzimy, ale jak jest sensowna alternatywa i można pojechać w nieznane, to przeważnie długo się nie zastanawiamy. Ze stadionem Golpanii sprawa wygląda jednak inaczej. Z każdą wizytą lubimy go bardziej. Tym razem (dopiero tym razem!) zwróciliśmy uwagę na jego niesamowitą akustykę. Na trybunie świetnie słychać rozmowy prowadzone na przeciwległej prostej. I to nie wcale jakieś głośne. No chyba że to dwa browary nam tak zmysły wyostrzyły 🙂

Tak czy inaczej – jest w tym obiekcie dusza. Wpadajcie, nie pożałujecie.