19 kwietnia 2019, godz. 17:30, 23. kolejka kujawsko-pomorskiej IV ligi, Brodnica, ul. Królowej Jadwigi 5.

SPARTA BRODNICA – WISŁA NOWE 2:2.

MECZ NR: 25/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 92. Spory fragment drogi w pięknych okolicznościach przyrody doliną Drwęcy. Nawierzchnia może nie najlepsza, ale widoki rekompensowały.

TEMPERATURA: 18 stopni Celsjusza.

BILETY: Brak. Trafiliśmy wyjątkowo, bo zwykle za wejście na stadion w Brodnicy trzeba uiścić parę złotych. Tym razem kasa byłą jednak zamknięta.

To zasługa piłkarzy Sparty, którzy tydzień wcześniej przegrali u siebie z niżej notowaną Włocłavią Włocławek, a że nie była to ich pierwsza (ani druga) podobna wpadka w rundzie wiosennej, postanowili choć częściowo odkupić grzechy stawiając kibicom wejście. Dziękujemy uprzejmie, ale jednak wolelibyśmy bilet.

SPIKER: Jest. Dzięki rozległym znajomościom (pozdrowienia dla Jakuba) udało nam się wejść do środka budki spikerskiej i osobiście poznać pełniącego zaszczytną rolę rezydenta pana Jana Łukaszewskiego.

Gdy na stole ujrzeliśmy klasyczny ręczny stoper, już wiedzieliśmy, że swój chłop.

Pan Jan to wieloletni nauczyciel wychowania fizycznego w miejscowym liceum i były trener rywalizującego przed laty w III lidze koszykarzy zespołu BTK Brodnica. Jako że sami koszykówki za młodu trochę liznęliśmy i znamy lokalne środowisko, szybko złapaliśmy z panem Janem także pozapiłkarski wspólny temat i porozmawialiśmy o starych karabinach oraz powspominaliśmy dawne dzieje.

Co do stylu prowadzenia spikerki, to pan Jan stawia na chłodny profesjonalizm i oszczędne dozowanie środków ekspresji. Przydałoby się tylko trochę podkręcić głośność, bo na trybunie czasem słabo słychać.

A kończąc wątek spikerski jeszcze zdjęcie królestwa pana Jana z zewnątrz.

CATERING: Brak. Naprzeciwko wejścia na stadion działa jednak mały osiedlowy sklepik, w którym najprawdopodobniej można się zaopatrzyć we wszystko, czego kibicowska dusza, a przede wszystkim ciało zapragnie. Nie wiemy jednak, jak sytuacja przedstawia się podczas meczu, na który można wejść tylko za okazaniem biletu. Sklep zapewne działa tak samo, pytanie, czy podczas spotkania można do niego wyjść i wrócić z zaopatrzeniem.

TABLICA WYNIKÓW: Nie zlokalizowaliśmy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa napiszemy więc, że nie ma.

TOALETA: Owszem. Przy wejściu na stadion (lub wyjściu, zależy z której strony patrząc).

Bez zarzutów.

 

Mecz z gatunku nieplanowanych, a to zawsze dodatkowa radość i satysfakcja. Był Wielki Piątek i raczej nastawialiśmy się na uczestnictwo w przygotowaniach przedświątecznych. Okoliczności okazały się jednak sprzyjające, a że w okolicy (wprawdzie trochę dalszej, ale zawsze) akurat grali… Dwa razy powtarzać nie trzeba było.

Zwłaszcza, że trafiło na klub, w którym jedne z pierwszych kroków stawiali dwaj późniejsi (w tym jeden obecny) reprezentanci Polski: Łukasz Fabiański i Jakub Wawrzyniak. Bramkarz West Hamu jako 17-latek spędził w trzecioligowej Sparcie rundę jesienną sezonu 2002/03. Całe tamte rozgrywki obrońcą klubu z Brodnicy był dwa lata starszy dzisiejszy gracz GKS-u Katowice. Ich kolegą z zespołu był wówczas nieżyjący już Jakub Zabłocki, który później rozegrał w ekstraklasie 48 spotkań i strzelił 10 goli. Przy okazji Euro 2016, gdy w składzie reprezentacji Polski na turniej byli Fabiański i Wawrzyniak, „Czas Brodnicy” poprosił prezesa Sparty z czasów, gdy obaj piłkarze grali w tym mieście Bogusława Kucińskiego o garść wspomnień z tamtego okresu.

