23 marca 2019, godz. 15:30, 20. kolejka podkarpackiej IV ligi, Dębica, ul. Piłsudskiego 26.

IGLOOPOL DĘBICA – WISŁOKA DĘBICA 0:0.

MECZ NR: 12/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 165, z poprzedniego meczu w Chrzanowie . Autostrada rulez. Szybko i sprawnie.

TEMPERATURA: 15 stopni Celsjusza. To wartość początkowa. Wraz ze wzrostem temperatury na boisku i trybunach, jej wartość w powietrzu malała. Kto zbyt wcześnie poczuł wiosnę i nie wyposażył się w co najmniej bluzę – biada mu była.

BILETY: 15 zł. Dla pierwszych 50 osób, które pojawiły się pod kasami czekała niespodzianka – pakiet bilet + szalik za 20 zł. My niestety chyba zameldowaliśmy się jako 51. Szalik jednak otrzymaliśmy przy okazji wymiany gadżetów z prezesem Grzegorzem Kryckim.

Poza szalikiem – także przypinkę zwaną również pinem.

Wracając do biletów – z okazji derbów Igloopol przygotował specjalny wzór, a właściwie sześć wzorów. Na każdym z nich są zdjęcia trzech różnych zawodników.

Gratka dla kolekcjonerów. Zatwardziałymi nie jesteśmy, ale te z meczów, na których byliśmy, skrzętnie gromadzimy. W kasie kupiliśmy jeden. Później bardzo pomocny podczas naszej wizyty Łukasz Żyła wyposażył nas w komplet. Ukłony!

SPIKER: Owszem. Rzetelnie, bez fajerwerków. Niestety, nie uwieczniliśmy dla potomnych na fotografii. Uwieczniliśmy za to spikerkę.

Drzwi do niej też niczego sobie.

CATERING: Wreszcie! Do 12 razy sztuka. Do wyboru, do koloru. Jeszcze przed wejściem na stadion zostaliśmy uraczeni darmowym bigosem.

Szymon Tomasik@TomasikSzymon

Już mi się na tych derbach Dębicy podoba. Darmowy BeeGees dla grzecznych kibiców pod stadionem 😎💪 @PZPNGrassroots

Zobacz pozostałe Tweety użytkownika Szymon Tomasik

Później pewne poszlaki doprowadziły nas na trop prawdopodobnego przeznaczenia tej tradycyjnej, staropolskiej potrawy. Na pytanie, czy to taka dębicka świecka tradycja, że z dobrego serca karmi się pod stadionem głodnych nie tylko emocji piłkarskich, państwo obsługujący kocioł odpowiedzieli: „Jak są grzeczni i sobie zamówią”. Wszystko wskazuje więc na to, że był to posiłek regeneracyjny po podróży, przygotowany dla fanów Unii Oświęcim, wspierających tego dnia kibiców Igloopolu. Pytanie zadaliśmy jednak dopiero, gdy wyrzucaliśmy pustą miskę do śmietnika. Jako okoliczność łagodzącą podczas procesu, w którym zostalibyśmy oskarżeni o wyłudzenie miski bigosu, przywołalibyśmy fakt, że zaproponowano nam jeszcze dokładkę, podobnie jak chyba każdemu, kto pojawiał się w zasięgu chochli nakładającej kapuściano-mięsny przysmak. Nikt głodny nie pozostał.

Dla tych, którzy z różnych przyczyn bigosu nie skosztowali, już po wejściu na stadion czekała urozmaicona oferta.

Z racji bigosu w żołądku – cennika ani jakości nie sprawdzaliśmy.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: Z zewnątrz bardzo elegancka.

Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o wnętrzu…

Derby Dębicy to jedno z najciekawszych piłkarskich wydarzeń w Polsce. Obydwa zespoły w sobotę zmierzyły się dopiero po raz 16. Bilans – niemal identyczny: sześć zwycięstw Igloopolu, pięć zwycięstw Wisłoki, pięć remisów. Żadne inne spotkanie na piątym (a wcześniej nawet niższym) poziomie rozgrywek nie wywołuje takich emocji. Dębica, stosunkowo niewielkie miasto (około 45 tys. mieszkańców) jest głęboko podzielona, jeśli chodzi o sympatie kibicowskie. Na trybunach dzieje się najczęściej znacznie więcej niż na boisku. Niestety, w ubiegłym sezonie działo się trochę za dużo, więc w tym kibice obydwu klubów w zorganizowanej grupie nie mogli pojawić się na stadionie rywala, o czym dowiedzieliśmy się dopiero po wejściu na mecz. Musimy chyba popracować nad rozpracowywaniem przeciwnika…

I choć wspierani przez posiłki (i nie chodzi wcale o bigos) fani Igloopolu postarali się o efektowną oprawę…

… to obecność kibiców Wisłoki z pewnością podniosłaby temperaturę i dodała derbom pikanterii. Kilkuset fanów biało-zielonych zebrało się na stadionie przy ulicy Parkowej i mecz oglądało na telebimie. A tak w sektorze dla gości zasiadł tylko jeden gość. Z kamerą, filmujący kibiców gospodarzy.

