Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu MKS – LKS made by wagon pierwszy.

4.11.17, Klasa A mazowiecka, grupa Radom II, MKS WyśmierzyceLKS Potworów 2:3.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

50 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Drwalewie, znów za kółkiem. A najpiękniejsze jest to, że mieliśmy jechać zupełnie gdzieś indziej. To znaczy – mieliśmy i nie mieliśmy, bo jeszcze podczas pierwszego starcia sami nie wiedzieliśmy, czego chcemy. Wprawdzie gdy planowaliśmy sobotni #meczing, Wyśmierzyce znalazły się w obszarze wstępnych zainteresowań, ale gdy zerknęliśmy na mapę i spostrzegliśmy, że będziemy musieli o kolejnych 50 kilometrów oddalić się od ciepła domowego ogniska, postanowiliśmy jednak poszukać szczęścia gdzieś bliżej (w grze były dwie opcje). Napotkani w Drwalewie stary i nowi znajomi byli jednak mocno ofensywnie nastawieni na taki a nie inny kierunek, a gdy w dodatku uświadomili nam, że to ostatnia okazja, by zobaczyć wielką piłkę w Wyśmierzycach jako najmniejszym mieście w Polsce, aż cmoknęliśmy z zachwytu na taką perspektywę.

Dlaczego ostatnia? Ano 1 stycznia 2018 roku prawa miejskie odzyska prawie dwa razy mniejsza od Wyśmierzyc Wiślica i – jak to się ładnie mówi (zwłaszcza w okresie przedświątecznym) – uj bombki strzeli.

 

BILETY:

Niestety, nikt nie wpadł na pomysł, by epokowe wydarzenie uczcić emisją okolicznościowego świstka papieru. Chociaż… Ale o tym za momencik.

 

SPIKER:

Ani widu, ani słychu.

 

Z PIWEM NA STADION:

Wnieść można każdą ilość, ale ze spożyciem już gorzej, o czym przekonał się jeden z uczestników naszej wycieczki, zakwalifikowany przez wypełniaczy radiowozu do rządowego programy „sto minus”.

Klasyczna przypierdalanka, bo spożywanie było megadyskretne, bez widocznych symptomów przeholowania z procederem oraz zakłócania czegokolwiek i komukolwiek. No i niestety mimo tradycyjnych w takich okolicznościach ofiarnych negocjacji, akurat tu bez wręczenia okolicznościowego świstka papieru już się nie obyło.

Wszystko postawione na głowie. Jak mają dawać, to nie dają, a jak mogliby sobie darować, to nie – na siłę wciskają. Bierz pan i nie dyskutuj.

Musieli być panowie chyba bardzo z siebie zadowoleni, bo w tej euforii po przyskrzynieniu na gorącym uczynku groźnego przestępcy kręcili się później w kółko po parkingu jak chomiki w karuzeli. Zatankowane za państwowe, to trzeba spalić. 15 lat do emerytury szybciej zleci.

Zawsze i wszędzie…

 

CATERING:

Na stadionie nic. Ale przed meczem mieliśmy trochę czasu, by uzupełnić zapasy.

Pączki prima sort. Chyba miejscowe, bo za sklepem, ale w obrębie tej samej posesji, stoi piekarnia.

Na oranżadę też złego słowa powiedzieć nie pozwolimy.

No i mandatu za nią nie dają 😛

 

WC:

Bardzo świetne.

Wprawdzie z klasyczną dziurą w podłodze, umożliwiającą następcom Piotra Żyły ćwiczenie tak zwanej pozycji dojazdowej, ale chyba fachura stawiał, bo podczas korzystania można było nawet wziąć oddech bez żołądkowych konsekwencji. Albo dawno nikt nie ćwiczył i wszystko przyschło :–P

 

TABLICA WYNIKÓW:

Ukonstytuowana naprędce wysoka Komisja Uważnie Rozkminiająca Wygląd Architektury (skrótu może lepiej podawać nie będziemy) niestety stwierdziła brak takowego urządzenia.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Brak. Bo za taki nie uznajemy doprowadzającego nas do szewskiej pasji wuwuzelowania, a niestety na wyśmierzyckim obiekcie znalazło się dwóch amatorów dęcia w trąbki. Zamiast ścigać biednego Adriana Zielińskiego, Polska Agencja Antydopingowa powinna zająć się czymś poważnym. Na przykład wuwuzelami na stadionach.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Poza piszącym te słowa i jego towarzystwem najprawdopodobniej nie. Zresztą baczną uwagę panów z radiowozu zawdzięczaliśmy podobno właśnie temu, że zostaliśmy wzięci przez miejscowych za kibiców gości.

 

TEKST MECZU:

– Kobita to do kuchni, a nie za piłkę się bierze!

Czekaliśmy na te słowa, gdy tylko panów piłkarzy wyprowadziła na boisko pani z gwizdkiem. Zaczęliśmy już jednak wątpić w ludzkość, ale szczęśliwie w 89. minucie padły. Oczywiście z ust typowego maczo z przyżółkłym od szlugów wąsem i solidnie wypracowaną ciążą spożywczą.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Stadion może nie jakiś superurokliwy, ale strawny, otoczenie kojące, pogoda też dopisała. No i mecz trafił się kozacki, bo gospodarze przegrywali już 0:3, jeden z ich asów obejrzał czerwo, a mimo to ambitnie gonili i prawie dogonili. Tym bardziej szkoda, że panowie milicjanci byli łaskawi wpierdzielić się między wódkę a zakąskę i popsuć klimat, bo było naprawdę miło.