Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Lubienianka – Unia made by wagon pierwszy.

28.4.18, liga okręgowa kujawsko-pomorska (grupa II), Lubienianka Lubień KujawskiUnia Gniewkowo 0:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

83 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Drobinie. Skład i środek transportu pozostały bez zmian. Brak klimatyzacji w tym ostatnim również, co w pewnym momencie odbiło się na atmosferze w pojeździe. Na szczęście ostatnie kilometry w sielskich okolicznościach przyrody, w dodatku nowej dla nas okolicy, złagodziły obyczaje i na stadion dotarliśmy w pełnej komitywie.

 

BILETY:

Niestety, dla nas zabrakło. Dla pozostałych obecnych na stadionie też.

 

SPIKER:

Tu też, mimo najszczerszych chęci, nie mamy dobrych wiadomości. Miejscowi swojego artysty słowa mówionego jeszcze nie wychowali, a przyjezdni tym razem nie zabrali (a – przypomnijmy – bywało, że to on zabierał przyjezdnych). Tym razem zamiast pana Grzegorza sterami zasiadł pan Zbyszek. Jedno jednak pozostało bez zmian. Nadał łączy nas piłka!

 

Z PIWEM NA STADION:

Oczywiście, choć za płotem stacjonowali panowie w radiowozie i obnosić się ze spożywaniem nie polecamy. Dyskretnie, po cichutku można sobie jednak pozwolić na przesmarowanie podzespołów od środka. Zaprawiona w bojach delegacja z Gniewkowa udzieliła wzorowego instruktażu.

 

CATERING:

Nasza delegacja zatrzymała się po drodze w ekskluzywnej restauracji w Płocku, gdzie trzy osoby zjadły pełnowartościowy posiłek za łącznie 33 zł, więc na miejscu już szczęścia nie szukaliśmy. W miasto ruszyli za to po meczu piłkarze i kawałek musieli przedreptać. Bez samochodu, hulajnogi lub deskorolki w przerwie nie polecamy. Można nie zdążyć.

 

WC:

Początkowo wśród przyjezdnych poszła fama, że nie ma i trzeba lać pod mur, ale w końcu ktoś przytomny złapał za klamkę drzwi wejściowych znajdującego się kilkadziesiąt metrów od trybuny budynku szkoły. Okazały się otwarte. Za nimi były kolejne, również otwarte, a za nimi z kolei czynna toaleta. Do pięciogwiazdkowego hotelu trochę jej brakowało (jakieś cztery i pół gwiazdki), ale jak na mecz ligi okręgowej – duża klasa.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Schowana w magazynie.

Widać duży potencjał, ale niestety z niejasnych dla nas przyczyn wciąż nie może doczekać się debiutu w meczu pierwszego zespołu. Podejrzewamy, że – jak to kiedyś bywało z polskimi piłkarzami na Zachodzie – trener jej nie lubi.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Zorganizowanego brak, ale miejscowi koneserzy chętnie dzielili się z otoczeniem swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi boiskowych wydarzeń. Pozytywnie nastawieni, nie szukali prostackiej zaczepki, choć zabawnych złośliwości też nie szczędzili. Na trybunach towarzystwo siedziało wymieszane, mecz był na styku, nikomu z głowy włos nie spadł. Można?

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Czynnie angażujących się w doping około 15 osób, dwie flagi.

Pozostałych 20–30 wymieszanych z miejscowymi. Jak są wyniki i pogoda, to i 90 km nie stanowi przeszkody. Zwłaszcza autostradą. Dla wspólnych śpiewów pod szatnią to i drugie tyle warto pokonać.

 

TEKST MECZU:

– Nawet słynna Barcelona naszej Unii nie pokona!

Kibice z Gniewkowa wreszcie mogą odkurzyć starą śpiewkę, słyszaną na ich stadionie już w latach 90.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Jak nie kochać piłki w taką pogodę i na takim obiekcie?

Zwłaszcza jeśli można przy okazji urządzić mini zjazd rodzinny…