13 kwietnia 2019, godz. 16:00, 22. kolejka kujawsko-pomorskiej IV ligi, Rypin, ul. Sportowa 41.

LECH RYPIN – UNIA GNIEWKOWO 4:1.

MECZ NR: 22/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 146. Przyjemna trasa, choć bez większych atrakcji i wzruszeń. Być może dlatego, że większą jej część pokonaliśmy już mniej więcej 893 razy w życiu.

TEMPERATURA: 8 stopni Celsjusza. Byliśmy już w tym roku na meczach oglądanych w przyjemniejszych okolicznościach przyrody…

BILETY: 5 zł.

Kasę w rypińskim Lechu trzymają strażacy.

SPIKER: Jest. Z zadatkami na komentatora, bo poza jazdą obowiązkową w postaci podania imienia i nazwiska autora gola czy delikwenta ukaranego żółtą kartką to samo robi podczas wydarzeń nieuwzględnianych w protokole meczowym. Nie narzuca się jednak, nie mędrkuje, nie filozofuje, nie kreuje na najważniejszą postać na stadionie. Pomaga – a o to w tym fachu przecież chodzi. W dodatku ma super budkę.

Nagłośnienie też bez zarzutu.

CATERING: Gdy byliśmy – brak. Od maja do września (a gdy pogoda pozwala to nawet do października) na stadionie działa bar, gdzie można zjeść co nieco na ciepło, na zimno i z niewielkim procentem. Jest więc dobry pretekst, by wrócić. W okresie niebarowym trzeba ratować się pobliskim (choć nie jakoś bardzo pobliskim znowu) sklepem bądź stacją benzynową.

TABLICA WYNIKÓW: Nie ma.

TOALETA: Znaleźliśmy tylko taką, dość skrzętnie ukrytą za trybuną.

Wielce prawdopodobne jednak, że można też korzystać z dobrodziejstw budynku klubowego.

 

– Pan z PZPN-u? – dosłownie kilkanaście kroków po wejściu na stadion tymi słowy zaczepił nas mężczyzna wychodzący z klubowego budynku, który akurat fotografowaliśmy.

– To naprawdę od razu widać? – odpowiedzieliśmy.

– A kto inny robiłby tu zdjęcia? – odparł nasz rozmówca. Okazał się nim wiceprezes Lecha Krzysztof Bartnicki, u którego w przededniu wizyty się anonsowaliśmy.

Pan Krzysztof zaprosił do biura, gdzie spotkaliśmy prezesa Sławomira Stefańskiego akurat… wdziewającego gumkę w spodenki jednego z piłkarzy.

Taki widok od razu skrócił dystans i pozytywnie nastroił do rozmowy. Na pierwszy rzut oka widać było, że trafiliśmy do właściwych ludzi na właściwym miejscu, którzy wiedzą, że robota sama się nie zrobi, a przykład idzie z góry.

Kilka miesięcy temu w Lechu nastąpiło nowe rozdanie. W lutym zmieniły się klubowe władze. Na czele zarządu stanął Stefański, były klubowy zawodnik, który funkcję prezesa łączy z szefowaniem rypińskiemu Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji. Na tę wieść przytoczyliśmy prezesowi słowa jego odpowiednika w Gromie Nowy Staw Marka Gałczyńskiego, który również jest szefem tamtejszego OSiR-u. Podczas naszej wizyty na meczu Gromu z GKS Kowale Gałczyński śmiał się, że zwykle kluby z OSiR-ami nie żyją najlepiej, ale on jakoś sam ze sobą na razie się dogaduje. – Coś w tym jest – uśmiechnął się szef Lecha. – Zanim zostałem prezesem, kilka rzeczy mnie drażniło. Drobiazgi, ale zawsze. Z obecnej perspektywy patrzę już na to trochę inaczej – nie ukrywa. Wiceprezes Bartnicki w piłkę przestał grać w wieku juniorskim. Przez wiele lat pełnił funkcję kierownika zespołu seniorów (w niektórych spotkaniach robi to do dziś). Teraz zgodził się zaangażować w pracę w klubie nieco bardziej.

Jedną z pierwszych decyzji nowego zarządu była zmiana trenera pierwszego zespołu. Lech przed sezonem uważany był za kandydata do miejsca w ścisłej czołówce. Na boisku jednak tego nie potwierdzał. Na wiosnę przegrał trzy pierwsze ligowe mecze (także ostatni jesienny), odpadł również z Regionalnego Pucharu Polski (po porażce 0:6 z Cuiavią Inowrocław) i miarka się przebrała. Tomasza Paczkowskiego zastąpił duet Maciej Niedbalski, Piotr Buchalski. I w zespół wstąpił nowy duch. Najpierw był remis w Mogilnie z kandydatem do awansu Pogonią, a Unię, która przyjechała do Rypina po 10 kolejnych meczach bez porażki (osiem w lidze i dwa w Regionajnym PP) gospodarze rozbili w puch i pył. W tym sezonie rypinianie już wiele w lidze nie zwojują, ale plany na najbliższe lata są ciekawe.

– Teraz musimy przede wszystkim zapewnić sobie spokojne utrzymanie, chcemy też wprowadzać do zespołu młodych piłkarzy. Nie ukrywamy jednak, że celem długofalowym jest powrót do III ligi w 2022 roku, gdy będziemy świętować stulecie powstania klubu – mówi Krzysztof Bartnicki.

W ostatnich latach Lech spędził na tym poziomie cztery sezony – od 2008/09 do 2011/12 (grał w niej też w latach 90., wówczas był to trzeci szczebel rozgrywek w Polsce). Te ostatnie rozgrywki wygrał z przewagą 12 punktów nad Unią Swarzędz i w cuglach awansował do grupy zachodniej II ligi. Jesienią zdobył w niej 29 punktów, po czym w przerwie zimowej zespół wycofano z rozgrywek…

– Historia, jakich w polskiej piłce wiele. Był możny sponsor i pieniądze, drużyna szła do góry. Sponsor się wycofał i niestety… Nie my pierwsi i zapewne nie ostatni – wspominają nasi rozmówcy.

Plany powrotu na nieco większe niż wojewódzkie podwórko mają podstawy. Infrastruktury może Rypinowi (z co za tym idzie – Lechowi) pozazdrościć chyba każde miasteczko o podobnej wielkości w regionie. Płyta główna otoczona nową tartanową bieżnią, dwa boczne boiska, boisko ze sztuczną płytą, basen… Są też zaawansowane plany i projekt rozbudowy hotelu na terenie stadionu (obecny nie spełnia wszystkich norm i możliwości wykorzystywania go do celów komercyjnych są mocno ograniczone) oraz budowy budynku z zapleczem dla klubu i biurami dla MOSiR. Dokumenty o dofinansowanie są już złożone w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Odświeżona ma zostać także trybuna. Można śmiało spoglądać w przyszłość.

Panowie Stefański i Bartnicki mają jeszcze jeden pomysł na uczczenie stulecia zarządzanego przez siebie klubu. To towarzyski mecz z poznańskim imiennikiem i rówieśnikiem rypińskiego klubu.

Życzymy powodzenia!