Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Puszcza – Korona made by wagon pierwszy.

15.8.17, liga okręgowa podlaska, Puszcza HajnówkaKorona Dobrzyniewo Duże 1:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

28 (w jedną stronę). Rowerem. De facto to trochę więcej, bo przebywamy z jaśnie szanowną małżonką na urlopie rowerowym na Podlasiu, więc kręcimy się tu i ówdzie. Żeby uprościć procedury, uznajmy, że liczymy tylko odległość od poprzedniego przystanku wycieczki, czyli osady Dziedzinka niedaleko Białowieży, na stadion. Trasa przepiękna. Moglibyśmy zamieszkać w okolicy. Tylko futbolu trochę mało…

 

BILETY:

Puszcza kilka lat temu kopała w III lidze, a jeszcze w poprzednim sezonie w IV lidze, więc spodziewaliśmy się, że budżet wakacyjny trzeba będzie uszczuplić o jakieś 5 złotych. Okazało się jednak, że śmiało możemy je przeznaczyć na kartacza czy inny kwas chlebowy. Przyjemność oglądania meczów piłki nożnej w Hajnówce czerpie się bowiem za darmo.

 

SPIKER:

W głębi duszy liczyliśmy na leciwego, najlepiej oczywiście wąsatego, rodowitego hajnówczanina, wygłaszającego (nie)stosowne komunikaty z charakterystycznym wschodnim zaśpiewem. Nie było ani zaśpiewu, ani wąsa, ani nic… W sumie mogliśmy się spodziewać, w końcu jeden człowiek z Podlasia w kampanii wyborczej kilka lat temu obiecywał, że nie będzie niczego. To się dopiero nazywa skuteczność w polityce. Chłopina obietnice spełnił, mimo że nie został wybrany. Przekozak.

 

Z PIWEM NA STADION:

Przy wejściu nikt nikogo o nic nie pyta, ale z pełnej swobody w zakresie zakrapiania wątroby korzystała zdecydowana mniejszość obecnych na stadionie i raczej się z tym nie afiszowała.

Być może prewencyjnie podziałała informacja o czujnym oku wielkiego brata.

Kibice wyglądający na nastawionych zdecydowanie bardziej ofensywnie woleli nie ryzykować i widowiskiem delektowali się zza ogrodzenia.

 

CATERING:

Na stadionie żadną strawą ni napitkiem nikt nie handluje, ale nie ma problemu, by zaopatrzyć się w przerwie. Z trybuny widać stację hot-dogową benzynową, góra pięć minut spacerkiem.

 

WC:

W budynku klubowym, tuż przy wejściu na stadion.

Z ubolewaniem musimy stwierdzić, że stanu technicznego nie zbadaliśmy. Każda kropla przyjętego płynu wyłaziła z nas przez skórę.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety, tu też musimy wytknąć braki infrastrukturalno-organizacyjne. Ale tylko z kronikarskiego obowiązku. Urazy nie żywimy. Zwłaszcza, że do 87. minuty było 0:0, więc wiele roboty z zapamiętaniem wyniku nie mieliśmy.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nic Zdecydowanie postawiono na fachową analizę ekspertów.

Wnioski regularnie przekazywano biegającym po boisku.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Jak w odpowiednio zbudowanej drużynie – postawiono na mieszankę rutyny z młodością.

Niestety, bez efektu bramkowego dźwiękowego.

 

TEKST MECZU:

– Panowie, tu dzieci siedzą. Kultury trochę!

– Przecież to mecz jest.

Pani chyba pierwszy raz na stadionie.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Ten mecz to była doskonała inspiracja dla poważnie myślących o zmianie uczesania. Bardzo żałujemy, że o naszej czuprynie pozostało już tylko coraz bardziej mgliste wspomnienie, bo z dziką rozkoszą wparowalibyśmy do naszej ulubionej stylistki fryzur i zakrzyknęli: „Dziś na stopera Korony!”.

„Albo nie! Lepiej na kibica Puszczy!”.

Ciekawe, czy aby nowej fryzury nie rozważała czasem błądząca nieobecnym wzrokiem po boisku pani kibic…

Najważniejsze, że w Puszczy nikt przez 80 lat nie pomyślał o zmianie herbu. Zajebisty.

Podejrzewamy, że jak ktoś go w 1937 roku ręcznie namalował, tak służy do dziś. I wara od niego!