Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Jeziorak – MKS made by Wagon Trzeci.

24.5.17, Okręgowy Puchar Polski, warmińsko-mazurski ZPN, ¼ finału, Jeziorak IławaMKS Korsze 2:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

100 (w jedną stronę), pociągiem osobowym. Rozkład jazdy pasował mi prawie idealnie, chociaż trochę żałowałem, że nie mam lekko większych zapasów czasowych, bo przydałoby się chwilkę poczilować nad jeziorem. Widoki za oknem całkiem sympatyczne, o ile ktoś lubi morenowy krajobraz charakterystyczny dla terenów pojezierzy 😉

 

BILETY:

10 PLN, kupione w kasie tuż przed meczem. Zacna cena jak na zespół występujący na siódmym poziomie rozgrywek, ale zapłaciłem z przyjemnością, bo bilecik elegancki, przygotowany specjalnie na to wydarzenie, a do odbudowy klubu po niedawnym upadku też zawsze warto się dołożyć.

 

SPIKER:

Operował sprzed budki, w otoczony grupką mundurowych. Za bardzo nie słuchałem – niespodzianka, co?

 

Z PIWEM NA STADION:

Nie znając do końca lokalnych warunków, odpuściłem z uwagi na biletowanie imprezy oraz działalność zorganizowanej grupy kibiców, która zazwyczaj powoduje obecność na obiektach ochrony w białych kaskach lub policji. Policji faktycznie było sporo, ale miejscowi fani niespecjalnie się tym przejmowali i dyskretne, kulturalne spożywanie nie było niczym szczególnie wyjątkowym.

Dwa szybkie po drodze nad jeziorem przyjęły się jednak całkiem sympatycznie.

 

CATERING:

Nie miałem zbyt wiele nadziei, że coś będzie, więc widok piwnego parasola niezwykle mnie ucieszył. Bronksów wprawdzie nie było, ale gięta za piątaka to i tak dobra wiadomość dla kogoś, kto jadł tylko śniadanie. Dwie porcje przyjęły się całkiem dobrze, a na deser zaserwowałem sobie jeszcze paczuszkę słonecznika za 2 ziko.

 

WC:

Chyba w budynku klubowym, bo sporo osób tam znikało, ale nie chciało mi się szukać, czego bardzo żałowałem w drodze na powrotny pociąg.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie było, nie można mieć wszystkiego.

 

DOPING MIEJSCOWYCH;

20-30 osobowy młyn dwa razy zmieniał lokalizację, bo miejscowi fanatycy nie chcieli oglądać meczu w towarzystwie obywateli w mundurach. Zabawa w ciuciubabkę zakończyła się sukcesem, bo smutasy ostatecznie dały chłopakom spokój na ostatniej z wytypowanych przez nich miejscówek. Na płocie zawisła ostatecznie jedna flaga, doping prowadzono jednak sporadycznie.

Pozostali widzowie skupili się raczej na chłonięciu widowiska lub słonecznika, jak na środek tygodnia i nie najlepszą pogodę przybyli jednak dość licznie,

wybierając przy tym czasem całkiem ciekawe „trybuny”.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Przybyli prawdopodobnie nieoficjalnie w składzie w wieku lekkopółśrednim. Stanowili przynajmniej część z oglądających spotkanie z otwartej klatki.

 

TEKST MECZU:

Pan by widział, ile trzy tygodnie temu było policji. A pały jakie długie? Przez całe plecy by dostał.

Okazuje się, że stadionowa “służba informacyjna” bywa czasem kompetentna i udziela rzeczywiście istotnych informacji.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Na mecz do Iławy wybierałem się już od jakiegoś czasu, raz, że mam w miarę blisko i dojazd jest całkiem niezły, a dwa, że lubię łyknąć przedmeczowe piwko nad jeziorem. Byłem też oczywiście ciekawy, jak przebiega odbudowa tego klubu, który po wielu sezonach na centralnych szczeblach rozgrywek znalazł się nagle w B-klasowym niebycie. No i wygląda, że sukcesywnie wychodzą na prostą, bo właśnie awansowali do okręgówki, a i w okręgowym pucharze odprawiają z kwitkiem przeciwników z wyższych lig. Szacuneczek, tym bardziej że klimat to tam do tego na pewno jest. Zresztą na takim obiekcie musi być klimat.

Sam mecz też dostarczył mi rzadkich emocji, bo długo utrzymujący się remis i perspektywa dogrywki powodowały obawę, że ostateczny wynik sprawdzę u Mogiela. Ostatni pociąg na bank nie zaczekałby na turystę, który postanowiłby obejrzeć ostateczne rozstrzygnięcie w dodatkowym czasie gry, dlatego też cieszyłem się niezmiernie, gdy gospodarze strzelili gola na miarę awansu tuż przed gwizdkiem kończącym zawody. Nie znoszę wychodzić przed końcem.