Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Pomorzanin – Grom made by wagon pierwszy feat. Wagon Trzeci & Ekspert F.

22.9.17, Tygodnik Piłkarskiego Niespokoju, dzień 5., liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa I, Pomorzanin ToruńGrom Więcbork 5:0.

 

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

23 (w jedną stronę), samochodem. Na ostatnią chwilę, bo tuż przed wyjazdem przypomnieliśmy sobie, że zaszła konieczność sformatowania karty pamięci w aparacie, a jako fachowcy obdarzeni niezwykłym instynktem technicznym zrobiliśmy to tak pokracznie, że później trzeba ją było kwadrans reanimować. Ostatecznie operacja się udała, a pacjent nie zmarł.

Na miejscu ponownie okazało się, że logistyka nie jest naszą najmocniejszą stroną, bo pan Ekspert też robił za kierowcę. Pewnie gdyby Wagon Trzeci nie był motoryzacyjnym ignorantem i jakimś cudem zdobył uprawnienia do prowadzenia czegoś mocniejszego niż rower, to też by tym czymś przyjechał. Ale to lepszy cwaniak i zamiast coś mocniejszego prowadzić – spożywa.

 

BILETY:

Brak. Ktoś z wiernych czytelników przysłał nam kiedyś zdjęcie historycznej wejściówki na Pomorka sprzed mniej więcej 15–20 lat. Liczymy, że po coraz głębiej zaglądającym w oczy awansie do IV ligi klub wróci do tej chlubnej tradycji.

 

SPIKER:

Nic, w dodatku zdjęcia spikera nikt nam nigdy nie przysłał, więc wielkich nadziei sobie nie robimy. Choć nie jesteśmy pewni, czy aby czasem w IV lidze KPZPN spikera już nie wymagał. W razie czego znamy w Toruniu jednego licencjonowanego fachowca. Wprawdzie specjalizującego się w koszykówce, ale to talent czystej wody, więc przebranżowienie poszłoby błyskawicznie.

 

Z PIWEM NA STADION:

Można, co na własnym gardle, żołądku, nerkach i pęcherzu sprawdził jedyny w naszym trzyosobowym gronie osobnik mogący sobie na to pozwolić. Wprawdzie zaraz za płotem pozycję taktyczną zajął zmotoryzowany patrol mundurowych, ale najwidoczniej na odprawie służbowej usłyszeli tego dnia polecenie „nie spuszczać oczu ze smartfona”.

 

CATERING:

Po kiełbasie z grilla już kawałek czasu temu słuch (a raczej węch i smak) zaginął, po darmowej tym bardziej, co – biorąc pod uwagę rosnącą frekwencję na trybubach – wydaje się zrozumiałe.

 

WC:

Przy trybunie nic nie widać. Wielce prawdopodobne, że można skorzystać z ustępu w budynku z szatniami, przy odrobinie kreatywności jest też gdzie zaszyć się w plenerze, zwłaszcza pod osłoną zmroku.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety, trzeba samemu ogarniać się w czasoprzestrzeni.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Poza zrozumiałym poruszeniem przy okazji goli i sytuacji, które w gole zmienić się powinny, nie stwierdzono. Stwierdzono za to znanego już wam z poprzedniego podsumowania meczu Pomorzanina pana kibica odczuwającego wyraźny sentyment do wczesnych lat 90. poprzedniego stulecia.

Obok nas częściej niż o futbolu rozmawiano o boksie, co akurat na Pomorzaninie, klubie z bogatą historią pisaną przez tę dyscyplinę, może być zrozumiałe.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Poza zapewne doskonale zorganizowanym, znanym nam z meczu w Drzycimiu panem obserwatorem, nie widzieliśmy nikogo, kogo można by do tej kategorii statystycznej zakwalifikować.

 

TEKST MECZU:

– Szpilka już na dziady zeszedł.

Ani się na boksie nie znamy, ani nim nie jaramy, więc może dlatego przegapiliśmy moment, w którym był gdzieś indziej niż na dziadach.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Po traumie przeżytej dzień wcześniej na meczu Bednarska Warszawa – GKP Targówek, to był balsam na nasze skołatane futbolowe serce. Bo i ludzie tu przyszli, i w piłkę nawet na boisku grali, no i gębę było do kogo otworzyć, zwłaszcza że w takim pociągowym składzie widowiskiem chyba się jeszcze nie raczyliśmy. I choć wciąż uważamy, że sztuczna trawa to zbrodnia na futbolu, tu jakoś przesadnie nam to nie przeszkadzało. Chyba na starość poziom tolerancji nam się zwiększa nie tylko na alkohol 😛