Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu MKS – Stal made by Wagon Trzeci.

4.3.17, 1 Liga, MKS KluczborkStal Mielec 0:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

47 (w jedną stronę) z poprzedniego meczu, samochodem, oczywiście w roli pasażera. Bonusowe spotkanie wycieczki na południe mogłem obejrzeć dzięki zaproszeniu od znajomego redaktora mojewielkiemecze.wodip.opole.pl, który wybierał się nie w towarzystwie redaktora trzirogielwe.blogspot.com oraz jeszcze jednego kolegi i znalazł miejsce w aucie dla turysty z dalekiej północy – jeszcze raz wielkie dzięki!

 

BILETY:

18 PLN, kupione w kasie tuż przed meczem. Durny przepis wymuszający identyfikację kibiców i konieczność wylegitymowania się przy zakupie oczywiście spowodował zator w punktach dystrybucji, na szczęście otwarto trzy okienka, dzięki czemu na stadion wpadliśmy tuż po pierwszym gwizdku.

Bilety oprócz tego, że są imienne, są przypisane do trybuny i sektora, ale po minięciu bramki absolutnie nikt tego nie weryfikuje, dzięki czemu mieliśmy możliwość sprawdzić widoczność z różnych punktów. Niestety również w Kluczborku zdecydowano się na paragonopodobny wydruk z kasy fiskalnej – rozwiązanie to jest pewnie tanie, ale całkowicie pozbawione duszy. Wartość kolekcjonerska takiej wejściówki jest niestety żadna, bo wydruk z czasem wyblaknie, jak każdy paragon.

 

SPIKER:

Tembr głosu sugerował, że całkiem niedawno zakończył wiek juniorski, więc można mu wybaczyć, że w pewnym momencie nie ogarnął czy żółtą kartkę obejrzał bramkarz drużyny gospodarzy, czy przyjezdnych.

 

Z PIWEM NA STADION:

Czy ochrona wpuści z butelką to wątpię, ale z rowerem można wejść na pewno.

 

CATERING:

Piwo 5, kiełbasa 10 PLN. Porcja giętej całkiem spora i całkiem smaczna, a do wyboru były także frytki, zapiekanki i hot-dogi. Wielu widzów skubie też prażony słonecznik, zostawiając po sobie kupki łupin. Chyba kiedyś będę musiał też spróbować.

 

WC:

Toi-toie w liczbie niewystarczającej, przynajmniej w trakcie przerwy. Lepiej wytrzymać do końca meczu i skorzystać z dobrodziejstw parku, w którym mieści się stadion.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Prosta elektronika na łuku za jedną z bramek. Jak na mój gust to trochę mały format, albo za duża odległość.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Teoretycznie istnieje sektor dopingowy i teoretycznie był na nim 20-30 osobowy młyn. Teoretycznie był też bęben. Faktycznie było jednak cicho, poza może trzema skromnymi wyjątkami. Na płocie jedna flaga i trans dla Żołnierzy Wyklętych.

Znacznie głośniej było na trybunie krytej, z której leciały liczne „kurwy” i „chuje”, a po meczu nawet paczki słonecznika. Była też mała szarpanina, w którą prawdopodobnie zamieszani byli jacyś działacze.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W klatce 11 osób, barw, flag i dopingu nie zarejestrowano.

 

TEKST MECZU:

– Ty świnio pierońska!

Tego się nie da skomentować, to trzeba usłyszeć. Facet który to krzyczał komentował właściwie cały mecz, a głos miał taki, że było go słychać na trybunie po przeciwległej stronie boiska. Miszcz…

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Z boiska wiało dramatem, poziom sędziowania to dno i kilometr mułu, ale ogólne wrażenie pozostanie pozytywne. Klimat rodem z okręgówki na zapleczu tak zwanej Ekstraklasy i trybuna z drewnianą konstrukcją dachu, która była w zasadzie jednym wielkim miejscem z ograniczoną widocznością – jeśli komuś nie zasłaniały słupy, z pewnością robił to płot.

Niestety nigdy nie było mi dane być na meczu ekstraklasowej Amiki Wronki ani Groclinu w czasach świetności, ale w głowie mam takie wyobrażenie klimatu tych spotkań, jakiego było mi dane doświadczyć w Kluczborku. Chyba najwyższy czas zacząć planować „Operację Nieciecza” 😉