Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Sokół – MRKS II made by wagon pierwszy (feat. wagon trzeci).

21.4.18, Klasa A śląska, grupa Bielsko-Biała, Sokół HecznarowiceMRKS II Czechowice-Dziedzice 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

34 (w jedną stronę), z weekendowej bazy w Szczyrku. Niestety, jechaliśmy na północ, więc krajobraz z każdym kilometrem zdawał się nieco wypłaszczać, ale i tak było nieźle. Słoneczko świeciło, my po wieczornym grillu… Relaks pełnym ryjem. Dobrze, że stadion Sokoła figuruje jako obiekt w Google Maps, bo bez podpowiedzi pewnie byśmy troszeczkę pokrążyli po okolicy. Co w sumie samo w sobie nie byłoby najgorsze, ale marginesu czasowego nie obraliśmy zbyt szerokiego.

 

BILETY:

Za przyjemność obejrzenia widowiska piłkarskiego na malowniczym stadionie w Hecznarowicach płacić nie trzeba.

 

SPIKER:

Brak. Za to robotę robiła inna osoba funkcyjna. Pan obserwator, zwany też przez niektórych członkiem z ramienia, też postanowił zażyć relaksu. Tylko że – w przeciwieństwie do nas – nie pełnym ryjem, lecz pełnym brzuchem.

I jeszcze piniendze za to dostał. Trza się umieć w życiu ustawić. Najlepiej – do słońca!

 

Z PIWEM NA STADION:

Żadnego problemu.

Wszystko spożywane z należytym poszanowaniem konwencji wiedeńskiej, genewskiej, haskiej, praw dziecka i rzecz jasna konkordatu. Widać czeskie wpływy.

 

CATERING:

Przed budynkiem klubowym już w przerwie zaczęły się przygotowania do najważniejszej części spotkania, czyli dogrywki.

O dostępność dla osób trzecich przygotowywanych wiktuałów nie mieliśmy śmiałości zapytać, ale panowie opiekujący się grillem byli mega pozytywni, więc podejrzewamy, że podzieliliby się bliźnim w potrzebie.

Co do produktów jednak milej widzianych (a raczej spożywanych) przez przeciętnego konsumenta najwyższej klasy widowisk piłkarskich, to napiszemy tak (by na nikogo nie sprowadzać niepotrzebnych kłopotów) – trzeba wiedzieć, w które okno zapukać…

Pamiętajcie, już św. Mateusz  dwa tysiące lat temu pisał w Ewangelii: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a otworzą wam”.

 

WC:

Zielonych zakątków pod dostatkiem, a na szczęście nie było potrzeby prowadzić zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań opcji z dostępnym papierem toaletowym. Choć podejrzewamy, że życzliwi gospodarze pokierowaliby gdzie trzeba w budynku klubowym. Choć z drugiej strony – trener miejscowych chyba przez cały mecz nie mógł znaleźć satysfakcjonującej go opcji… Uwierzcie nam, to nie tak, że akurat udało nam się (nie)fartownie złapać taki kadr. Nie było to trudne zadanie…

Joachim Löw z Hecznarowic.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Ani śladu. Nie rozpaczaliśmy z tego powodu.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Ani śladu. No, może poza jednym – banerem na płocie, ale chyba trudno uznać go za akcesorium kibicowskie.

Miejscowa kawaleria też przyjechała tylko na kilka minut i to raczej popasać niż zachwycać się poczynaniami wykorzystujących trawę do toczenia po niej piłki, zamiast do zapychania końskich żołądków.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Brak. Wiedząc jednak, że gośćmi będzie zespół rezerw, fajerwerków się nie spodziewaliśmy.

 

TEKST MECZU:

– Założę się, że pan obserwator jest też członkiem Polskiego Związku Wędkarskiego, ewentualnie Działkowców, względnie Myśliwych.

Coś nam się zdaje, że wagon trzeci wiele się nie pomylił.

 

TEKST MECZU 2:

– Panie obserwatorze, tam przy drugim golu to był spalony. Ja bym mogła sędziować, od 60 lat na mecze jeżdżę!

Pewna niewiasta z rowerem ułatwiła robotę naszemu ulubieńcowi.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Pozostaje tylko żałować, że nie zostaliśmy na grillu.