Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Mazur – Sparta made by wagon pierwszy.

4.3.17, IV liga mazowiecka, grupa południe, Mazur Karczew – Sparta Jazgarzew 1:0. Mecz rozegrano na bocznym boisku.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

40 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Piasecznie. Wagon trzeci marzy, by popłynąć na mecz statkiem i bardzo go w realizacji tego marzenia duchowo wspieramy, ale – jak na dobrych kolegów przystało – mieliśmy chytry plan, by zagrać mu na nosie i wpisać sobie do CV owo doświadczenie jako pierwsi. Między oddaloną od Piaseczna miejscowością Gassy a Karczewem można się bowiem przeprawić przez Wisłę promem. Zrobiliśmy wprawdzie rozeznanie, z którego jasno wynikało, że zaczyna on kursować w końcówce marca, ale łudziliśmy się, że ładna pogoda, że weekend… Czasu mieliśmy odpowiedni zapas, więc spróbowaliśmy. Niestety, zastaliśmy tylko stado wędkarzy, motocyklistów, rowerzystów i spacerowiczów oraz takie obrazki.

Nawigacja pokazywała nam, że do celu mamy jakieś trzy kilometry, ale niestety – w naszym wiernym towarzyszu meczowych wypraw popsuła się funkcja „amfibia” i z trzech kilometrów zrobiło się 30. Przez most w Górze Kalwarii.

 

BILETY:

Całkiem zgrabne, w cenie 7 zł. Wchodzący przed nami na stadion starsi panowie dwaj – mimo bohaterskiej postawy młodzieńców zajmujących się dystrybucją – z urzędowo narzuconej ceny utargowali po dwa złote na sztuce metodą „na wnuczka” „na emeryta”. Niestety, stała się rzecz niebywała i bardzo dla nas przykra. Otóż, gdy właśnie zajrzeliśmy do portfela, by dobyć biletu i go dla was sfotografować, okazało się, że nie ma czego dobywać. Zgubiliśmy. A zbieramy… Jeśli ktoś z fanów Mazura zechciałby oddać swój egzemplarz – uprzejmie prosimy o kontakt.

W kasie do pobrania była też zgrabnie wydana klubowa gazetka. Gratis. Jej nie zgubiliśmy. A nie zbieramy…

 

SPIKER:

Tym razem nie mógł skorzystać z tej oto perełki, dumnie prezentującej swe wdzięki przy głównym, trawiastym boisku.

Nie ma jednak tego złego, co na dobre by nie wyszło. Potrzeba jest matką wynalazku, więc w Karczewie postawiono na multifunkcjonalność. Stanowisko spikera płynnie przechodziło w punkt gastronomiczny. Coś fantastycznego.

Co do merytorycznego przygotowania fachowca z mikrofonem w dłoni oraz stylu przekazywania niezbędnych przeciętnemu zjadaczowi widowisk piłkarskich informacji – jednoosobowa komisja weryfikacyjna w osobie wagonu pierwszego nie zgłasza poważniejszych zastrzeżeń.

 

Z PIWEM NA STADION:

Można, ale radzimy uważać, bo niedaleko boiska zaparkowały dwa radiowozy z dzielnymi stróżami praworządności porządku w środku. Na trybunie piwo spożywano, ale dyskretnie. Nie było po nikim widać, że mógł spożyć już sześć i zakąsić dwusetką czystej.

 

CATERING:

Oferta skromna, ale atrakcyjna. Kawa i herbata w cenie 2 zł. Niestety, nie przyuważyliśmy, czy obowiązuje samoobsługa, czy w obowiązki barmana wciela się pan spiker lub któraś z osób mu towarzyszących. Termos – stadiony świata!

 

WC:

Połączenie stanowiska spikera z punktem gastronomicznym to niejedyny karczewski wynalazek. Na stadionie Mazura można też bowiem załatwić się jednocześnie w krzakach i w budynku.

W przypadku meczów rozgrywanych na bocznym, sztucznym boisku to jednak nieco kłopotliwe rozwiązanie. Daleko. Nie polecamy zostawiać spraw na ostatnią chwilę.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Brak takowej.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nie prowadzono. Co nie znaczy, że nic się nie działo. Brylowali zwłaszcza ten pan:

I ten pan:

Pan Witek, mimo upływu lat i ciągnącego się za nim smrodku związanego z udziałem w aferze korupcyjnej, nic nie stracił z dawnego wigoru, humoru i rubaszności, za które uwielbiali go widzowie „Ligi+”. Otoczony wianuszkiem słuchaczy rozdawał anegdoty i cięte riposty na lewo i prawo. Dziadunio z szalikiem sprawiał wrażenie nieco zagubionego. Traktowano go z pobłażliwością, ale i szacunkiem. I o to chodzi.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Incognito. „Brawo, Sparta!” kilka razy się jednak komuś na trybunie wyrwało.

 

TEKST MECZU:

– Jakieś cienkie palisz… Marycha!

Pan Witek do jednego ze swoich towarzyszy.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Kolejne miejsce do listy pod tytułem „warto wrócić”. Tylko że już koniecznie na mecz rozgrywany na trawce. Choćby to po, żeby zobaczyć, jak w warunkach bojowych spisuje się sektor dla gości.

A gdyby jeszcze się tak cudownie odnalazł nasz zagubiony bilet…