Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Iglica – GKP made by wagon pierwszy.

1.10.17, Klasa B mazowiecka, grupa Warszawa III, Iglica WarszawaGKP Targówek 1:10.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

13 (w jedną stronę), niestety samochodem. Niestety, bo choć prowadzenie auta sprawia nam dużą frajdę (o ile nie musimy tego robić w Warszawie w godzinach szczytu), to jednak jazda na rowerze zdecydowanie większą. A pogoda w to meczowe niedzielne popołudnie była wymarzona na dosiadanie dwóch kółek. Dzień był już jednak tak poplanowany, że musielibyśmy być chyba Peterem Saganem, by zdążyć przypedałować.

 

BILETY:

Brak. Na początku drugiej połowy między kibicami krążyła dwuosobowa delegacja płci mieszanej z puszką, do której można było wrzucić co łaska na nowe stroje, ale – o dziwo – chodziło o nowe stroje dla GKP Targówek, czyli formalnie gości w tym spotkaniu.

 

SPIKER:

Wstyd się przyznać, ale nie przypominamy sobie. Wiecie – od meczu trochę już minęło, notatek nie sporządzaliśmy, starość nie radość… Wyjścia są jednak dwa. Albo w rolę spikera nie wcielił się nikt, albo zrobił to w tak spektakularny sposób, że już uleciało nam z głowy. Stawiamy jednak na to pierwsze. Ale to i tak nieważne, bo meczem raczyliśmy się w towarzystwie znanego z brawurowych produkcji telewizji kartofliska.pl eksperta pana Adriana, który naszym uszom dawał chwilę wytchnienia tylko w sytuacjach, gdy – jak mówił – udawał się porozmawiać z trenerem Liverpoolu. Czyli szedł do klopa.

 

Z PIWEM NA STADION:

Rzecz jasna. Nie trzeba się było jednak fatygować ze swoim. Polewano na miejscu.

Z sokiem też.

 

CATERING:

Na bogato. Restauracja „U Piłkarzy” stała przed kibicami otworem.

Przed piłkarzami już niekoniecznie.

Tuż przy wejściu na stadion funkcjonuje jeszcze jedna jadłodajnia. To menu to chyba właśnie stamtąd.

Tak czy inaczej – do żadnego z tych wykwintnych przybytków nie zajrzeliśmy. Pyszny obiad zdążyliśmy opierdzielić w domu.

 

WC:

Częste rozmowy pana Adriana z Jürgenem Kloppem sugerują, że musiał być w niezłej formie. Klopp, bo pan Adrian coś narzekał, że cukier miał ostatnio za wysoki i będzie chyba musiał nieco ograniczyć spożywanie browarów podczas meczów. Dobrze, że jeden trwa tylko 90 minut. Będzie czas nadrobić zaległości 😛

 

TABLICA WYNIKÓW:

Elegancka.

Do pełni szczęścia brakowało tylko tego, by była czynna.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Cisza. Chyba Iglica nie doczekała się jeszcze dumnych po porażce, wiernych po zwycięstwie. Nawet rezerwowego bramkarza się nie doczekała, bo po czerwonej kartce dla tego podstawowego założyć rękawice i zmienić kolor koszulki musiał zawodnik z tak zwanego pola.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W sektorze dla gości pusto. I w sumie mocno byśmy się zdziwili, gdyby było inaczej.

Za chuja byśmy nie usiedli w klatce na swoim stadionie, nawet gdy formalnie gospodarzem jest rywal.

Generalnie raczej cicho i spokojnie. Tylko raz, przy stanie 1:7, kilku jegomościom już z nie tak młodej piersi się wyrwała pamiętająca zapewne lata świetności GKP przyśpiewka.

I szacunek za dekorację ławki dla rezerwowych.

 

TEKST MECZU:

Pan Adrian to chyba siedział w jednej ławce z Tomaszem Hajtą. W kościele oczywiście.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

11 goli na stadionie z charakterem, przy pięknej jesiennej pogodzie i w towarzystwie cenionego eksperta – to musiało się podobać.