Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Hertha – Bayern made by Wagon Trzeci.
18.2.17, Bundesliga, Hertha BerlinBayern Monachium 1:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

480 (w jedną stronę), głównie autobusem popularnych tanich linii dalekobieżnych. W Berlinie byłem już dzień przed meczem, bo w planie miałem spotkanie BFC DYNAMO e.V., niestety zostało ono przełożone z powodu stanu płyty boiska. Żeby się jednak nie nudzić i nie marnować wieczoru, wybrałem się na hokejową ekstraklasę i była to jedna z najlepszych decyzji, jaką ostatnio podjąłem. 13 141 ludzi na widowni hali sportowej – w Polsce na piłkę tyle najczęściej nie przychodzi.

 

BILETY:

59 € + 4 € opłaty rezerwacyjnej. Bilety zamówiłem przez Internet kilka tygodni wcześniej, a jedyną opcją odbioru dla obcokrajowców był tak zwany „WILL CALL”, czyli odbiór w kasie pod stadionem w dniu meczu. Z informacji mailowej wynikało, że wydawka zostanie otwarta o 13, i chociaż na miejscu byłem dwadzieścia minut wcześniej, kolejka była już spora, więc nauczony doświadczeniem znad Wisły szykowałem się na kurewsko długie oczekiwanie. Kilka minut przed godziną „zero” przed jednym z okienek pojawiła się pani i zaczęła coś szprechać po niemiecku. Oczywiście mało kto zrozumiał – w końcu była to kasa dla obcokrajowców – ja jednak po zrobionym wcześniej researchu domyśliłem się, że mowa o alfabetycznym ustawieniu okienek. Korzystając z chwilowego zamieszania, szybko przesunąłem się w kierunku wytypowanego punktu, dzięki czemu po otwarciu znalazłem się na drugim miejscu w kolejce i cały odbiór biletu załatwiłem w jakieś 30 sekund. Ordnung muss sein!

 

SPIKER:

Niemiecka konferansjerka stadionowa należy do tych żywiołowych, ale mam wrażenie, że jest to raczej wystudiowane niż spontaniczne. Brzmi nawet nieźle, choć oczywiście zrozumieć się nie da.

 

Z PIWEM NA STADION:

Osobnik dokonujący kontroli kilka razy pytał „Was ist Das?” po wymacaniu w kieszeniach aparatu, telefonu i kluczy. Wprawdzie wydaje mi się, że skoncentrowany był raczej na wykryciu ewentualnego pasa szahida niż butelki z procentami, ale wolałem nie sprawdzać. Kilka piw łyknąłem za to pod stadionem – co było robić, w końcu bilet odebrałem bardzo sprawnie, a do meczu miałem dwie i pół godziny. Złoty płyn lał się strumieniami, a policjanci nie robili żadnych problemów. Nie dziwił też widok licznych grup kibiców z Monachium, krążących swobodnie między miejscowymi i robiących sobie zdjęcia na tle policyjnych transporterów.

 

CATERING:

Piwo 4,20 sprzedawane w zwrotnym kubku wartości 1 € – ojebałem 4. Zjadłem też 3 bułki z najlepszym śledziem na świecie i jedną z tatarem z łososia (!) – każda za 3,50. Dla chętnych też wszechobecny Wurst w różnej postaci, precle i inne smakołyki. Punktów dystrybucji ogrom, tempo pracy oszałamiające, jedzą i piją wszyscy, a kolejek brak. Wzór, wzór i jeszcze raz wzór!
Po meczu zebrałem 4 kubki, porzucone na trybunie, dzięki czemu zainkasowałem 4 ojro, czyli jeden śledź się zbilansował. Wagon pierwszy byłby ze mnie dumny.

 

WC:

Czyste i przestronne pod trybuną oraz blaszane budy dostawione na zewnątrz. Redystrybucja płynów idzie dość sprawnie, ale i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto nie wytrzyma ciśnienia i pobiegnie szczać pod płot.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Dwa kolorowe telebimy, duże i czytelne. Nic wyjątkowego.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Młyn na łuku na kilkanaście tysięcy głów, sporo flag, również na kijach. Doping przez całe zawody, choć chyba spodziewałem się większego pierdolnięcia. Prawdę mówiąc liczyłem też na jakąś oprawę, na przykład w formie kartoniady, niestety nic takiego nie wystąpiło. Na początku meczu odpalono jeden stroboskop – nie wiem po co…

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Kilka tysięcy – liczbę trudno ocenić, gdyż oprócz wyznaczonych sektorów zajęli też sporo krzesełek na pozostałej części stadionu. Na bandach i balkonach zawisło kilkanaście flag, doping prowadziło jednak tylko kilkaset osób.

 

TEKST MECZU:

– Lewandowski jest gut!

Polscy żule pod stadionem do grupki przechodzących kibiców FCB. Obite ryje spuchnięte od chlania, reklamówki z sieci dyskontów i flaszka rozpijana z gwinta na środku drogi – widok nie do pomylenia z niczym innym na świecie.

 

TEKST MECZU 2:

– Scheisse!

Wykrzykiwane przez kibica Bayernu, zajmującego krzesełko obok mnie, przy odczytywaniu nazwisk gospodarzy podczas prezentacji. U nas pewnie nawet nie dokończyłby pierwszego słowa, nawet na sektorze rodzinnym…

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Wspaniały, historyczny stadion, wypełniony po brzegi milknie po strzale Polaka w doliczonym czasie gry – to po prostu trzeba przeżyć.