– Nie pamiętam dokładnie już, ile u nas wtedy zarabiali, ale nie były to duże pieniądze. Bodajże około 800 zł na miesiąc i oczywiście pełne wyżywienie w restauracji „U Bosmana” oraz kwaterunek w budynku klubowym. Teraz ich zarobki są na pewno wyższe – opowiadał Kuciński.

Fabiański bardzo rzadko korzystał z klubowego pokoju. – Często jeździł na zgrupowania kadry młodzieżowej i liczne mecze sparingowe. Był jednak bardzo ważnym punktem naszej drużyny i kiedy był mecz, jeździłem po niego, np. do Suwałk. Mimo młodego wieku potrafił wybronić w nieprawdopodobnych sytuacjach, ale zdarzały mu się także „szmaty”. Zabrakło go wiosną, i to także zadecydowało o naszym spadku z III ligi, a był to wtedy trzeci stopień rozgrywek w Polsce – dodał Kuciński.

Znacznie więcej wrażeń wywiózł z Brodnicy Wawrzyniak.

– Z Kubą Wawrzyniakiem wiąże się taka śmieszna historia. Pokoiki dla piłkarzy były na piętrze. Stała tam w łazience taka długa żeliwna wanna. I kiedy się kąpał, nagle nogi tej wanny przebiły podłogę, wanna się przechyliła i przez dziury niemalże cała woda spłynęła na dół, do pokoju, w którym siedziała księgowa. Było dużo śmiechu, no i ta sytuacja wymusiła remont starego stropu, który był do tej pory z desek i trzciny – wspominał były prezes Sparty.

Dziś już takie przygody piłkarzom nie grożą. Nadal zdarza się niektórym zajmować pokoje w klubowym budynku, który jednak prezentuje się znacznie lepiej niż kilkanaście lat temu.

Z wizytą trafiliśmy na ważny dla klubu czas. Dwa dni wcześniej nowym prezesem Sparty został Jarosław Janczak. Śmiało, choć oczywiście z przymrużeniem oka, możemy więc napisać, że przyjęcie od nas pamiątkowego proporczyka było jedną z pierwszych decyzji za kadencji prezesa Janczaka.

Wcześniej w najważniejszym fotelu w Sparcie z różnych powodów przez około dwa lata nikt nie zasiadał. Klub funkcjonował, bo podpisy na dokumentach mogli składać inni członkowie zarządu, ale z wizerunkowego punktu widzenia (oraz kilku innych) nie była to najszczęśliwsza okoliczność. Teraz w końcu wszystko wygląda tak, jak powinno.

Sparta chce jeszcze mocniej postawić na szkolenie młodzieży (choć już dziś, łącznie z piłkarskim przedszkolem pod egidą Legii Warszawa, ma pełną drabinkę szkoleniową). W mieście ma mocną konkurencję w postaci UKS Gol. Zdrowa konkurencja na tym polu na pewno jednak nie powinna nikomu zaszkodzić. Przede wszystkim młodym piłkarzom.

Dalekosiężnym celem będzie z pewnością powrót do III ligi, ale to oznacza dwukrotne zwiększenie budżetu. Stadion w ubiegłym roku wyposażono w bieżnię tartanową, przez co Sparta w rundzie jesiennej grała albo na wyjazdach, albo w odległym o kilka kilometrów Bobrowie. Wydawało się, że wiosną zaatakuje prowadzącą w tabeli Unię Janikowo, ale w sześciu meczach u siebie zdobyła tylko osiem punktów (a wszystkie grała z drużynami z dołu tabeli) i na awans nie ma już szans. Może w przyszłym roku?