17 marca 2019, godz. 13:00, 16. kolejka lubelskiej IV ligi, Łuków, ul. Warszawska 15.

ORLĘTA ŁUKÓW – WŁODAWIANKA WŁODAWA 1:1.

MECZ NR: 10/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 125. Podróż może niezbyt długa, ale wrażeń sporo. Zaczęło się od mijania miejsca zdarzenia drogowego z udziałem auta osobowego i łosia, do którego doszło pewnie nie więcej niż minutę wcześniej. Później niemal w ostatniej chwili w oko wpadło zapomniane przez ludzi i piłkarskiego Boga magiczne miejsce. Po hamulcach i dalej robić zdjęcia.

Kibiców o słabszych nerwach uspokajamy – Olimpia Latowicz żyje i ma się chyba całkiem nieźle (w poprzednim sezonie awansowała do Klasy A, w której obecnie występuje). Po prostu zmieniła miejsce stacjonowania.

TEMPERATURA: 13 stopni Celsjusza.

BILETY: Brak.

SPIKER: Oczywiście. Pan w szaliku.

Budka, w której urzęduje, to bez wątpienia ozdoba łukowskiego stadionu.

Po meczu dostąpiliśmy nawet zaszczytu uzyskania oficjalnego pozwolenia na wścibskie wsadzenie nosa do środka.

Podejrzewamy, że niejeden kolega po fachu zazdrości miejsca pracy panu rezydentowi z Łukowa.

CATERING: Brak.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: Toi-toi.

Gdyby mecz Orląt z Włodawianką porównać do pojedynku bokserskiego, to należałoby chyba stwierdzić, że naprzeciwko siebie stanęli dwaj rywale, którym wciąż szumi w głowach i chwieją się na miękkich nogach po potężnych ciosach otrzymanych w ostatnich miesiącach od życia, ale z każdym tygodniem odzyskują siły i dzielnie próbują wysoko trzymać gardę.

Borykający się z problemami organizacyjnymi goście po czterech kolejkach sezonu 2017/18 wycofali się z IV ligi i przystąpili do walki w Klasie A. Latem wrócili na najwyższy szczebel piłkarski w województwie lubelskim dzięki przejęciu sekcji piłki nożnej od Eko Różanka, klubu z sąsiedniej miejscowości z gminy Włodawa.

Gospodarzom głęboko w oczy zajrzało widmo całkowitego upadku i rozwiązania skupiającego sześć sportowych sekcji stowarzyszenia. Liczący 96 lat klub po prostu mógł przestać istnieć. Powód? Oczywiście pieniądze, a raczej ich brak i związany z tym organizacyjny chaos (tu nasuwa się pytanie, co było przyczyną, z co skutkiem?). Klub od kwietnia ubiegłego roku nie ma zarządu. By ratować ciężko chorego pacjenta, próbowano różnych, także niestandardowych rozwiązań. Na przykład publicznej zbiórki poprzez portal zrzutka.pl. Sytuację w klubie najlepiej opisuje jej uzasadnienie: „Łukowski Klub Sportowy Orlęta Łuków znalazł się w tragicznym położeniu. Niestety, groźba jego zniknięcia ze sportowej mapy Polski stała się realna jak nigdy przedtem. Na klubie od dłuższego czasu ciąży zadłużenie, które przejmowane przez kolejne Zarządy – mimo obietnic nowego otwarcia – sukcesywnie rosło. Po dwukrotnych, nieudanych próbach wyprowadzenia klubu na prostą poprzez ustanowienie kuratora, Orlęta stanęły. Na 4 lata przed jubileuszem 100-lecia Klub może ostatecznie przejść do historii, na zawsze. Jako grupa pasjonatów, kibiców, sympatyków oraz wychowanków łukowskich Orląt chcemy poprzez tą zbiórkę umożliwić całkowitą lub częściową likwidację ciążącego na Klubie długu, który opiewa na kwotę około 80 000 zł. Głęboko wierzymy, że nie jesteśmy jedynymi, którym dobro Orląt leży na sercu; którym zależy, aby najstarszy klub w regionie nadal funkcjonował dając możliwości rozwoju oraz realizacji pasji okolicznej młodzieży. Chcemy kolejnych Kucharskich i Dołęgów! Ufamy, że spłata zadłużenia pozwoli na oddzielenie „grubą kreską” czasów balansowania Orląt na krawędzi przepaści i da możliwość przejęcia Klubu zainteresowanym wsparciem podmiotów. Nie pozwólmy, żeby nasza bierność stała się autorem ostatniego rozdziału w dziejach Klubu – czas na nowy rozdział!” – brzmiał dramatyczny apel. Przywołani w nim „Kucharscy” i „Dołęgowie” to wychowankowie klubu: były piłkarz min. Legii Warszawa oraz reprezentacji Polski Cezary Kucharski oraz trzej uprawiający podnoszenie ciężarów bracia, z których najbardziej utytułowany Marcin może pochwalić się trzema tytułami mistrza świata oraz brązowym medalem olimpijskim.

Z wymarzonych 80 tys. zł udało się na razie zebrać 12 tys. zł. W międzyczasie powoli zaczęto prostować kwestie organizacyjne. Po fiasku styczniowych wyborów zarządu sąd ustanowił nowego kuratora. Został nim były zawodnik, zawodowy strażak Paweł Sych. Jest duża szansa, że uda mu się, oczywiście przy pomocy kilku innych zaangażowanych osób, ugasić także pożar w Orlętach. Kluczowa była decyzja władz miasta, na czele z nowym burmistrzem Piotrem Płudowskim, które zdecydowały się zasilić klub dotacją w wysokości 350 tys. zł na 2019 rok w ramach konkursu ofert na realizację zadania publicznego dotyczącego wspierania i upowszechniania kultury fizycznej oraz sportu w mieście.

Na niedzielnym meczu kuratora Sycha nie było. Miał służbę w pracy. W jego imieniu dokumentujący naszą wizytę pamiątkowy proporczyk odebrał Arkadiusz Pogonowski, radny Rady Miasta, również zaangażowany w ratowanie Orląt.

W rewanżu także zostaliśmy obdarowani klubowymi gadżetami.

Szymon Tomasik@TomasikSzymon

W Łukowie proporczyk za proporczyk. Ukłony‼️

Zobacz pozostałe Tweety użytkownika Szymon Tomasik

Przeglądając książki o bogatej historii klubu oraz widząc całkiem obiecującą frekwencję na stadionie tym bardziej cieszymy się, że Orlęta powoli wychodzą na prostą, a Łuków nie zamierza brać udziału w mało chlubnym wyścigu na największe polskie miasto bez seniorskiej drużyny ligowej.

Ludzie, którzy obecnie zarządzają klubem nie stracili kontaktu z rzeczywistością. Nie roztaczają futurystycznych cudownych wizji. – Najbliższe cele dla nas to po prostu okrzepnąć i zorganizować się, a dla piłkarzy utrzymać się w IV lidze, do której latem wróciliśmy po dwóch latach „czyśćca” w klasie okręgowej – mówi Arkadiusz Pogonowski. Zespół został zimą mocno przebudowany. Nie wszyscy zawodnicy wierzyli, że Orlęta uda się uratować i chyba nikt nie ma o to do nich pretensji. Na razie łukowianie mają kilka punktów przewagi nad strefą spadkową. Może za kilka lat uda się powalczyć o coś znacznie więcej, a miejscowy już wiekowy, ale wciąż schludny stadion zapełni się do ostatniego miejsca. Także w sektorze przewidzianym dla gości.