3 kwietnia 2019, godz. 16:15, 1/8 finału Regionalnego Pucharu Polski (województwo świętokrzyskie), Skarżysko-Kamienna, ul. Słoneczna 19.

GRANAT SKARŻYSKO-KAMIENNA – WISŁA SANDOMIERZ 2:1.

MECZ NR: 17/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 141. Otwarta w ubiegłym roku obwodnica Radomia to była bardzo słuszna koncepcja (i nie chodzi wcale o to, że mielibyśmy coś do Radomia, bo nie mamy).

TEMPERATURA: 12 stopni Celsjusza.

BILETY: 7 zł.

Cena umiarkowana, widzieliśmy niższe, widzieliśmy wyższe. Dla niektórych fanów futbolu w Skarżysku-Kamiennej chyba jednak zbyt wysoka.

Ciekawe, czy to faktycznie kwestia ceny, czy może po prostu zza płotu lepiej widać?

Dla nas to czysta przyjemność kupić bilet w takiej kasie.

Jeszcze większa byłaby pewnie, gdyby czynna była kasa główna i główne wejście na stadion.

Niestety, nie było nam dane.

SPIKER: Jest. Hasa z bezprzewodowym mikrofonem za jedną z bramek.

Głos godny sprawowania tej ważnej funkcji, nagłośnienie również. Na plus.

CATERING: Brak.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: Jest plastikowy ustęp przy części trybuny wyposażonej w krzesełka.

Nie korzystaliśmy.

Kilkadziesiąt lat temu, w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, wśród kibiców piłkarskich krążyła pewna anegdota. Otóż wrodzy naszemu obozowi politycznemu Amerykanie próbowali rozgryźć, w której części Polski produkuje się uzbrojenie na potrzeby naszej armii. Wysyłali szpiegów, studiowali mapy… I nic. Do czasu aż kupili „Przegląd Sportowy” i trafili na ostatnie wyniki Broni Radom, Prochu Pionki i Granatu Skarżysko-Kamienna. Na meczu Broni oraz Prochu jeszcze nie byliśmy, odwiedzanie „wystrzałowej” trójki rozpoczęliśmy od Skarżyska-Kamiennej. Pierwsze wrażenie? Jakby na stadionie Granatu wybuchł granat. Nie da się ukryć, że potężny obiekt, który kiedyś mógł pomieścić nawet 25 tysięcy kibiców i na którym w turniejach towarzyskich grały Legia Warszawa, Ruch Chorzów, Widzew Łódź, Lech Poznań czy prowadzony przez Kazimierza Górskiego Ethnikos Ateny, lata świetności ma dawno za sobą. Jest jednak w nim coś niesamowicie urokliwego i potencjał, który aż prosi, by go wydobyć.

Pytani o przyszłość obiektu zarządzający klubem bezradnie rozkładają ręce. Klub jedynie wynajmuje stadion od miasta (formalnie Miejskiego Centrum Rekreacji i Sportu), płaci za każdą godzinę treningu (130 zł) oraz za użytkowanie pomieszczeń biurowych, których wystrój i wyposażenie to bardziej późny Gierek niż wczesny Duda.

Inna sprawa, że to trochę przekładanie pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej tych samych spodni, bo miasto jest jednocześnie głównym źródłem finansowania Granatu.

– Miasto bardzo dużo nam pomaga – kilka razy podkreślał prezes Grzegorz Żuk, w towarzystwie którego oglądaliśmy większość spotkania.

W stadion przy ulicy Słonecznej jednak nie inwestuje. Nam to nie przeszkadza, bo kochamy tego typu relikty futbolowej przeszłości, ale patrząc z perspektywy normalnych (w przeciwieństwie do nas) ludzi, czyli członków zarządu Granatu, kibiców klubu czy mieszkańców Skarżyska-Kamiennej, przydałoby się tu chyba nieco więcej gospodarskiej ręki. Co jakiś czas, zwykle gdy na horyzoncie wyłaniają się wybory (niekoniecznie samorządowe), słychać obietnice, ale na nich się kończy. Sprawy z pewnością nie ułatwia rozmiar obiektu. O wiele łatwiej doprowadzić do ładu kameralny stadionik niż takiego kolosa jak w Skarżysku-Kamiennej. Nie wierzymy jednak, że prawie 50-tysięcznego miasta na to nie stać. Stadion jest pięknie położony, bardzo blisko zalewu.

Sąsiaduje z imponującym Muzeum Orła Białego.

Warto zrobić z niego perełkę.

Być może dobrym bodźcem, by nieco podreperować infrastrukturę, byłby spektakularny wynik sportowy osiągnięty przez Granat. Bardzo blisko było w sezonie 2013/14. Drużyna wygrała wtedy rozgrywki małopolsko-świętokrzyskiej III ligi i zakwalifikowała się do dwustopniowych barażów o awans do II ligi. W pierwszej rundzie mierzyła się z Sokołem Ostróda. Pierwszy mecz, przy ulicy Słonecznej, wygrała 2:0, ale rewanż zakończył się takim samym zwycięstwem Sokoła, który skuteczniej wykonywał rzuty karne i awansował dalej (decydujący dwumecz przegrał z Nadwiślanem Góra). W rozgrywkach 2014/15 Granat sportowo utrzymał się w III lidze, ale do kolejnego sezonu, już bez wsparcia stojącej za wcześniejszymi sukcesami firmy Wtórpol, wystartował w klasie okręgowej. Dziś walczy w świętokrzyskiej IV lidze, jest w czołówce, ale strata do Neptuna Końskie, a zwłaszcza Korony II Kielce jest już chyba zbyt duża, by marzyć o wygraniu rozgrywek i awansie.

Można skupić się na Regionalnym Pucharze Polski, na którym gościliśmy. Zwłaszcza teraz, po wyeliminowaniu obrońcy trofeum z Sandomierza.

W grze wciąż jest jeszcze inny trzecioligowiec, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, ale drabinka ułożyła się tak, że z nim Granat może zmierzyć się dopiero w finale. Uznana lokalna firma, ale na doświadczonej ekipie ze Skarżyska-Kamiennej nie powinna zrobić wielkiego wrażenia. Czyli co – Regionalny Puchar Polski i w nagrodę mały remont?