Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Mustang – Iskra made by wagon pierwszy feat. Wagon Trzeci.

26.8.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa I, Mustang OstaszewoIskra Ciechocin 2:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

33 (w jedną stronę), jak w zdecydowanej większości przypadków – samochodem w roli kierowcy. Za to przypadków, w których mamy zaszczyt zajechać w rewiry Wagonu Trzeciego celem zabrania go na wspólny wypad na #meczing jest na naszym futbolowym szlaku zdecydowanie mniej, więc z tym większą estymą podkreślamy, że tym razem taki właśnie się wydarzył. Wagon Trzeci, jak na syna kolejarzy przystało, niezawodnie czekał w wyznaczonym miejscu o umówionej godzinie, poczynił też zlecone sprawunki. Dobra, już koniec tego chwalenia, bo jeszcze chłopinie woda sodowa uszami zacznie się sączyć, a to chyba niezdrowe.

Tak czy inaczej – w komplecie pognaliśmy na miejsce, nie doznając raczej podczas pokonywania trasy większych wzruszeń. Może dlatego, że okolica dość znana i opatrzona.

 

BILETY:

Niestety. Furtka otwarta, a przy niej żywej duszy.

 

SPIKER:

Tu również poważne braki kadrowe. Ale do zamknięcia okna transferowego jeszcze trochę pozostało, więc może wkrótce coś się zmieni na tym odcinku frontu.

 

Z PIWEM NA STADION:

Wdychając przy wejściu swojski aromat świeżo użyźnionego kawałka trawnika próbowaliśmy doczytać, co na tę okoliczność stanowi regulamin.

Jako że nie udało się uzyskać jednoznacznej ekspertyzy od zaprzyjaźnionego mecenasa, postanowiliśmy zadziałać w myśl jednej z fundamentalnych zasad prawa i rozstrzygnęliśmy wątpliwości na korzyść oskarżonych zainteresowanych, czyli nas.

Wagon Trzeci przyjął sprawiedliwie po jednej sztuce dla każdej nerki. Piszący te słowa pragnienie musiał gasić Muszynianką.

 

CATERING:

Po drodze autem minęliśmy sąsiadujące przez miedzę dwa sklepy, ale piesza wyprawa do nich w przerwie to dla chyba zbyt poważne wyzwanie dla kogoś, kto choćby półzawodowo nie uprawia biegów średnich lub długich. Z racji kilku wcześniejszych wizyt znacznie lepiej obeznany z okolicą Wagon Trzeci znał jednak bliższą, choć nieco schowaną w bocznej ulicy, opcję. W potrzebie jednak nie byliśmy i nie skorzystaliśmy. Podobnie jak z dobrodziejstw przygotowywanych już mniej więcej od początku drugiej połowy nieopodal boiska, w drodze do szatni.

W gary nie zaglądaliśmy, ale pewnie hołdowano staropolskiej tradycji i pałaszowano giętą meczową, a być może nawet kaszankę z cebulką. Nas nie zaproszono, ale też nie afiszowaliśmy się z naszym pseudoVIP-owskim statusem, więc pretensji ni żalu do nikogo nie mamy. Na zdrowie!

 

WC:

Zdaje się, że dopiero w szatni, a ponieważ znacznie bliżej, a w dodatku nieco na uboczu, rosły bujne jeszcze o tej porze roku krzaczki, wybór mógł być tylko jeden.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Jest i nawet obiecująco wygląda.

Pełniła jednak jedynie funkcję dekoracyjną, bo nie działała/nie była obsługiwana. Wagon Trzeci uprzejmie donosi, że jest to stan permanentny, więc kto wie, czy nie wpadliśmy na trop wielkiej międzynarodowej afery i czy aby ktoś nie zapłacił za pełnowartościowy produkt, a dostał atrapę…

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Aparatura pomiarowa nie wykazała. Po stadionie kręciło się kilka osób w różnej maści koszulkach w barwach i z herbem Mustanga, ale na werbalne wsparcie miejscowych piłkarzy to się nie przełożyło.

Zawiodło nas też zasiadające w naprędce własnoręcznie skonstruowanym w cieniu sektorze grono koneserów, z pokorą przyjmujące boiskowe wydarzenia.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Dające się policzyć na palcach jednej ręki jednostki, uaktywniające się tylko po golach strzelonych przez gości.

 

TEKST MECZU:

– A co pan robi za zdjęcie?

– Chłopaków, jak szukają piłki w polu.

– A z jakiej racji? Po co panu?

– A w czym problem?

– To moi zawodnicy.

– To pan jest właścicielem Iskry?

– Dobra… Zrobił wam trzy zdjęcia!

Słyszeliśmy już o grających trenerach, trafiliśmy też kiedyś na mecz z udziałem grającego prezesa, ale grający właściciel klubu to na poziomie okręgówki rzecz raczej mało powszechna. Choć grający to trochę za dużo powiedziane… Przez chwilę chcieliśmy nawet pociągnąć jeszcze tę przeciekawą dyskusję i przedstawić się „właścicielowi” też jako właściciele, ale tego deptanego pola, ale – w sumie nie wiemy dlaczego – machnęliśmy ręką.

A zainteresowanych serdecznie przepraszamy, że robiąc i publikując to zdjęcie zniszczyliśmy im życie.

Teraz już na pewno narzeczone zerwą z wami zaręczyny, rodzice was wydziedziczą, pracodawcy wyrzucą z roboty, a starając się o kolejną posadę za każdym razem usłyszycie: „A, to wy szukaliście piłki w polu w Ostaszewie?! Do widzenia!”. Sorry.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Źle nie było – miejsce znośne, murawa jak stół bilardowy, od meczu oczy nie bolały, słońce przygrzewało, wyprawa dwuwagonowa. Szkoda tylko, że jeśli chodzi o otoczkę, to najciekawiej było pewnie przy grillu.