Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Odra – Olimpia made by Wagon Trzeci.

4.3.17, 2 Liga, Odra OpoleOlimpia Elbląg 2:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

490 (w jedną stronę) koleją z dwoma przesiadkami. Jak na możliwości PKP, podróż przebiegła dość sprawnie i w Opolu wylądowałem jedynie z 25-cio minutowym opóźnieniem.

 

BILETY:

15 PLN kupione w kasie jakieś 40 minut przed pierwszym gwizdkiem. Gdy stawałem w kolejce, nie była ona specjalnie długa, ale posuwała się ślamazarnie, bo organizator postanowił żądać dowodów tożsamości przy zakupie. Większość miejscowych fanów była tym faktem szczerze zdziwiona, tym bardziej że w przedsprzedaży wydawano wejściówki całkowicie incognito. Sam bilet to chujowy paragon z danymi nabywcy i kodem kreskowym, który na bramce… przebijany był dziurkaczem. Osobnicy mający szczęście zakupić karty wstępu z kilkudniowym wyprzedzeniem, otrzymali normalne kartoniki, mogące stanowić wartość dla kolekcjonera piszącego te słowa i na szczęście dzięki zbiórce dokonanej na trybunie przez jednego z moich towarzyszy, wszedłem w posiadanie takiej właśnie sztuki.

 

SPIKER:

Szacowny redaktor wagon pierwszy zwykle zwraca baczną uwagę na warsztat stadionowych konferansjerów, piszący te słowa Wagon Trzeci najczęściej zapomina, że ten punkt w ogóle istnieje.

 

Z PIWEM NA STADION:

Kontrola standardowa dla meczu ligowego na tak zwanym szczeblu centralnym, czyli obmacywanie kieszeni, piszczeli i zaglądanie pod czapkę. Przemyt raczej trudny. Odważni dopijali za krzakiem w pobliżu kas, przezorni korzystali z możliwości kulturalnego spożycia w którymś z pobliskich barów. Kto zgadnie, którą z opcji wybrał autor relacji?

 

CATERING:

Nie spinałem się zbytnio z #beerformeczingiem, bo już stojąc w kolejce po bilet wypatrzyłem charakterystyczne parasole. Koszt oferowanego produktu –5,50 PLN,  jakość taka jak wszędzie, czyli oszukane 3,5% w pojemności 0,4. Nie jesteśmy jednak zwierzętami, żeby pić wodę, więc trzeba brać, co dają. Na zagrychę gięta za 6 ziko – trochę sucha, ale jadałem już gorsze.

Inauguracja 2. ligi – to lubię. Odra Opole – Olimpia Elbląg i Wagon Trzeci. #meczing #stadioning

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 4 marca 2017

 

WC:

W budynku pod trybuną, a jak kolejka za długa, to i toi-toie się znajdą. Stan sanitarno-epidemiologiczny nieznany.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Duża, elektroniczna i bardzo czytelna – pasuje zarówno do oldskulowych słupów oświetlenia, starej (zamkniętej) jak i nowej trybuny.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Jakieś 250 głów w młynie, kilka flag na płocie i w miarę przyzwoity doping, chociaż jak na inaugurację rundy i spodziewaną wizytę gości oczekiwałem trochę więcej. Sporo osób w barwach Polonii Bytom i Zagłębia Lubin, widoczna też flaga węgierskiego Sopron w barwach narodowych. Aktywność fanów poza młynem skupiała się w dużej mierze na indywidualnym bluzganiu gości z Elbląga, chociaż formy zorganizowane w wykonaniu fanatyków też się pojawiały.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Na oko pasażerowie jednego autokaru czyli około 50-60 osób. Przywieźli ze sobą jedną flagę i zaprezentowali doping z przestojami. Gdyby prowadzili rubrykę „PRZEJECHANE KILOMETRY”, mogliby w niej zapisać ponad 550 km – szanuję.

 

TEKST MECZU:

– Jebańcu ty jebany ty!

– Wasze matki to pedały!

Uwielbiam werbalną napinkę przez płot sektora gości 😉

 

TEKST MECZU 2:

– (…) Jednocześnie przypominam, że zakupione piwo można wypić tylko w strefie bufetu i nie wolno z nim wchodzić na trybuny.

Informacja spikera miała tyle sensu, co prośby o kulturalny doping, bo absurdalnym zakazem picia browarów na trybunie nie przejmowali się ani konsumenci, ani służby zabezpieczające.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Wypad do stolicy Śląska Opolskiego sprawił, że liczba województw, w których nie widziałem jeszcze meczu, skurczyła się do trzech, a dodatkowym plusem było spotkanie z lokalnymi groundhopperami, redaktorami „branżowych” blogów mojewielkiemecze.wodip.opole.pl oraz trzirogielwer.blogspot.com Same zawody mocno chaotyczne, na co wpływ miała zarówno opisana już niekonsekwencja organizatora (aspirującego do awansu ligę wyżej), jak i wydarzenia boiskowe. Chwilami zastanawialiśmy się, czy osobnicy biegający po murawie to naprawdę zawodowcy z kontraktami, bo pokaz umiejętności wyjętych żywcem z Ósmej Ligi Mistrzów był momentami iście imponujący. Żaden z nas nie spodziewał się, że wkrótce będziemy wspominali ten mecz jako najlepsze spotkanie weekendu, ale to już temat na zupełnie inną opowieść…