Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu KS II – Zły made by wagon pierwszy.

19.9.17, Tygodnik Piłkarskiego Niespokoju, dzień 2., Klasa B mazowiecka, grupa Warszawa III, KS II ŁomiankiZły Warszawa 3:1.

 

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

13 (w jedną stronę), samochodem w roli kierowcy. Gdybyśmy dysponowali kajakiem, a jeszcze lepiej amfibią, ewentualnie przygotowywali się do Iron Mana i zarządzili sobie akurat trening pływacko-biegowy, byłoby ich pewnie z 10 mniej. Ale nie dysponowaliśmy, katorga na własne życzenie też nas nie rajcuje, więc trzeba było przeprawić się na drugi brzeg królowej polskich rzek w bardziej konwencjonalny sposób – przez najbliższy most.

Mieliśmy nadzieję, że namówimy pana wagonika, ale wolał zostać sam w domu niż tarabanić się gdzieś z ojcem. Ehh, to już chyba powoli ten wiek…

 

BILETY:

Żadnych. Nawet furtka przy wejściu na trybunę dłuuugo była zamknięta. Możliwe, że nie spodziewano się postronnych obserwatorów, poza stacjonującym w sektorze VIP panem Waldemarem.

 

SPIKER:

Gdy kilka lat temu byliśmy tu na meczu pierwszej drużyny KS, przybyłych zabawiał przeuprzejmy dziadziuś z sercem na dłoni, zwracający się do słuchaczy jak do wnuków. Marzyliśmy, by znów usłyszeć ten głos, ale niestety – albo pana spikera podkupiła bogatsza konkurencja, albo stwierdził, że ma ciekawsze zajęcie we wtorkowe popołudnie niż gadanie do mikrofonu podczas meczu rezerw w Ósmej Lidze Mistrzów, albo umarł.

A może jeszcze kiedyś wróci i w chwili uniesienia da koncert, na przykład stąd?

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez problemu. Nikogo kompletnie nie interesowało ani kto wchodzi na trybunę, ani tym bardziej z czym. Kilka piwek pękło, ale z poszanowaniem bliźniego.

 

CATERING:

Nic. I sklepu w zasięgu wzroku też nie ma. Sytuacja jest o wiele bardziej klarowna podczas meczów pierwszej drużyny, które zwykle odbywają się w soboty od 11. Za płotem stadionu w najlepsze wtedy hula spory nawet bazarek, a tam żarcia wszelakiej postaci nie brakuje. We wtorek po południu już tylko zamiatano plac.

 

WC:

Toi toi przy wejściu.

Bez papieru i możliwości zamknięcia się od środka, za to ze sporym wachlarzem dość ostro atakujących nozdrza zapachów. Wierzcie nam jednak, że są w życiu sytuacje, w których po pomyślnym załatwieniu sprawy nawet w takich okolicznościach ma się po wyjściu ochotę wyściskać wszystkich wokół i wręczyć stówę napiwku organizatorowi.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niet.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

W sektorze VIP kontemplacja.

Miejscowa chuliganka wybrała perswazję bezpośrednią.

Walczyć, trenować!

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W klatce pusto.

Awangarda zasiadła w innym sektorze.

Kilka okrzyków, kilka szalików, kilkoro dzieciaków, kilku brodaczy i pies.

Specyficzny, mocno hipsterski klimat z dominującym w sektorze językiem ukraińskim.

 

TEKST MECZU:

– A skąd jesteście?

– Z Warszawy, z Pragi.

– A skąd pieniądze bierzecie? Sami siebie sponsorujecie?

– Tak.

Mieliśmy nadzieję, że rozmowa panów z zakazami stadionowymi, oglądającymi mecz zza płotu, z przedstawicielem kibiców gości pomknie w kierunku zaproponowania sponsoringu także im, choćby jednorazowego, ale niestety – zadowolili się suchą informacją.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

4/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Zdecydowanie największym plusem tego meczu był fakt, że się odbył i to przy przyzwoitej pogodzie. I na szczęście papier mieliśmy w samochodzie 😛