Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Stegny – Amator made by wagon pierwszy.

24.6.17, liga okręgowa mazowiecka, grupa Płock, Stegny WyszogródAmator Maszewo 2:5.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

61 (w jedną stronę). Tradycyjnie samemu trzeba było zadbać o pojazd i jego obsługę. Żeby nie było nudno, za to sprawiedliwie, na mecz jechaliśmy drogą wiodącą na południe od Wisły, do domu po jej północnej stronie. Z punktu widzenia turystyczno-krajoznawczego ta pierwsza opcja wydaje się sympatyczniejsza, ale za to potrafi nieźle wytrząść dupsko. Nie ma ideałów na tym świecie.

 

BILETY:

Nic, ale brama wjazdowa rekompensuje wszelkie niedogodności z tego tytułu. Wybaczamy to drobne organizacyjne niedociągnięcie, choć następnym razem wolelibyśmy już dostać pokwitowanie obecności na meczu.

 

SPIKER:

Cisza w eterze.

 

Z PIWEM NA STADION:

Oczywiście, mimo że regulamin stanowi inaczej.

Sączono, ale w ilościach raczej umiarkowanych. Wszyscy kondycyjnie wytrzymali trudy ponadstuminutowego (razem z przerwą) uczestnictwa w wydarzeniu sportowym. Wprawdzie biernego, ale zawsze…

Przy okazji przypomniała nam się chamska szydera, jaką częstowaliśmy w młodzieńczych czasach serdecznego, dobrego druha (z niedobrych nie ciągniemy, szkoda czasu i energii). Otóż zdarzało nam się informować owego sympatycznego jegomościa, że musimy niestety zakończyć znajomość z nim, gdyż jest podejrzewany o uczestnictwo w gwałcie zbiorowym. Wprawdzie jako ofiara, ale zawsze…

 

CATERING:

Stadion mieści się na obrzeżach miasteczka. Wprawdzie niewielkiego, ale zawsze… Żeby więc zaopatrzyć się w dobra wszelakie, należy użyć pojazdu mechanicznego lub założyć odpowiedni margines czasowy. My mieliśmy jedno i drugie, więc wyruszyliśmy na mały rekonesans. Najbardziej spodobało nam się na czymś na kształt rynku, ale trochę nietypowym, bo z trzech stron otoczonym budynkami, a z czwartej jego granicę wyznacza skarpa wiślana. Zakupy też udało się zrobić, ale jeśli ktoś miał mniej szczęścia, o tej porze roku może posilić się tuż przy wejściu na stadion. I to zdrowo!

Byli też na meczu amatorzy butelkowanego kwasu chlebowego. Pozdrawiamy panów Moja Turystyka StadionowaMy Match DaysŁukasz Warszawiok i Groundhopper Bielany.

Na kończących sezon zawodników miejscowych również po meczu czekało coś na ząb.

Na pieseła może też :p

 

WC:

Możliwości plenerowych tyle, że w błahych potrzebach chyba nikomu nie przyszło do głowy pytać organizatorów o stosowną infrastrukturę. Decydowano się pójść po linii najmniejszego oporu.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nic.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nic. Zdecydowanie klimat koneserski. I to taki zatwardziały. Kibicowska konserwa.

Nie zabrakło jednak pierwiastka romantycznego.

Love is in the air!

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Mamy podejrzenia, że pojawili się w sile jednego samochodu, ale pewności nie mamy.

 

TEKST MECZU:

– Biednemu zawsze wiatr w oczy.

– I chuj w dupę.

Kibice miejscowych życie znają…

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Trudno o lepsze zakończenie sezonu. Stadion idealny, skrojony dokładnie pod nasz gust. Solidnie już nadgryziony zębem czasu, ale wciąż schludny i urokliwy. Choćby klateczka robi robotę.

Najbliższe sąsiedztwo też.

Wszystkiego wam teraz nie pokażemy, musimy zostawić sobie trochę smaczków do social mediów na najbliższe tygodnie. Musicie uwierzyć nam na słowo.

A jak się znudzi komuś na stadionie, może pooglądać Wisłę. Rzut kamieniem.

Tym samym wagon pierwszy uroczyście ogłasza zakończenie sezonu. Ale nie cieszcie się zbytnio. Podpisaliśmy już sami ze sobą kontrakt na następny.