I choć Wisłoka może pochwalić się znacznie dłuższą historią (powstała w 1908 roku), to założony w 1978 roku Igloopol osiągał dużo większe sukcesy. Klub jest dziełem Edwarda Brzostowskiego, wieloletniego prezesa Kombinatu Rolno-Przemysłowego Igloopol. Jak opowiadali nam obecni działacze klubu, Brzostowski udzielał się w Wisłoce, ale pewnego dnia uznał, że już mu nie po drodze z kilkoma osobami i postanowił założyć własny klub. Było mu o tyle łatwiej, że mógł go finansować pieniędzmi potężnej, zarządzanej przez siebie firmy. W połowie lat 80. ubiegłego przez kilkanaście miesięcy była nawet prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej. Był również posłem i burmistrzem Dębicy. Jak wspominają mieszkańcy – prawdziwym gospodarzem, robiącym codziennie objazd miasta podczas drogi do pracy. Pod koniec aktywności zawodowej pan Edward popadł w konflikt z prawem, został nawet skazany za przestępstwo gospodarcze. Dziś ma 84 lata i choć wciąż interesuję się piłką, zdrowie nie pozwala mu już bywać na meczach.

Abstrahując od niezbyt chlubnych epizodów z życiorysu pana Edwarda, w kilkanaście lat wprowadził on piłkarski Igloopol na salony. Na początku lat 90. klub dwa sezony spędził w I lidze (czyli dzisiejszej ekstraklasie). Niestety, przemiany polityczno-gospodarcze i kłopoty molocha przełożyły się na sytuację klubu. W 1996 roku Igloopol zniknął z piłkarskiej seniorskiej mapy Polski, skupiając się na szkoleniu młodzieży. Do rozgrywek wrócił w 2003 roku po fuzji z Kolejarzem, krążąc między IV ligą a okręgówką.

Lista piłkarzy, którzy grali w jego barwach, jest imponująca. Gdyby w szczycie formy zebrać ich w jednej drużynie, walczyłaby ona o mistrzostwo Polski. Jerzy Podbrożny, Jacek Zieliński (pochodzący spod Radomia późniejszy zasłużony gracz Legii w Dębicy poznał żonę i często bywa w tym mieście, pojawił się też na derbach), Leszek Pisz, Marek Bajor, Tomasz Cebula, Rafał Niżnik, Janusz Kaczówka, Sławomir Majak, Aleksander Kłak, Janusz Świerad, Paweł Magdoń (wychowanek), Łukasz Trałka, Artur Jędrzejczyk (wychowanek)… Drżyjcie potencjalni rywale!

Dziś Igloopol również ma w składzie ciekawego zawodnika. To niespełna 22-letni Kubańczyk Dayron Gongora.

W wieku trzech lat przeniósł się z rodziną do Włoch i tam uczył się piłkarskiego rzemiosła. Do Dębicy trafił kilka tygodnie temu za sprawą pracującego we Włoszech sympatyka Igloopolu, który zaopiekował się Gongorą, gdy jego rodzice byli tym średnio zainteresowani… Młody piłkarz niedawno leczył kontuzję i pojawił się pomysł, by spróbował się odbudować właśnie w Polsce, w Dębicy. Na razie napastnik gola jeszcze nie strzelił. W klubie podkreślają, że to niezwykle ambitny zawodnik. – Drużyna trenuje trzy razy w tygodniu, Dayron dwa razy dziennie. Przychodzi na stadion nawet sam. Próbuje się też uczyć języka polskiego. Zobaczymy, jak się będzie rozwijał – usłyszeliśmy.

Wcale się nie dziwimy, że włoski Kubańczyk tak chętnie przychodzi na obiekt Igloopolu. Stadion jest mocno oldskulowy, ale przeuroczy.

Gdy już z niego wychodziliśmy w towarzystwie osób z klubu, w większości z aparatami fotograficznymi na szyjach, o zdjęcie poprosił niepozorny starszy jegomość z szalikiem na szyi.

To pan Wacek, człowiek-legenda w Igloopolu, mimo wrodzonego schorzenia bardzo aktywny, z klubem właściwie od zawsze. Do tego stopnia oddany, że w sezonie 1988/89 pojechał z drużyną na wyjazdowy mecz do Olsztyna, wbrew woli i bez wiedzy rodziny, ukryty przez Tomasza Cebulę za ostatnim rzędem siedzeń w autokarze… Ile się trzeba było gimnastykować, by powiadomić bliskich pana Wacka, że wszystko z nim w porządku…