Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu KS – Sokół made by wagon pierwszy.

8.4.17, Liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa I, KS ŁochowoSokół Radomin 1:4.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

55 (w jedną stronę). Standardowe rozwiązania logistyczne – samemu trzeba było zapewnić sobie pojazd i osobiście go poprowadzić. Na szczęście kierowanie autem nas relaksuje, więc użalać się nad sobą nie zamierzamy. Co nie znaczy, że czasem jakiś płodozmian nie byłby mile widziany. Trasa w porządku. Mniej więcej połowa sielsko-anielska, połowa już w bardziej zurbanizowanych i zmotoryzowanych okolicznościach. Poszło szybko i bez mandatów.

 

BILETY:

Brak i znacie pewnie nasze konserwatywne poglądy na ten temat. Z uporem maniaka jednak – niczym Katon Starszy, który każde swoje publiczne przemówienie kończył frazą „A poza tym uważam, że Kartagina powinna zostać zniszczona” – będziemy powtarzać, że obecność na każdym meczu powinna być udokumentowana oficjalną wejściówką. Nawet darmową.

 

SPIKER:

Też nic. Tu aż tak twardogłowi nie jesteśmy, ale zawsze lubimy posłuchać. Zwłaszcza tak zwanego prawdziwka.

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez żadnych problemów. Choć pogoda nie zachęcała, kilku kibiców gardziołka nawilżało. Przestrzegano jednak zasad savoir-vivre, feng shui oraz BHP.

 

CATERING:

Na stadionie nic, ale to żaden kłopot, bo trudniej o zlokalizowany bliżej stadionu sklep, niż ten w Łochowie.

Zdjęcie zrobiliśmy odwracając się na trybunie plecami do boiska. Sami wcześniej zaopatrzyliśmy się w mile widziane po piątkowym wieczorze minerały i mikroelementy oraz drożdżówki na drugie śniadanie, ale widzieliśmy, że klienci wychodzili z punktu zaopatrzenia także z ulubionym płynem każdego kibica, więc przyznajemy certyfikat.

 

WC:

Byliśmy zdecydowanie bardziej nastawieni na przyjmowanie płynów niż ich oddawanie, więc na poszukiwania nie wyruszyliśmy. Budynek z szatniami wygląda na cywilizowany, więc pewnie jeśli ktoś ładnie poprosi, zostanie potraktowany ze zrozumieniem.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie zauważyliśmy. Za to trybuna ładna 😉

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Właściwie miejscowego. Skromny, ale godny odnotowania. Pan w skórzanej kurtce z głównego zdjęcia kilka razy doniosłym głosem wzniósł coś na kształt okrzykoprzyśpiewu, ale nie porwał swoich towarzyszy do wspólnej zabawy. Generalnie jednak bardzo wesołe towarzystwo, którego spora część kiedyś piłkę kopała (a przynajmniej tak twierdziła). Pojawiały się nawet pomysły, by wejść w drugiej połowie na lewą kartę.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Ta trójka:

oraz jeszcze jedna kilkuosobowa grupka płci mieszanej. Hałas robili jednak tylko przy okazji goli strzelanych przez swoich ulubieńców. Mimo to doceniamy, że chciało się ruszyć tyłek sprzed telewizora i przejechać kilkadziesiąt kilometrów.

 

TEKST MECZU:

– Spokojnie, będzie jeszcze złoty set.

– Chyba złota seta.

Kibice gospodarzy po końcowym gwizdku mieli różne koncepcje spędzenia reszty popołudnia.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Niby nic szczególnego, jeśli chodzi o infrastrukturę i wydarzenia na boisku oraz trybunach, ale jednak w czasie meczu i po nim mordeńka się cieszyła. A o to przecież w tej całej zabawie chodzi. Czego i Wam życzymy. Pjona!