Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Noteć – Zagłębie made by wagon pierwszy.

29.10.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Noteć GębiceZagłębie Piechcin 2:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

7 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Ostrowie. Czasu było niewiele, bo pierwsze spotkanie o 11, a drugie o 13, ale odległość też nie powalała na kolana. W dodatku jeśli czytaliście podsumowanie szlagieru Grom – Cukrownik (z innego rozwiązania nawet nie bierzemy pod uwagę), to wiecie, że warunki raczej nie zachęcały pana arbitra to przesadnego doliczania czasu gry i wprowadzenia w nasze szeregi komunikacyjnego niepokoju. Raczej spodziewaliśmy się, że skróci męczarnie wszystkich o kilka minut.

Tak czy inaczej – obyło się bez komplikacji i na luzie zdążyliśmy. Bramy wielkiego futbolu znów stały przed nami otworem.

 

BILETY:

Brak, a w ślad za nim nasz wielki żal. Proponowaliśmy już kiedyś, że nawet jeśli klub nie zamierza zasilać swojej kasy nędznym kibicowskim groszem, a przede wszystkim pierdzielić się z idącym z tym w parze administracyjnym zamieszaniem, to niechże chociaż wydaje darmowe, pamiątkowe wejściówki. Dziś ktoś przytomny na Twitterze podsunął nieco stuningowane rozwiązanie – pieczątki, takie jak w schroniskach turystycznych. Koszt żaden, a dla niektórych frajda. Może być, chociaż nadal wolimy kawałek papierka.

 

SPIKER:

Brak. Tu na razie nie mamy sensownego pomysłu na substytut.

 

Z PIWEM NA STADION:

Regulamin regulaminem…

…życie życiem. Zainteresowanie jednak znikome. Podejrzewamy, że urywający głowy wiatr miał pewien wpływ na taki obrót sprawy. Tak tak, wagonie trzeci, wiemy, że wypiłbyś sześć i jeszcze po drodze poprosił o przystanek nad jeziorem, byś mógł schłodzić się w jego wodach, a my jesteśmy miękkie faje. Ale mimo takiej opinii co wieczór zasypiamy spokojnie.

 

CATERING:

Na stadionie bez szans, po drodze z Ostrowa też nic nie zauważyliśmy, ale że mecz zaczynał się w porze dla nas jeszcze mocno przedobiedniej, a po powrocie miała na nas czekać klasyczna niedzielna wyżerka u mamusi, nie byliśmy zbytnio zdeterminowani w poszukiwaniach.

 

WC:

Śliczniutkie.

Niestety, zamknięte, a wyblakłe już mocno ślady kierujące przedstawicieli obu płci do osobnych kabin sugerują, że taki stan rzeczy trwa już od dłuższego czasu. Na szczęście ten piękny obiekt nie zatracił swych walorów maskujących i przy jego pomocy można się dość skutecznie odizolować od otoczenia.

Jeśli ktoś jednak szuka bardziej cieplarnianych warunków, niech spróbuje w budynku klubowym z szatniami.

Nie gwarantujemy jednak, że znajdzie, bo sami takich poszukiwań nie uskutecznialiśmy.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Ni cholery.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nie prowadzili, choć braku ekscytacji wydarzeniami boiskowymi nielicznym, ale fanatycznym odmówić nie można. Prym wiodło trio, które prawdopodobnie już z niejednego piłkarskiego pieca chleb jadło, a bardzo prawdopodobne, że i zęby na nim sobie połamało.

Nie było to jednak coś, czego już gdzieś indziej nie widzieliśmy lub nie słyszeliśmy. Ot, krajowa norma.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Około 15–20 osób.

Z cieplutkiego autokaru wyskoczyli tuż przed pierwszym gwizdkiem, czmychnęli też do niego zaraz po zakończeniu pierwszej połowy (ale na drugą wyszli).

Klatkę zostawili pustą.

 

TEKST MECZU:

– Syndziowie do poprawki. Do drugi klasy i to do tych nieuków. Jak chceta wynik ustawić, to od razu podejta wynik i pójdzim do dumu. Nie bydzim tu marznuńć.

Stadionowy triumwirat miewał bardzo dobre pomysły.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Nie ukrywamy, że jednym z czynników, które przywiodły nas do Gębic, była chęć zobaczenia w akcji bramkarza Noteci, pana Przemka.

Niestety, sprawy rodzinne zatrzymały postrach kujawsko-pomorskich napastników w domu.

W stadionie spory potencjał i chyba w ludziach tu regularnie zaglądających też. Niestety, nie do końca potrafiliśmy wszystko należycie przyjąć i się tym cieszyć. Po wizycie w Ostrowie czuliśmy się bowiem trochę tak, jakby nas walec przejechał…