7 kwietnia 2019, godz. 14:00, 13. kolejka zachodniopomorskiej Klasy B (grupa Koszalin III), Gwda Wielka, ul. Polna 21.

KS GWDA WIELKA – BŁĘKITNI GONNE MAŁE 5:0.

MECZ NR: 20/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 22, z wcześniej oglądanego tego dnia meczu w Białym Borze. Czasu na przemieszczenie się nie było dużo, ale udało się dotrzeć bez wielkiego stresu. Nawet charakterystyczne dla Ósmej Ligi Mistrzów rozpoczęcie spotkania pięć minut przed planową godziną okazało się nam niestraszne. Droga dobra i pusta, można było grzać. Oczywiście zgodnie z przepisami.

TEMPERATURA: 18 stopni Celsjusza. Coś pięknego. Jeśli chodzi o warunki pogodowe, to na razie numer jeden podczas 100 meczów na 100-lecie PZPN, minimalnie przed spotkaniem w Chrzanowie .

BILETY: Niestety brak, ale można było się spodziewać. Bilety na Klasie B to prawdziwa rzadkość.

SPIKER: Brak.

CATERING: Brak. Gdy jednak ktoś przywiezie swoją wałówkę, najbliższa okolica stadionu w Gwdzie Wielkiej otwiera sympatyczne możliwości biesiadowania.

TABLICA WYNIKÓW: Nie ma.

TOALETA: Brak. Zapewne w sytuacji podbramkowej można skorzystać z szatni mieszczącej się w szkole.

Wybierając mecze, na których pojawiamy się podczas akcji „100 meczów na 100-lecie PZPN” kierujemy się rozmaitymi kryteriami. Ciekawa historia klubu, pięknie położony stadion, sympatyczne doświadczenia kogoś ze znajomych przywiezione z danego miejsca, zaproszenia od miejscowych, własne widzimisię i pewnie kilkanaście innych. Przy tak szeroko zakrojonej akcji zdarzają się też mecze – z całym szacunkiem – „na dokładkę”. Mamy upatrzony cel, zerkamy w terminarz, po czym stwierdzamy: „O, tu też zdążymy”. I jedziemy, najczęściej w ciemno, a jedynym faktem, z którym uznajemy za stosowne zapoznać się przed spotkaniem, to dokładne miejsce jego rozegrania. I tym właśnie sposobem trafiliśmy do Gwdy Wielkiej, co okazało się strzałem co najmniej w dziewiątkę.

Już na samym wstępnie wiedzieliśmy, że będzie dobrze. – B-Klasa musi wyglądać jak B-Klasa – mawia jeden z naszych znajomych, zatwardziały fan tego szczebla rozgrywek. Biorąc pod uwagę jakość płyty boiska, stadion miejscowego KS-u wpisuje się w ten dogmat z całą stanowczością.

– Nie będę zaklinać rzeczywistości, boisko mamy fatalne, choć i tak lepsze niż w zeszłym roku. Jest tu bardzo sucho, lubią także zajrzeć dziki. Ze stadionu korzystamy na zasadzie nieodpłatnego użyczenia, ale nie jesteśmy jego gospodarzem. Rozmawiamy z dyrektorem szkoły, żeby pomógł nam doprowadzić boisko do normalności – opowiada Anna Glanc, prezes KS Gwda Wielka. Tak, to nie pomyłka, prezesem klubu KS Gwda Wielka jest kobieta. Z krwi i kości.

Przyznajcie Państwo – nieczęsta to sytuacja.

Pan Zenon może jeszcze nie, ale za to my już tak.

– Propozycja wyszła od mojego męża, byłego prezesa, obecnie trenera. Klub został założony 13 lipca 2015 roku. Po trzyletniej kadencji trzeba było zmienić władze, mąż mnie zgłosił, nie było żadnych sprzeciwów ani kontrkandydatów i zostałam prezesem – tłumaczy pani Anna. Ów mąż to Rafał Glanc, postać znana na lokalnym piłkarskim podwórku. Do niedawna jeszcze zawodnik KS-u, wciąż jego trener i klubowy skarbnik oraz prezes Szczecineckiego Towarzystwa Lig Amatorskich i członek zarządu Koszalińskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej.

Można więc powiedzieć, że KS Gwda Wielka to rodzinny „biznes” państwa Glanców, tym bardziej że piłkarzem zespołu jest też syn pana Rafała, Arkadiusz, który jednak w meczu z Błękitnymi na boisko nie wyszedł.

Pani Anna, zanim poznała pana Rafała (małżeństwem są od niedawna), futbolem właściwie się nie interesowała.

– Ja to taka szara myszka jestem. Dopiero łapię tego bakcyla, właśnie dzięki mężowi – mówi pani prezes. Na pytanie, czy gdy obejmowała to stanowisko, wiedziała, na czym polega przepis o spalonym, odpowiada w stylu, z którego dumny byłby niejeden polityk z pierwszych stron gazet: – Mąż mnie uczy cały czas. Oglądamy różne mecze. Wciągnął mnie w to granie.

Nauka i wciąganie postępują w niezłym tempie. Pani Anna podczas meczów zasiada z drużyną na ławce ubrana w klubowy dres z dużym napisem „prezes” na plecach. Jeździ też z zespołem na wyjazdy.

I choć z piłką nożną wcześniej miała niewiele do czynienia, sport nie jest jej obcy. Ba! Pani Anna w 1991 roku została w Białym Borze mistrzynią Polski w jeździectwie, we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego! Do dziś chętnie jeździ konno, choć własnego konia nie ma.

Większość zawodników mieszka w oddalonym o kilka kilometrów Szczecinku.

– Z Gwdy Wielkiej mamy w tej chwili jednego zawodnika. Młodzież przychodzi na mecze, ale ich aktywność piłkarska kończy się na oglądaniu. Prowadzimy grupę młodzieżową w szkole, ale tylko rekreacyjnie, w turniejach ligowych nie biorą udziału. Coś trzeba robić, żeby odciągnąć młodych ludzi sprzed komputerów – podkreśla prezes klubu, którego zdecydowana większość budżetu pochodzi z gminnej dotacji. – W ubiegłym roku było to 11 tys. zł. Udało się też pozyskać 3 tys. zł z funduszu sołeckiego. Jest przy klubie sporo roboty, zwłaszcza zorganizowanie chłopaków. W środku tygodnia piszemy na grupie na Facebooku, kto będzie, kogo zabraknie. Żeby był skład, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Na razie chłopaki idą do przodu, frekwencja jest prawie stuprocentowa. Chcemy wrócić do Klasy A, gdzie występowaliśmy w dwóch poprzednich sezonach – zapowiada Anna Glanc, przed którą wkrótce kolejne wielkie wyzwanie. Za dwa miesiące zostanie bowiem babcią. – Ale na piłkę zawsze znajdę czas!