Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Polonia – Sparta made by Wagon Trzeci.

8.10.17, B Klasa wielkopolska, grupa: Poznań II, Polonia PoznańLZS Sparta Brody 12:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

1600 (w jedną stronę), prosto ze zorganizowanego angielskiego groundhoppu, który uskuteczniłem w towarzystwie kartofliskowego redaktora. Większa część to oczywiście podróż lotnicza. Ostatnie kilometry z poznańskiego lotniska to nerwowy wyścig z czasem i zmiany środków transportu z autobusu na opóźniony pociąg pospieszny, który ostatecznie dowiózł nas pod sam stadion, znajdujący się tuż za peronem jednego z poznańskich dworców. Dosłownie na ostatnią chwilę.

 

BILETY:

Wchodziliśmy przez krzaki od strony peronów prosto na wał, więc szansa na spotkanie z bileterem była niewielka. Przy głównej bramie chyba też.

 

SPIKER:

Im więcej podsumowań piszę, tym bardziej zdaję sobie sprawę jak bardzo zlewam ten punkt programu. Poza nielicznymi wyjątkami w ogóle nie rejestruję, czy ktoś do mikrofonu mówił, czy nie. Często dopiero po napisaniu całości tekstu orientuję się, że ten akapit ominąłem i dopisuję coś na pałę. Tym razem było odwrotnie, ale tylko dlatego, że musiałem napisać Wam jak to z tym moim postrzeganiem spikerki naprawdę jest. A wracając do meritum, spikera nie było.

 

Z PIWEM NA STADION:

Wiadoma rzecz, tylko trzeba mieć czas i miejsce na zrobienie zapasu, a z uwagi na napięty harmonogram podróży nie mieliśmy ani jednego, ani drugiego. Nie ukrywam, że odczuwałem z tego powodu delikatny dyskomfort.

 

CATERING:

Nie spodziewałem się, że na obiekcie znajdą się punkty z zaopatrzeniem, na szczęście z wału dało się zauważyć charakterystyczne logo niemieckiego dyskontu znanego z organizowania zbiorowych walk o gumowe laczki, karpie i tym podobne gadżety. Wyprawa w takie miejsce w niedzielę to przygoda dla ludzi o mocnych nerwach oraz skurwieli bez sumienia i bardzo nie lubię tego robić, ale tym razem nie było wyjścia, bo o suchej papie to bym z tego wału chyba w końcu spadł. Tak więc w przerwie padł rozkaz wymarszu. Lekko nie było, ale po straceniu nadprogramowej liczby minut i przegapieniu trzech goli wszystko dobrze się skończyło.

 

WC:

Już pod koniec podróży lotniczej pojawiły się pierwsze symptomy konieczności wydalenia z siebie kalorycznych rarytasów angielskiej sztuki kulinarnej, przyjętych poprzedniego dnia w ilościach wysoce nierozsądnych. Jednak presja czasu zagłuszyła rozsądek, i zamiast załatwić sprawę najpóźniej na lotnisku, liczyłem chuj wie na co. No trochę liczyłem na stację docelową przy stadionie, ale tam w drzwiach wszędzie były kraty, więc sytuacja zaczęła zmierzać w kierunku katastrofy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak uradowało się me serce na widok regularnego murowanego kibla, wyposażonego w papier, który namierzyłem tuż przy bramie stadionu w czasie wyprawy aprowizacyjnej… Ufffff.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Analogowa na ścianie budynku klubowego. Aktualizacja wyniku odbywała się przy użyciu drabiny, a że wynik był solidny, to pan z „obsługi technicznej” trochę się po szczeblach nadreptał. Na szczęście wszystko odbyło się z zachowaniem przepisów BHP a pewnie nawet i ppoż.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Raczej leniwa atmosfera osiedlowego przedpołudnia, ale że byliśmy po drugiej stronie boiska, to nie będę się wdawał w szczegóły.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Cholera wie.

 

TEKST MECZU:

– Czekajcie chwilę, macie tu coś na drogę.

Nie dość, że mogliśmy pogadać po meczu z zawodnikiem gospodarzy, to jeszcze drobne suweniry dostaliśmy. Charakter podarunku wybitnie użytkowy, zgodnie ze znanym hasłem 😉

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Nie jestem miłośnikiem meczów do jednej bramki, ale jak różnica robi się dwucyfrowa i czekasz na złamanie kolejnych symbolicznych barier, to zaczyna się robić ciekawie. Zwłaszcza na takim boisku.

Na takie warunki załapaliśmy się w ostatniej chwili, bo obiekt przy dworcu Poznań Wschód załapie się na wiosnę na konkretną przebudowę, łącznie z hybrydową nawierzchnią. Z punktu widzenia zwyroli oglądających mecze z trybun i wałów będzie czego żałować, chociaż oczywiście nie dziwię się zawodnikom chcącym grać na równej płycie. Zresztą jak chcemy budować w tym kraju futbol na poziomie, to kluby z tak długą tradycją zasługują na normalne warunki. Powodzenia.