Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Odd Down – Bitton  made by Wagon Trzeci.

7.10.17, Western Football League Premier Division (dziewiąty poziom angielski), Odd Down AFCBitton A.F.C. 2:2, The Western League Groundhopp – mecz czwarty.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

11 (w jedną stronę), niezmiennie busem z poprzedniego meczu. W zasadzie mieliśmy opcję, żeby podjechać autem z naszym nowo poznanym ziomkiem, ale jednak postanowiliśmy kontynuować zorganizowaną eskapadę w towarzystwie stetryczałych angielskich groundhopperów. Trochę zobligowało nas do tego sprawdzanie listy obecności, a trochę… cóż, jak się wyjebie trzydzieści parę funtów na kilka kursów busem to potem głupio jest się przesiąść w furę 😛

 

TICKETS/BILETY:

Wjazd 6 £, tym razem za fizycznym pokwitowaniem. No chyba, że ktoś miał wcześniej opłacony karnet. Niektórzy uczestnicy The Western League Groundhopp paradowali z tymi karnetami oprawionymi w przezroczyste etui zawieszonymi na szyi jak z akredytacjami. Mam nadzieję, że nigdy mi tak na głowę nie padnie 😉

 

SPIKER/TABLICA WYNIKÓW:

Na żadnym z wcześniej obejrzanych spotkań takich cudów nie było. Na tym tak samo. I uprzedzając fakty, na kolejnym też. No i chuj, no i cześć.

 

Z PIWEM NA STADION:

Można, ale po co, jak knajpa jest? Parę funciaków można by niby oszczędzić, ale dla mnie możliwość korzystania z dobrodziejstw stadionowych punktów dystrybucji dóbr wszelakich, jest nieodłączną częścią futbolowego zwiedzania świata.

I to częścią, którą lubię chyba najbardziej ze wszystkich, więc…

 

CATERING:

… nie mogłem sobie odmówić strzelenia Guinessa, a potem jeszcze kilku ale. Ceny takie jak wszędzie, czyli w okolicach 3£. Zanim jednak przeszedłem na napoje zasadnicze musiałem chociaż raz spróbować słynnej angielskiej herbaty oraz ciasta, zwłaszcza, że mecz rozgrywany był w okolicach five o’clock.

I za to, i za to wołali funta. Ile wołali za inne dostępne przekąski, nie mam zielonego pojęcia.

 

WC:

Atak na pisuar był pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po opuszczeniu busa, i pierwszą, którą zamierzałem zrobić w po gwizdku kończącym pierwszą połowę. Przed meczem poszło sprawnie, w przerwie barowa toaleta okazała się niewydolność,  więc wykorzystałem lukę między płotem, a zapleczem budynku klubowego.

 

DOPING MIEJSCOWYCH/ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Tak jak pisałem we wcześniejszych angielskich relacjach, zorganizowany groundhopp całkowicie zaburza prawdziwy, społeczny charakter meczu w realiach Non League Football. Dla mnie jako uczestnika jest to ciekawe i ma jakiś urok, ale jako autochton pewnie czułbym się dziwnie, gdyby mój stadion całkowicie zdominowała horda świrów z aparatami fotograficznymi, którą tak naprawdę pierdoli czy wygrają „nasi” czy „tamci”.

Chyba zaczynam rozumieć Ultras Beskid Andrychów i słynną akcję ze „zjebanymi groundhopperami” 😛

 

TEKST MECZU:

Oh my God, what is that language?

Do dzisiaj nie wiem, czy grymas zaskoczenia i dezaprobaty na twarzy kobiety spotkanej na fajce przed pubem, był wynikiem kontaktu słuchowego z masą zlepek „śżczszńąźdż” czy staropolską ”kurwą” stosowaną jako przecinek między nimi, ergo wynikiem świadomości, czy też jej braku?

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Zapchane groundhopperami czy też nie, angielskie stadiony jednak mają klimat.