10 marca 2019, godz. 14:00, 18. kolejka świętokrzyskiej IV ligi, Końskie, ul. Sportowa 13.

NEPTUN KOŃSKIE – PARTYZANT RADOSZYCE 1:0.

MECZ NR: 8/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 158.

TEMPERATURA: 8 stopni Celsjusza.

BILETY: 6 zł.

Niczego sobie. Bardziej jednak przypadł nam do gustu zachęcający do przyjścia na stadion i kupna biletu plakat.

Do zdjęcia na potrzeby obu produkcji pozował chyba ten sam model.

SPIKER: Rzecz jasna.

Pan spiker był naszym – nazwijmy to – kontaktem operacyjnym, u którego zapowiedzieliśmy nasz przyjazd, który „rozprowadził” nas po obiekcie i wyposażył w ciekawe informacje.

Co do warsztatu – bez zarzutu. Głos klasycznie radiowy, do zajęć przygotowany jak wzorowy student.

A gdyby nieszczęśliwie zaniemógł, klub infrastrukturalnie przygotowany jest na szybkie wdrożenie zmiennika.

To się nazywa zapobiegawczość!

CATERING: Brak. Swojego też wnieść nie można.

Misja „100 meczów na 100-lecie PZPN” czasem otwiera nam jednak drzwi do niedostępnych w innych okolicznościach miejsc. Przy okazji wręczania prezesowi Neptuna Grzegorzowi Telce coraz słynniejszego i bardziej pożądanego proporczyka, zostaliśmy zaproszeni na małą degustację wyrobów jednego z klubowych sponsorów. Swojska kiełbasa, kaszanka, pasztetowa… Coś wspaniałego. Uprzedzając pytanie – swojskich wyrobów innego typu (takich płynnych) nie było.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: Toi-toi.

Tęsknym wzrokiem wiedliśmy jednak za klasykiem, w zapomnieniu dogorywającym w kącie stadionu.

Niestety, nie pełni już roli, do której został stworzony, bo został przerobiony na coś pomiędzy śmietnikiem a składem rupieci.

 

Na nasz debiut na świętokrzyskich trybunach (nie tylko podczas „100 meczów na 100-lecie PZPN”, ale w ogóle w całym, niekrótkim już życiu) wybraliśmy derby powiatu koneckiego. I niestety, gdybyśmy mieli ograniczyć się do wrażeń tylko z boiska, to nawet przypalani żelazkiem czy łamani na kole nie powiedzielibyśmy, że byliśmy świadkami wyjątkowego widowiska. – Derby to chyba teraz działacze bardziej przeżywają niż zawodnicy – powiedział w pewnym momencie pan spiker (oczywiście nie do mikrofonu). Z boiska nudą może nie wiało, ale trudno byłoby zakochać się w piłce nożnej po obejrzeniu tylko tego jednego meczu. Liczyliśmy na wojnę (zwłaszcza że grał Partyzant), a trafiliśmy na imieniny u cioci Leokadii. Nawet gości na nich (czytaj: kibiców) było, jak zapewniał pan spiker, sporo mniej niż zwykle na starciach ekip z Końskich i Radoszyc.

Na szczęście na pozostałe atrakcje nie można powiedzieć złego słowa. Stadion, choć najlepsze lata stanowczo już za nim, ma w sobie coś urzekającego. Niedawno za 100 tys. zł z budżetu obywatelskiego wymieniono kilkadziesiąt krzesełek i zbudowano nad nimi zadaszenie. Kolejnych większych inwestycji w najbliższym czasie trudno się jednak spodziewać, bo w mieście rozpoczęły się prace przy budowie nowego obiektu na potrzeby piłki nożnej i lekkoatletyki za ponad 3,5 mln zł. Tam docelowo Neptun ma grać w III lidze, bo w klubie nikt nie ukrywał i nie ukrywa, że celem na sezon 2018/19 jest awans. Poczyniono ku temu inwestycje, pozyskano kilku piłkarzy z doświadczeniem nawet z ekstraklasy (Łukasz Jamróz). Niespodziewanie jednak dla działaczy z Końskich, przed rozgrywkami do grona świętokrzyskich czwartoligowców dokooptowano rezerwy Korony Kielce. W Neptunie zdają sobie sprawę, że jeśli lokalny potentat będzie chciał mieć swój drugi zespół w III lidze, to bardzo trudno będzie go zdystansować. Na razie lider Korona II wyprzedza wicelidera Neptuna o trzy punkty. Awansuje jeden zespół. Kto w czerwcu zaparkuje klasę wyżej?

Była też szansa na powrót z Końskich w jeszcze lepszym humorze, za sprawą tego sympatycznego jegomościa.

W przerwie wśród kibiców, którzy kupili bilety, losowane są nagrody w postaci bonów zakupowych w sklepie jednego ze sponsorów. Niestety, tym razem szczęście się do nas nie uśmiechnęło…

Oby pan mrówek przyniósł je za to piłkarzom.