Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu LTP – Szubinianka made by wagon pierwszy.

30.9.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa II, LTP LubanieSzubinianka Szubin 5:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

22 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Brześciu Kujawskim, w pojedynkę, za kierownicą. Świeżo naładowani pozytywną energią, przy pięknej słonecznej pogodzie, nieśpiesznie, po kujawskich opłotkach. Piękna podróż, prawdziwy relaks. Kiedyś, gdy byliśmy sporo młodsi i wiedliśmy znacznie mniej uwikłane w rozmaite zależności życie, zdarzało nam się za ostatnie zaskórniaki wlać trochę gazu do poloneza i wybrać się na przejażdżkę w podobnym klimacie. Po prostu, bez celu. Uwielbialiśmy to. Teraz doświadczyliśmy deja vu. Z tą różnicą, że kierowaliśmy się w konkretne miejsce, w konkretnym celu.

 

BILETY:

Niestety, choć próbowaliśmy szukać szczęścia i przy wejściu na trybunę…

…i przy wjeździe na parking.

Tu i tu nadaremnie.

 

SPIKER:

Tu poszukiwania były znacznie mniej absorbujące, bo nie trzeba było nigdzie chodzić, a tylko usiąść i nasłuchiwać. Efekt jednak podobny.

 

Z PIWEM NA STADION:

Można. Służby ewentualnie przeciwdziałające temu procederowi zajęły pozycje taktyczne po przeciwległej prostej od trybuny i kierowały się nadrzędną zasadą byłego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski Pawła Janasa – „nie wpierdalać się”.

Również panowie w jaskrawych kamizelkach kręcący się przy wejściu zdecydowanie uprawiali sztukę dla sztuki i ich rola ograniczała się spełnienia warunków licencyjno-organizacyjnych. I to nam się właśnie podoba.

Widocznie uznali, że regulamin rozwiewa wszelkie wątpliwości.

I może rzeczywiście tak jest, bo pijących zbyt wielu nie dostrzegliśmy. Coś nam się jednak wydaje, że to zasługa do perfekcji opanowanej sztuki stadionowego alkokamuflażu.

 

CATERING:

Do sklepu ze stadionu jest jakieś 150 metrów (jeszcze jeden widzieliśmy właściwie naprzeciwko, ale wyglądał na zamknięty, choć uczciwie zeznamy, że nie sprawdzaliśmy). W środku na bogato. I choć jeszcze pod stadionem w Brześciu z apetytem skonsumowaliśmy przywieziony ze sobą w specjalnym termosie obiad (na ciepło!), to słodkim delikatnie w Lubaniu poprawiliśmy. Zaopatrzyliśmy się też w mały zapas wody mineralnej Krystynka z pobliskiego Ciechocinka.

Niestety, mimo przedłużenia funkcjonowania przybytku obok, nie załapaliśmy się na najlepsze lubańskie frykasy.

Coś mamy ostatnio szczęście do odpustów 😛

 

WC:

Toi toi przy wejściu.

Krystynka zrobiła swoje, kilka razy trzeba było zajrzeć. Czyściutko. Ale przyznamy się bez bicia, że krzaczki nieopodal wejścia też odwiedziliśmy. Są pewne standardy, poniżej których schodzić nie wypada.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie było. I choć nie jesteśmy aż takimi wielkimi fanami jak biletów, to jednak z zasady wolimy gdy jest niż nie ma.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Licho. Pewnie dlatego, że zdecydowanie częstszym widokiem na trybunie niż żel na włosach, bluza z kapturem i adidasy były siwa skroń, grube okulary i kaszkiet.

Oczywiście eksperckich wstawek nie brakowało, ale jakoś mało czuliśmy w nich zacięcia i zacietrzewienia. Jednym z najbardziej aktywnych był pan szeryf.

Ale i on tłumów nie porwał.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W sektorze gości z kolei dominowały długie włosy i śmichy-chichy.

 

TEKST MECZU:

– No, widzę sama sielanka się zebrała.

Wśród koneserów zdecydowanie panowała śmietankowa atmosfera.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Jeszcze odpalając auto po meczu w Brześciu Kujawskim nie byliśmy zdecydowani, czy wybrać się do Lubania, czy może jednak do Lubienia Kujawskiego, gdzie też grano o 16. Sprawy nie ułatwiał fakt, że z nazwy to prawie to samo 😛 Nos nas jednak nie zawiódł, bo w meczu Lubienianka – Start Radziejów było 0:0, a w Lubaniu trochę nastrzelali. Nie wiemy jak tam wyglądała tak zwana otoczka, ale tu nie było na co narzekać.