Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Łokietek – Włocłavia made by wagon pierwszy.

28.10.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa II, Łokietek Brześć KujawskiWłocłavia Włocławek 1:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

52 (w jedną stronę), własnym autem w roli kierowcy, z braszką jako nawigatorem.

Gdybyśmy się uparli, wsadzilibyśmy naszego towarzysza za kierownicę, a sami raczyli się po drodze nie tylko kujawskimi widokami (w końcu bycie starszym bratem ma swoje prawa), ale jakoś smak omijał nas w sobotę dość szerokim łukiem. A gonić go się nam nie chciało.

 

BILETY:

Niestety, od naszej całkiem niedawnej wizyty na meczu Łokietka z Unią Gniewkowo nic się w tym punkcie nie zmieniło – na stadion wchodzimy za darmo, pokwitowań nikt nie wydaje.

 

SPIKER:

Od początku wiedzieliśmy, że w końcu nadejdzie ten wielki dzień, w którym obecność tego punktu w podsumowaniach nabierze sensownego uzasadnienia.

Przyznajcie, że bardzo zgrabną ma pani spiker kolumnę 😛

Ale jako zimni profesjonaliści nie możemy sobie pozwolić na nadwątlenie naszego niewątpliwego autorytetu poprzez wystawienie recenzji wyłącznie za tak zwane ładne oczy (choć oczywiście jest to niezwykle istotna składowa oceny ogólnej). Otóż godzi się poinformować szanownych czytelników, że merytorycznie też było całkiem, całkiem. Z dobrego serca i zupełnie gratis podpowiemy tylko, że podanie przed meczem składów wraz z numerami zawodników to jednak odrobine praktyczniejsze rozwiązanie niż odczytanie samych nazwisk. Przynajmniej dla obecnego na stadionie audytorium, bo dla pani spiker to już może niekoniecznie.

Jeszcze w trakcie meczu pan prezes Łokietka z troską zapytał nas za pośrednictwem tak zwanych social mediów, czy tym razem nagłośnienie się nam podoba (bo poprzednio wytknęliśmy tu pewne niedoskonałości). Na trybunie VIP, gdzie bezczelnie się wbiliśmy, było wręcz audiofilskie, ale gdy ruszyliśmy pokręcić się trochę po stadionie, to już kawałek dalej trzeba było mocniej nadstawić uszu. Ale da się z tym żyć i mecz oglądać.

 

Z PIWEM NA STADION:

Z uwagi na spodziewany przyjazd sporej grupy kibiców gości, w okolicy i na stadionie dało się zauważyć zdecydowanie mocniejsze organizacyjne spięcie czterech liter, z tymi co lubią wręczyć kupon na sto złotych za picie piwa w ich obecności na czele. Tym bardziej byliśmy więc zdziwieni i zadowoleni, gdy przy wejściu przeznaczonym dla kibiców gospodarzy tylko ukłoniono nam się w pas. Za to przy bramie dla gości – trzepańsko od a do z.

 

CATERING:

Sklep niedaleko, kilka minut spacerem. Na stadionie nic, także w sektorze VIP. Chyba że dla bliżej wtajemniczonych…

 

WC:

Pod trybuną. Czysto, pachnąco i ciepło, co na tym etapie sezonu nie pozostaje bez znaczenia. Jest nawet przy drzwiach niewielkie okienko, pozwalające z przedsionka śledzić wszystko, co dzieje się na boisku. Taka jednoosobowa ogrzewana trybuna.

Goście na takie luksusy liczyć nie mogli, choć – biorąc pod uwagę to, jak czasem traktuje się przyjezdnych na niektórych stadionach – nie mieli powodów do narzekań.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Od naszej poprzedniej wizyty nie kupiono/wybudowano/skonstruowano.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Tylko trochę szumu i chyba jedna trąbka zasilana mocą mocno młodocianych płuc. No i jedna flaga wisząca w sektorze… gości.

Nikomu jednak z przyjezdnych nie przeszkadzała. Może dlatego, że mieli ładniejsze.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Około 150 osób, może ciut więcej. Dwa autobusy i trochę osobówek. W pierwszej połowie wywiesili dwie flagi plus jedną z PDW.

Fajerwerki (i to dosłownie) zostawili na drugą połowę.

Po oprawie powietrze z towarzystwa jakby uszło, ale umówmy się – jak na okręgówkę to i tak był majstersztyk.

 

TEKST MECZU:

– Można tam przejść?

– Nie. Tam tylko VIP-y. Chyba że VIP jesteś?

– Jestem.

– To wchodź.

Ma się ten dar przekonywania. Chyba kolejny raz spróbujemy na ceremonii Oscarów.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Z boiska przez większość meczu wiało sandałem, ale rzadko spodziewamy się tiki-taki w okręgówce, więc mocno zdziwieni ani rozczarowani nie byliśmy. Najważniejsze, że okołoboiskowo (oprawa) i towarzysko (meczing z braszką) wszystko zagrało. A o to przecież w tej całej zabawie chodzi.