3 marca 2019, godz. 13:00, 20. kolejka pomorskiej IV ligi, Dzierzgoń, ul. Krzywa 19.

POWIŚLE DZIERZGOŃ – KASZUBIA KOŚCIERZYNA 1:3.

MECZ NR: 4/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 139.

TEMPERATURA: 6 stopni Celsjusza.

BILETY: Tak, w cenie 5 zł. Formalnie to właściwie cegiełki. W klubowych barwach, nieco oldskulowe, miłe dla oka.

I ten patent z murem składającym się z cegieł w tle!

SPIKER: Tak.

Bardzo pomocny pod każdym względem, także dla wysłannika PZPN, któremu w przerwie „na tacy” wystawił prezesa Bogusława Pietrzaka , celem tradycyjnego przekazania pamiątkowego proporczyka z okazji akcji „100 meczów na 100-lecie PZPN”.

CATERING: Oferty publicznej brak. Za to w gabinecie u pana prezesa można liczyć na kawę i herbatę. Grzecznie jednak za poczęstunek podziękowaliśmy.

TABLICA WYNIKÓW: Brak.

TOALETA: Dedykowanej dla kibiców brak. Zapewne można skorzystać z dobrodziejstwa budynku z szatniami i gabinetem prezesa.

Już na pierwszy rzut oka wiedzieliśmy, że na meczu w Dzierzgoniu najprawdopodobniej będzie się nam podobać.

Tablica nad bramą, w sposób niepozostawiający wątpliwości informująca, dokąd się trafiło, to zawsze stadionowy gadżet, na widok którego robi się cieplej na sercu zatwardziałego stadionowego bywalca (a piszący te słowa za takiego ma czelność się uważać). A gdy jeszcze okazało się, że otrzymamy potwierdzenie udziału w widowisku w postaci biletu, już całkowicie poczuliśmy się dopieszczeni. Rośnie w Polsce grono osób uprawiających meczową i stadionową turystykę, wielu jest też kolekcjonerów biletów. Rozumiemy, że z perspektywy wielu klubów formalności związane z rozprowadzaniem wejściówek i rozliczaniem tego procederu najlepiej można podsumować sformułowaniem „skórka niewarta wyprawki”, ale zapewne dla wielu kibiców to właśnie bilet jest najlepszą pamiątką ze spotkania. Warto więc może w takiej sytuacji pomyśleć o czymś w rodzaju darmowych wejściówek. Formalności żadnych, wysiłku przy tym niewiele, a dobre wrażenie pozostawione w pamięci kibiców lubujących się w futbolowych fantach – bezcenne.

W Dzierzgoniu wywiązują się z tego wzorowo, ale tablica nad bramą i bilety to zaledwie początek atrakcji dla tych, którzy na mecze chodzą bądź jeżdżą rzucić czasem okiem także na to, co dzieje się poza placem gry. Stadion ma już swoje lata, nie da się tego ukryć, ale starzeje się uroczo. Blaszana trybuna – świetna.

Kilka miesięcy temu kosztem nieco ponad 100 tys. zł wymieniono na niej siedziska. Drewniane ławki, których pozostałości jeszcze gdzieniegdzie prześwitują, zostały zastąpione przez plastikowe krzesełka.

Na zadaszonej i szczelnie chroniącej przed wiatrem trybunie spędziliśmy pierwszą połowę, co okazało się niegłupim pomysłem, bo przez kilka, może kilkanaście minut kropił deszcz. Dodajmy – spędziliśmy w doborowym towarzystwie.

Jak każdy szanujący się klub, także Powiśle ma na swoim stadionie sektor dla VIP-ów. Tam się jednak nie zapuszczaliśmy.

Po wizycie w przerwie w gabinecie zarządzających klubem i uzyskaniu stosownej zgody, ruszyliśmy na obchód stadionu i przeciwległą prostą, by już stamtąd kontynuować raczenie się spotkaniem.

Tuż przed wyjściem naszą uwagę przykuł jeszcze starannie ręcznie wykonany herb klubowy, wiszący na ścianie.

Piękna rzecz. Nie mogliśmy odmówić sobie uwiecznienia go na zdjęciu, choć gdy chwyciliśmy za aparat, prezes Pietrzak też nie mógł sobie czegoś odmówić. Żartu, że będzie nas to drogo kosztować. Całe 5 złotych. Swój chłop, pozdrawiamy!

Po drodze do miejsca docelowego minęliśmy pusty tego dnia sektor dla kibiców gości.

Wokół Kaszubii działa zorganizowany ruch kibicowski, jednak tym razem oficjalna delegacja z Kościerzyny nie dotarła wspierać swoich ulubieńców.

Gdy już zadomowiliśmy się w nowym miejscu spostrzegliśmy, że z dwóch stron stadion Powiśla oplata malownicza rzeczka Dzierzgonka.

podsumowaniu meczu nr 3/100 akcji „100 meczów na 100-lecie PZPN” wspomnieliśmy o leżącym nad niewielkim jeziorem stadionie GKS-u Przodkowo i rozwiązywanych za pomocą klubowej łódki problemach z piłką wpadającą do wody. W Dzierzgoniu miewają podobne kłopoty, ale patent na ich rozwiązanie nieco inny.

Przy płocie cierpliwie dyżuruje wędkarski podbierak i nieco mniej cierpliwie obsługujący go w razie konieczności pan porządkowy. Na szczęście (choć z reporterskiej perspektywy chyba jednak niestety) tym razem obyło się bez akcji ratunkowej. Nieużywany sprzęt mógł zostać odtransportowany do magazynu.

Dzierzgonka bywa utrapieniem, ale bywa i zbawieniem, bo rozwiązuje problem wody potrzebnej do podlewania boiska.

Sam mecz również nie rozczarował. Rozgrywany przy angielskiej pogodzie także tym, co działo się na boisku przypominał wyspiarski styl. Dużo walki, kontaktowej gry, sporo fauli i ostrych pojedynków. Oglądało się!

W tym sezonie obydwa zespoły okopały się w środku tabeli, bez szans na awans i bez większego zagrożenia spadkiem. O ile w Kościerzynie mają zapewne większe ambicje, o tyle w Dzierzgoniu zdają się nie być mocno rozczarowani obecnym stanem rzeczy.

– Mierzymy siły na zamiary, a nie zamiar podług sił. Jeśli ktoś ma problemy, aby związać koniec z końcem w IV lidze, to tym bardziej nie powinien rzucać się z motyką na słońce i porywać się na nierealne wyzwania. A takim byłaby z pewnością nasza gra w III lidze. Mamy oczywiście sponsorów, wspiera nas również magistrat, za co jesteśmy im wdzięczni, ale Dzierzgoń to małe miasto i IV liga odpowiada jego możliwościom oraz aspiracjom. Znam również wiele przykładów zespołów, które kiedyś zachłysnęły się jakimś sukcesem i do dzisiaj nie mogą wrócić do równowagi – mówił dwa lata temu, gdy Powiśle po rundzie jesiennej zajmowało drugie miejsce w tabeli, dyrektor klubu Krzysztof Mamcarz . Od tamtej pory właściwie nic się nie zmieniło.

– Sportowo i organizacyjnie pewnie dalibyśmy radę, ale jest jeszcze jeden aspekt… – powiedział prezes Pietrzak.

Brawo za rozsądne podejście. Widać, że hasło, które żegna wychodzących ze stadionu, ludzie odpowiedzialni za to, co mieliśmy przyjemność zobaczyć, mają także w sercach i głowach.