2 marca 2019, godz. 14:00, 20. kolejka pomorskiej IV ligi, Nowy Staw, ul. Sportowa 5.

GROM NOWY STAW – GKS KOWALE 2:2.

MECZ NR: 2/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 56, z poprzedniego meczu w Gdańsku.

TEMPERATURA: 8 stopni Celsjusza.

BILETY: Brak.

SPIKER: Tak. O boiskowych wydarzeniach osobiście informuje prezes klubu Marek Gałczyński.

CATERING: Brak. Do najbliższego sklepu nie jest jednak daleko i przy odrobinie szczęścia wygłodniały kibic zdąży się zaopatrzyć w przerwie między połowami.

TABLICA WYNIKÓW: Tak. Razem z zegarem.

TOALETA: W budynku klubowym.

 

Drugie spotkanie z cyklu „100 meczów na 100-lecie PZPN” to wizyta w Nowym Stawie, liczącym około 4 tysiące mieszkańców miasteczku w powiecie malborskim. Kibice piłki nożnej w 10 razy większym Malborku mogą z zazdrością spoglądać na sąsiadów. Tamtejsza Pomezania kilka lat temu ugrzęzła w klasie okręgowej. I choć jest na dobrej drodze do powrotu do IV ligi (po rundzie jesiennej jest liderem), może tam w przyszłym sezonie Gromu nie spotkać. Zespół z Nowego Stawu już poprzedni sezon zakończył na drugim miejscu, ustępując tylko Radunii Stężyca. Awans był jednak poza zasięgiem, Radunia zdobyła 17 punktów więcej. Teraz Grom też jest drugi. Przed sobotnim spotkaniem tracił tylko punkt do lidera Gryfu Słupsk.

– Przypomnijmy naszym piłkarzom, po co tu jesteśmy i o co walczą! – wykrzyczał przez megafon kibic zarządzający dopingiem grupki fanów zasiadającej (a właściwie stojącej) na skraju niewielkiej, ale chyba wystarczającej na obecne potrzeby Gromu trybuny.

– Trzecia liga, trzecia liga, Nowy Staw! – odpowiedziano mu chórem.

– Ziomuś, musisz chyba częściej przyjeżdżać, bo przed kamerą idzie nam jeszcze lepiej, niż bez – rzucił ktoś z grupy, gdy piszący te słowa zakończył nagrywanie wokalnych popisów nowostawskich fanów. Dopingowali cały mecz, bez bluzgów, repertuar przyśpiewek mają urozmaicony. Także w innych sektorach widać kibiców z szalikami. Są wyniki, jest zainteresowanie. A nie zawsze tak w Nowym Stawie bywało.

– W 1998 roku mieliśmy okręgówkę. Później radni nas rozwiązali, bo im się nie podobało, że pieniądze idą na sport, została tylko piłka młodzieżowa. A za trzy miesiące mnie poprosili, żeby zrobić wszystko na nowo, bo tak nie może być. Dziwne działania – wspomina prezes klubu Marek Gałczyński. Klub wystartował od Klasy B i sukcesywnie, krok po kroku, maszerował w górę.

Silnym bodźcem stymulującym rozwój był z pewnością remont stadionu. W 2016 roku, na 70-lecie klubu, za 1,5 mln zł obiekt zyskał nowy blask. Prezes klubu dumny jest zwłaszcza z murawy. Nic dziwnego. Marek Gałczyński jest absolwentem ówczesnej Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy, a tytuł pracy magisterskiej, którą obronił to „Planowanie i nawożenie życicy trwałej”. – To podstawowy składnik mieszanek traw boiskowych. Gdy się zakłada boisko, 50 procent to jest życica i 50 procent wiklina łąkowa w różnych odmianach, różnych konfiguracjach – opowiada człowiek, który zarządza Gromem, a jednocześnie jest dyrektorem utworzonego w 2009 roku Ośrodka Sportu i Rekreacji w Nowym Stawie. – To najlepsze, co mogło spotkać sport u nas. Ruszyła rozbudowa infrastruktury: remont stadionu, porządna płyta, dwa orliki, zaplecze. Wszystko zaczęło mieć ręce i nogi. W Polsce jest często problem w relacjach na linii OSiR-y – kluby. Ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że muszę dogadać się sam ze sobą. Mam łatwiej – śmieje się Gałczyński, który jest też dyplomowanym menedżerem sportu. Umie również zadbać o promocję. Za okolicznościowy proporczyk, zostawiony na pamiątkę z okazji „100 meczów na 100-lecie PZPN” szybko się zrewanżował.

– A podobno przyjechaliśmy tu na pożarcie – po golu na 2:2 dla gości rzucił zaczepnie w stronę prezesa Gałczyńskiego dumnie prężący szalik GKS Kowale kibic bądź oficjel tego zespołu. Beniaminek faktycznie nie miał się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie. Oglądając mecz trudno było jednoznacznie wskazać, kto tu gra o awans, a kto cieszy się z miejsca w środku tabeli.

Mecz skończył się remisem i Grom ma już trzy punkty straty do Gryfu.

Na marginesie – goście z pewnością nie przyjechali też po żarcie. Catering to jedna z nielicznych rzeczy, których na meczach Gromu brakuje, zwłaszcza w porze obiadowej człowiekowi, który ogląda drugi mecz z rzędu, nie mając między nimi czasu na posilenie się. Umówmy się jednak – mają ludzie w życiu większe problemy.

Delegacja z Kowal nie pojawiła się też w Nowym Stawie skosztować wygód dumnie stojącego za bramką sektora przewidzianego dla kibiców gości.

Wybrała inną lokalizację.

Na koniec wrócimy jeszcze do spraw nieco poważniejszych. Jak będzie z tą III ligą w Nowym Stawie?

– Infrastrukturalnie i organizacyjnie sobie poradzimy. Oczywiście najważniejsze są jednak pieniądze. Żeby grać w III lidze, trzeba mieć minimum 700–800 tys. zł. Żeby myśleć o miejscu w środku tabeli jeszcze więcej, pewnie około 900 tys. zł. Głównym sponsorem jest Urząd Miejski. Mamy samorząd i burmistrza, którzy widzą, że sport musi być. Otrzymujemy bardzo duże wsparcie. W zeszłym roku pozyskaliśmy sponsora, firmę Nord-Bud, to nasz lokalny przedsiębiorca. Od momentu rozpoczęcia współpracy jeszcze nie przegraliśmy. Ubiegły rok zakończyliśmy budżetem w wysokości 530 tys. zł. Trzeba szukać każdej złotówki. Wszędzie – mówi prezes Gałczyński, nie ukrywając aspiracji. – Jesteśmy klubem ze ścisłej czołówki IV ligi. To już półzawodowstwo, piłkarze nie będą grać za darmo. I to będzie postępować. Już dziś są kluby z Klasy A, które płacą zawodnikom – podkreśla.