24 marca 2019, godz. 20:45, eliminacje UEFA EURO 2020, Warszawa, al. Księcia Józefa Poniatowskiego 1.

POLSKA – ŁOTWA 2:0.

MECZ NR: 14/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 15. Autem do metra, metrem na stadion. Przy tak dużym wydarzeniu, na którym pojawić się ma ponad 50 tys. osób, zdecydowanie polecamy komunikację publiczną, tym bardziej że w dniu meczu dla posiadających wejściówkę na spotkanie jest ona darmowa. Raz, że odpada koszt parkingu, dwa – przede wszystkim odpada koszt nerwów traconych podczas stania w pomeczowym korku, trzy – integracja kibicowska w zatłoczonym metrze jest bezcenna.

TEMPERATURA: 8 stopni Celsjusza.

BILETY: 80–180 zł. Wybraliśmy najtańszą opcję, siedzieliśmy za bramką, nie co na łuku, ale na miejsca nie sposób narzekać. No, może jedynie na to, że obydwa gole dla Polski padły na tę drugą bramkę…

SPIKER: Oczywiście. Właściwie Trzech Muszkieterów. Piotr Szefer, spiker kadry, był tak zwanym spikerem technicznym. Andrzej Sługocki i Kuba Kurzela pełnili rolę wodzirejów. Wszyscy ze swoich zadań wywiązali się bez zarzutu. O ile w fachu Piotrka trudniej coś zawalić, o tyle wodzireje potrafią za mocno skręcić w kierunku pikniku. Tu proporcje zostały wyważone należycie.

CATERING: Tanio nie jest, ale każdy kto bywa na tego typu imprezach masowych (wielkie zawody sportowe czy koncerty) powinien sobie zdawać z tego sprawę. Zestaw zapiekanka czy hot-dog z napojem za 19 zł naszym zdaniem do strawienia. Gorzej z kolejkami w czasie przerwy. My zaryzykowaliśmy i poszliśmy zamówić małe co nieco jeszcze przed wędrówką ludów do okienek z jedzeniem i piciem, pod koniec pierwszej połowy. Z wydarzeń boiskowych niewiele straciliśmy…

TABLICA WYNIKÓW: Oczywiście.

Można też na niej podglądać mecz. Niestety, bez powtórek.

TOALETA: Bez zarzutów, ale jeśli kogoś mocno ciśnie, warto zastosować naszą taktykę zaprezentowaną w sekcji „catering”. W przerwie kolejki jeszcze większe niż po jedzenie…

 

Wybaczcie, szanowni czytelnicy, ale nie będziemy się tu silić na ocenę gry biało-czerwonych, analizę czy Piotr Zieliński był najlepszym czy najsłabszym polskim piłkarzem początku eliminacji oraz zastanawianie się, czy selekcjoner Jerzy Brzęczek faktycznie dobrze zrobił nie dając szansy gry z teoretyczne słabym rywalem Szymonowi Żurkowskiemu, który pewnie już niedługo będzie wiodącą postacią drużyny narodowej. Przyszliśmy na PGE Narodowy obejrzeć zwycięstwo Polski i obejrzeliśmy.

Po kilkunastu latach zawodowej pracy, nazwijmy to ogólnie, w sporcie, już dość dawno złapaliśmy się na tym, że coraz trudniej nam oglądać widowisko sportowe „na emocjach”. Tu jednak, o dziwo, łatwo daliśmy się im ponieść. I to wyłącznie tym pozytywnym. Nie złorzeczyliśmy na piłkarzy po błędach, za to na całe gardło wykrzykiwaliśmy nazwiska strzelców goli. Magia PGE Narodowego? Magia najważniejszej drużyny w najważniejszym sporcie? Magia tych wszystkich siedzących wokół ludzi? Sami jesteśmy ciekawi…

Agrykola Warszawa – UKP Zielona Góra, MOSiR Jastrzębie Zdrój, Hutnik Kraków, Kolejarz Chojnice – Pogoń Szczecin (Lechia Gdańsk), Orzeł Mrzeżyno, Tarnovia Tarnów (Raków Częstochowa), Orzeł Ząbkowice Śląskie – Niemczanka Niemcza (Rozwój Katowice), Varsovia Warszawa. Tak wygląda skład reprezentacji Polski na mecz z Łotwą, w którym zamiast imienia i nazwiska zawodnika wpiszemy jego pierwszy klub. Tylko Pogoń i Lechia grają w ekstraklasie, Raków najprawdopodobniej wkrótce w niej będzie. Reszty należy szukać na zdecydowanie niższym szczeblu, nawet w Klasie B. Warto spojrzeć na drużynę narodową także przez ten pryzmat. I wspierać polską piłkę, choćby swoją obecnością na meczach (tak, to też jej wspieranie), bez względu na ich stawkę i poziom rozgrywkowy. Dzisiejsza rozbudowana sieć wyławiania najbardziej utalentowanych graczy i coraz bardziej profesjonalny system szkolenia raczej ograniczają możliwość narodzin wielkiego talentu na naszych oczach, ale kto wie… Warto próbować!