Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Serbia U21 – Hiszpania U21 made by Wagon Trzeci.

23.6.17, UEFA EURO U21 2017, grupa B, Serbia U21 – Hiszpania U21 0:1. Mecz rozegrano w Bydgoszczy.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

49 (w jedną stronę) samochodem, jak zwykle w roli pasażera. Ostatnio coraz częściej zabieram się na pokład z kolegami z pracy, tak też było i tym razem.

 

BILETY:

15 PLN, jeśli czytaliście relację z meczu Portugalia – Serbia, to pewnie wiecie, jak wszedłem w posiadanie.

 

SPIKER:

Nie chce mi się po raz kolejny pastwić nad osobnikiem z dziwną manierą intonacji, mówiącym po angielsku na stadionie w środku Polski. Mam tylko nadzieję, że nie usłyszę tego pana nigdy więcej.

 

Z PIWEM NA STADION:

Kolega nie chciał wierzyć, że jego syn nie będzie mógł wnieść butelki popularnego napoju gazowanego o smaku pomarańczy, ale szybko przekonał się, że nie koloryzowałem, bo embargo na bramce obejmowało wszystkie produkty spożywcze, nie tylko te procentowe. Tabliczkę czekolady udało się jednak przemycić, ja zestaw rozruchowy unieszkodliwiłem w samochodzie.

 

CATERING:

Bojkot spowodowany dystrybucją piwa bez voltów kontynuowany. Ponieważ jednak syn kolegi nie mógł wnieść napoju, podsłuchałem, po ile latał kubek u roznosiciela na trybunie. Po dychu latał. Niezła marża jak na młodzieżowy turniej.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Działanie telebimu po raz kolejny bez zarzutów.

 

WC:

Toi toiów chyba też.

 

DOPING MIEJSCOWYCH/ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Mecz wyprzedany, ale atmosfera raczej teatralna, chyba, że liczymy meksykańską falę do kibicowskich atrakcji. Ale nie liczymy. Serbów jakby mniej niż na poprzednich spotkaniach. Garstka Hiszpanów też bez fajerwerków, choć kilka razy zaintonowali „Polska! Polska!” czym poderwali cały stadion. To nie pomyłka.

 

TEKST MECZU:

– Ci to mają najlepszą robotę.

Nie ma co pisać, jak wyglądała „robota” „tych”, to trzeba pokazać.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

4,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Mam po tym turnieju mieszane uczucia. Cieszę się, że zobaczyłem kawał naprawdę dobrej piłki i potencjalne gwiazdy europejskich boisk, ale otoczka organizacyjno-komercyjna podobała mi się zdecydowanie mniej. Zdaję sobie sprawę, że niewiele osób dostrzega dysonans między plastikowymi kiblami a wolontariuszami mówiącymi na siłę po angielsku (o nieszczęsnym spikerze już nie wspominając), że nie każdemu przeszkadza próba permanentnego sadzania go na krześle, chociaż stoi w ostatnim rzędzie i nikomu nie zasłania a dla coraz większej liczby odbiorców popcorn na trybunie jest tak samo naturalny jak na sali kinowej (co też mnie wkurwia). Ja się jednak na takie imprezy na dłuższą metę nie nadaję.