Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Marymont – UKS made by wagon pierwszy.

20.9.17, Tygodnik Piłkarskiego Niespokoju, dzień 3., Klasa B mazowiecka, grupa Warszawa III, Marymont WarszawaUKS Łady 2:0.

 

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

12 (w jedną stronę), samochodem w roli kierowcy. Dałoby się w miarę sprawnie ogarnąć trasę komunikacją publiczną i zadbać o nawilżenie strun głosowych, ale zdecydowanie nie zachęcała do tego pogoda, a i zależało nam też na jak najszybszym powrocie do domu. Ewentualne plusy nie przesłoniły więc minusów.

 

BILETY:

Brak. W przypadku klubu z taką historią jak Marymont – boli podwójnie.

 

SPIKER:

Brak. Zjawili się za to znani eksperci telewizji kartofliska.pl, czyli pan Ambasador i pan Prezes, w towarzystwie których mieliśmy przyjemność raczyć się widowiskiem, więc nieobecność osoby z urzędu oddelegowanej do pracy z mikrofonem pozostała właściwie niezauważona.

 

Z PIWEM NA STADION:

Jakoś się udało.

Uczciwie jednak przyznajmy, że zbyt trudno nie było. Mecz był ciut mniej organizacyjnie dopięty niż oficjalne urodziny królowej Elżbiety II lub obchody miesięcznicy smoleńskiej. Generalnie – niech żyje wolność, wolność i swoboda.

 

CATERING:

Nic. Do najbliższego sklepu kawałek raczej uniemożliwiający pieszą wyprawę po zakupy w przerwie. Na szczęście przyjechaliśmy solidnie posileni i zapasów nie trzeba było uzupełniać. Eksperci też głodem ni pragnieniem nie przymierali. Pan Prezes to się nawet bardziej niż symbolicznie spóźnił, bo pałaszował zupę w rodzinnym domu nieopodal stadionu.

 

WC:

Organizatorzy nie zaproponowali nic ze swojej strony. Na szczęście pielęgnowana przez lata stadionowa infrastruktura pozwala znaleźć odrobinę intymności w zasadzie nie ruszając się z trybuny.

Przynajmniej o tej porze roku. I już niedługo, bo jesień coś ostatnio wyjątkowo wyrywna.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety. Ani na „właściwym” stadionie, ani na tym paskudztwie za siatką tuż obok, na którym był rozgrywany mecz. Szkoda, bo jeśli jest coś, co mogłoby dodać temu obiektowi (znaczy temu „właściwemu”) jeszcze odrobiny uroku, to właśnie stylizowana na epokę tablica. Bo paskudztwu za siatką to tylko ciągnik z pługiem albo broną.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Szczątkowy. Mimo że na trybunie aż się gotowało.

Zdecydowanie najbardziej zaangażowany był pan Prezes.

Kilka razy dłoni i gardła nie pożałował. Nic dziwnego. Nie przypadkiem w stopce redakcyjnej jego konta twitterowego widnieje „1988-98 szef kibiców RKS Marymont”.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Niestety, wyprawa do Warszawy w środę w godzinach szczytu na mecz Serie B okazała się zbyt poważnym wyzwaniem.

 

TEKST MECZU:

– Wymyśliłem sobie, panie Waldemarze, że w tym tygodniu codziennie będę na meczu. W poniedziałek byłem w Nowym Dworze Mazowieckim, wczoraj w Łomiankach, jutro idę na Bednarską, a w piątek zmieniam region i idę w Toruniu na Pomorzanina.

– A z kim grają? Ciekawe, czy znam drużynę.

– Z Gromem Więcbork.

– Nie znam.

Pan Waldemar to wybitny specjalista, lecz tylko od warszawskiego futbolu. No ale taki wąski zakres to nic dziwnego. W końcu specjalista to ktoś, kto wie coraz więcej o coraz mniejszej liczbie rzeczy, aż w końcu wie wszystko o niczym…

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

No i komu by przeszkadzało, gdyby zagrali tu?