Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Mustang – Gryf made by wagon pierwszy.

21.10.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa I, Mustang OstaszewoGryf Sicienko 4:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

33 (w jedną stronę), oczywiście za kierownicą własnego auta. Czasem marudzimy, że to już trochę nudne, a i browara się nawet jak porządny kibic napić nie można, ale o tej porze roku takie rozwiązanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Zwłaszcza jeśli zaraz po końcowym gwizdku trzeba pędzić na kolejny mecz.

Ale jeśli ktoś nie ma prawa jazdy/auta/ochoty prowadzić, za to dysponuje sporą ilością wolnego czasu, by dotrzeć na meczing do Ostaszewa śmiało może skorzystać z Pociągu do Futbolu.

Kiedyś i my musimy się w końcu skusić.

 

BILETY:

Przy wejściu kręciło się trzech jegomości w odblaskowych kamizelkach, ale jako starzy wyjadacze widowisk piłkarskich nie daliśmy się nabrać i na taki widok serce (ani nic innego) nam nie drgnęło. Za słabe to były poszlaki, by łudzić się perspektywą wzbogacenia bezcennej kolekcji wejściówek. No i niestety przeczucie nas nie zawiodło.

 

SPIKER:

To nawet nie było śladu poszlak.

 

Z PIWEM NA STADION:

Spokojnie. Jedynym obowiązkiem panów przy wejściu było włożenie na grzbiety odblaskowych kamizelek. Na stadionie spożywających chłodzących lub rozgrzewających mikstur jednak nie zauważyliśmy.

Co innego w loży tuż za płotem.

Zdecydowanie postawiono na grzanie.

 

CATERING:

Od naszej poprzedniej wizyty w Ostaszewie nic się nie zmieniło – do dwóch mijanych po drodze sklepów zbyt daleko, by wyrobić się z zakupami podczas przerwy, nadal też nie wiemy, gdzie jest ten rzekomo najbliższy.

Za to nastąpił zwrot o 180 stopni, jeśli chodzi o wyżerkę pozostającą w gestii klubu. Ostatnio napisaliśmy, że pod szatniami po meczu coś smażyło się na grillu, ale nas na konsumpcję nie zaproszono. Tym razem oficjalna propozycja wspólnego spałaszowania kiełbasy się pojawiła. Z uwagi na napięty harmonogram z bólem żołądka musieliśmy odmówić, ale nie cieszcie się, drodzy ludzie Mustanga, przedwcześnie. Kiedyś bezczelnie się przypomnimy.

Poza tym żadnego grilla tym razem nie widzieliśmy. I pewnie dlatego nas zaproszono 😛

 

WC:

Właśnie się zastanawiamy, jakim cudem ostatnio przegapiliśmy stojące naprzeciwko trybuny toi toie i napisaliśmy, że najbliższa cywilizowana opcja dopiero w szatni.

Skorzystaliśmy jednak z coraz rzadziej porośniętych o tej porze roku krzaczków

 

TABLICA WYNIKÓW & TEKST MECZU:

– Nagrał pan to?

– Niestety nie.

– Uuuuu, to nie wiem, czy może pan tu zostać, bo w tym miejscu nie można stać…

– A gdybym nagrał, to mógłbym?

– Nie no, żartuję. Tylko niech pan dobrze o nas pisze. Niech pan napisze, że tablica dzisiaj działała, bo inwestor niezadowolony…

Tak więc – tablica działała.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Młyn Tura Jaktorów wydawał nam się młody, ale w porównaniu z tym z Ostaszewa jawi nam się teraz jako grupa dziadków.

Młodzież trochę pośpiewała, trochę pokrzyczała, trochę popiszczała, ale przede wszystkim się dobrze bawiła. I kulturalnie.

Czasem nawet udało się zainspirować panów w odblaskowych kamizelkach oraz rozgrzewającą się lożę VIP.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nic a nic.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Przyjemne miejsce, od oglądania meczu oczy nawet nie bolały. Szkoda tylko, że ludzi na trybunach garstka. No i tej niezjedzonej kiełbasy nie możemy przeboleć do dziś…